Katechezy niedzielne na rok 2017/2018

Katechezy przed Mszą św.
Diecezja Zamojsko-Lubaczowska
Rok duszpasterski 2017/2018
Cz. 1 – „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”

Słowo Biskupa Diecezjalnego Mariana Rojka wzywające do podjęcia
dzieła niedzielnych katechez dla wszystkich wiernych

 

Drodzy Duszpasterze i Wierni Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej

Przeżywany Jubileusz 25-lecia powstania naszego Kościoła Diecezjalnego wzywa nas do
wdzięczności Bogu za wszelkie dary i łaski, jakie stały się naszym udziałem na przestrzeni
ostatniego ćwierćwiecza, ale jednocześnie stawia przed nami ważne zadanie troski o skarb
wiary, złożony w nasze serca podczas Sakramentu Chrztu Świętego. Zarówno wobec naszych
przodków, którzy niejednokrotnie zapłacili najwyższą cenę za wierność Chrystusowi, jak też
wobec młodego pokolenia, często zagubionego na drogach współczesności, jesteśmy
zobowiązani do tego, aby dać świadectwo wiary dojrzałej, zaangażowanej i opartej o
niezbędną wiedzę religijną. Wydaje się oczywistym, że bez takiego pragnienia i wysiłku
podjętego dla realizacji owego zobowiązania, nie spełnimy dziś oczekiwań Chrystusa wobec
nas samych i współczesnego świata, w wielu sprawach odchodzącego od Boga
Odpowiadając na te wezwania, a jednocześnie realizując jedno z zaleceń Programu
Duszpasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na lata 2017-2019, aby głosić katechezy dla
dorosłych w temacie roku: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, uznałem, że wskazane i
bardzo pożyteczne będzie podjęcie dzieła krótkich katechez, prezentowanych przez kapłanów,
siostry zakonne, katechetki, katechetów i wiernych świeckich w naszych kościołach i kaplicach
w każdą niedzielę przed rozpoczęciem Mszy świętych.
Treść około dziesięciominutowych katechez została przygotowana przez Wydział
Duszpasterstwa Ogólnego naszej Kurii Diecezjalnej. Głoszenie katechez rozpocznie się od dnia
7 stycznia 2018 r., tj. od Niedzieli Chrztu Pańskiego – ta data staje się również niejako
symboliczna, gdyż zwraca uwagę na chrzest Chrystusa jako początek Jego publicznego
nauczania i jednocześnie na Chrzest święty jako początek życia wiarą i troski o wiarę każdego
ucznia Chrystusa.
Gorąco zachęcam, by sami duszpasterze, bądź przygotowane odpowiednio osoby,
włączyli się wielkodusznie w to głoszenie podstawowych prawd wiary i zasad chrześcijańskiego
życia. Niech nikt nie poskąpi czasu i zaangażowania dla odnowienia
w sobie głębszej zażyłości z Chrystusem i jego Kościołem, by wydać owoc radosnego i
owocnego świadectwa życia z Chrystusem według Jego Ewangelii.
Już dziś dziękuję za odpowiedzialne podjęcie dzieła katechez i to pogłębianie naszej
wiedzy religijnej, przekładającej się na świadectwo życia oraz błogosławię wszystkim w Imię
Ojca, i Syna i Ducha Świętego.

1. Założenia programu duszpasterskiego KEP 2017-2019

W pierwszą niedzielę Adwentu 2017 r. wszedł w życie nowy Program duszpasterski dla
Kościoła Katolickiego w Polsce, przygotowany przez Komisję Duszpasterstwa KEP. Dwuletni
cykl ma za zadanie skupić Kościół na osobie Ducha Świętego, Jego darach i działaniu.

2. Realizacja w diecezji

W związku z tym pragniemy wspomóc nasz diecezjalny Kościół cyklem katechez, które mają
uwrażliwić wiernych na ten ważny temat. Jest to forma katechizacji dorosłych, o którą od
dłuższego czasu dopominają się dokumenty Kościoła, np. Catechesi Tradendae 43:
Dlatego ich wiara winna być […] stale oświecana, wzmacniana i odnawiana, aby przeniknęła
całą działalność doczesną, za którą są odpowiedzialni. Aby zaś katecheza mogła być tak
skuteczna, powinna być ciągła; będzie bowiem rzeczywiście daremna, jeśli zatrzyma się na
samym progu wieku dojrzałego…
Zauważając zjawisko „analfabetyzmu religijnego” wśród osób dorosłych, ignorancji w
stosunku do podstawowych prawd wiary, liturgii i moralności chrześcijańskiej, w dwuletnim
cyklu duszpasterskim chcielibyśmy zaproponować katechezy, które będzie można głosić przed
każdą niedzielną Mszą św. w każdej parafii.

3. Charakterystyka katechez

Przygotowane katechezy charakteryzują się następującymi cechami:
1. Zwięzłość – katecheza powinna trwać ok. 5-10 minut i syntetycznie wyrazić dany
temat;
2. Prosty język – katechezy mają poruszyć temat w taki sposób, by każdy dorosły mógł
go zrozumieć;
3. Konkretność – katecheza powinna przekazać prawdy wiary w oparciu o źródła
teologiczne z nastawieniem na praktykę wiary;
4. Spójność tematyczna – Duch Święty powinien być elementem łączącym katechezy.
Aby jednak zagwarantować pewną ciągłość tematów i wskazania KEP chcielibyśmy, aby
pierwszy rok poświęcony był w szerokim sensie sakramentowi chrztu św. (w
nawiązaniu do ostatniego programu duszpasterskiego 2013-2017), drugi
bierzmowaniu, a kolejne – Eucharystii;
5. Wymiar ewangelizacyjno-katechetyczny – treści powinny pobudzać do żywej wiary
i pogłębiać jej rozumienie w wymiarze intelektualnym, liturgicznym, katechetycznym i
życiowym;
6. Przełożenie na życie – katecheza powinna kończyć się wezwaniem do jakiegoś
konkretu: modlitwy, uczynku wiary itp. oraz modlitwą.
5
7. Plan katechez
I. Podstawy wiary – wprowadzenie ewangelizacyjne
1. Wiara a religijność – wiara żywa i martwa
2. Wiara jako łaska – odpowiedzialność za otrzymany dar
3. Rozumność wiary – potrzeba rozwoju zrozumienia i pogłębiania
swojej wiary
4. Moralność jako owoc wiary
5. Konieczność rozwoju wiary
6. Liturgia jako najważniejsza modlitwa Kościoła
7. Sakramenty – znaki Bożej mocy
8. Sakramentalia, czyli „bez Boga ani do proga”
9. Modlitwa osobista jako fundament życia duchowego
10.Słowo Boże w życiu chrześcijanina
11.Wspólnota jako miejsce rozwoju duchowego
II. Teologia chrztu
1. Czym jest grzech pierworodny ?
2. Czym jest grzech osobisty?
3. Nowe stworzenie – powołanie do świętości
4. Chrzest jako powołanie do służby w Kościele
5. Jestem synem Boga – relacja z Bogiem jako Ojcem
6. Kim jesteś dla mnie, Jezu? – relacja z Jezusem jako Zbawicielem
7. Jestem świątynią Ducha Świętego – relacja z Duchem Świętym
8. Maryja – Matka mojej wiary
9. Święci – moi duchowi przyjaciele
10. Wszczepieni w Kościół – relacja do braci
11. Czy znam swoją godność? – relacja do siebie samego
12. Dzierżawcy a nie właściciele dóbr – relacja do rzeczy materialnych
13. Pieczęć na wieki – problem apostazji
6
III. Celebracja i mistagogia chrztu
1. Kto może udzielać chrztu? Rodzaje chrztu
2. Kiedy i gdzie powinno się udzielać chrztu?
3. Czy każde dziecko może być ochrzczone?
4. Jakie imię wybrać dla dziecka?
5. Co z dziećmi zmarłymi bez chrztu?
6. Kto może być chrzestnym?
7. Zobowiązania rodziców ochrzczonego dziecka
8. Przygotowanie i zobowiązania chrzestnych
9. Znak krzyża – pieczęć przynależności do Chrystusa
10. Wyznanie wiary – depozyt, który otrzymaliśmy i mamy przekazać
dalej
11. Wyrzeczenie się grzechu – o walce duchowej
12. Woda święcona
13. Olej krzyżma
14. Biała szata
15. Płonąca świeca
16. Jak świętować chrzest po chrześcijańsku?
IV. Konsekwencje chrztu
1. Misja prorocka – obowiązek głoszenia Ewangelii
2. Misja prorocka – moc świadectwa
3. Misja prorocka – obrona chrześcijańskiej wiary
4. Misja prorocka – rola Ducha Świętego w ewangelizacji
5. Misja prorocka – chrześcijanin wobec świata
6. Misja prorocka – ewangelizować „ogniem i mieczem” czy miłością
7. Misja kapłańska – co znaczy, że jestem kapłanem
8. Misja kapłańska – o kapłaństwie urzędowym
9. Misja kapłańska – skąd się biorą księża?
10. Misja królewska – czym jest chrześcijańska miłość?
11. Misja królewska – dobroczynność jako narzędzie ewangelizacji
12. Misja królewska – odpowiedzialność za lokalny Kościół
13. Misja królewska – obowiązek przebaczania
14. Misja królewska – sakrament małżeństwa jako przestrzeń
podtrzymania miłości w sakramencie małżeństwa

 

1. Wiara a religijność

Wstęp

Wraz z I Niedzielą Adwentu rozpoczęliśmy w Kościele nowy rok liturgiczny, który inauguruje
jednocześnie nowy program duszpasterski w Polsce. Nasi Pasterze rozeznali, że przez
najbliższe dwa lata (2017-2019) powinniśmy odkryć na nowo postać Wielkiego Nieznajomego
– osobę Ducha Świętego. O ile potrafimy sobie wyobrazić Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, o tyle
z Duchem Świętym mamy trochę problemów. Choć w tradycji Kościoła przedstawiamy Go jako
gołębicę, ogień czy wodę, bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że Duch Święty jest
przede wszystkim osobą – Trzecią Osobą Trójcy Świętej, która ma potężny wpływ na nasze
życie.
Chcemy zatem poznać Go, zaprzyjaźnić się z Nim, odkryć co znaczy, że Duch Święty mieszka
i modli się w nas. Pragniemy również poznać Jego działanie w sakramentach, zwłaszcza w
bierzmowaniu, aby świadomie prosić o Jego dary i charyzmaty oraz praktycznie korzystać z
nich w naszym życiu
W związku z tym, przez każdą Mszą św. będziemy mogli usłyszeć krótkie i praktyczne
katechezy, związane z działaniem Ducha Świętego w Kościele. Pierwszy rok chcemy poświęcić
problematyce wiary i temu, jak działa Duch Święty w sakramencie chrztu. W kolejnym roku
będziemy odkrywać głębię sakramentu bierzmowania, aby później przejść do sakramentu
Eucharystii – źródła i szczytu życia Kościoła. Są to sakramenty tzw. inicjacji chrześcijańskiej,
czyli wprowadzania nas w głębię życia Bożego – życia Ducha Świętego, który mieszka głęboko
w sercu każdego chrześcijanina, a więc w Tobie i we mnie.
Istota tematu
Przyjrzyjmy się dziś na początek działaniu Ducha Świętego w naszej wierze. Otrzymaliśmy
Ducha Świętego w sakramencie chrztu i bierzmowania. Napełniamy się Nim w każdym innym
sakramencie, podczas modlitwy, gdy czytamy Pismo Święte. Skoro tak jest – powinno być po
nas widać, że Duch Święty w nas mieszka. W jaki sposób? Głównie poprzez uczynki wiary,
ponieważ święty Jakub naucza, że wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2, 14-26). Musimy
jednak nauczyć się rozróżniać wiarę od religijności, aby nie wpaść w pułapką faryzeizmu.
W ostatnich latach zauważamy w Kościele systematyczny wzrost liczby osób, które można
nazwać „praktykujący, a niewierzący”. Są to osoby, które chrześcijaństwo sprowadzają do
pewnych zwyczajów, tradycji i zewnętrznych praktyk, pomijając to co najważniejsze – wiarę
jako postawę serca. Bardzo często takie postępowanie kończy się frustracją czy wręcz
porzuceniem tych pobożnych praktyk, bo oto modlę się, chodzę do Kościoła, a nic z tego nie
mam. Musimy więc wiedzieć, że wiara to przede wszystkim osobista, bliska więź z Bogiem,
zaufanie Jemu i posłuszeństwo temu, co mówi. A skutkiem tego są konkretne decyzje i
zewnętrzne przejawy religijności. Jeśli odwrócimy tę kolejność, nasza wiara sprowadzi się do
recytowania regułek, przestrzegania jakichś przepisów (których często nie rozumiemy) i
wypełniania obowiązków religijnych jakie nakłada Kościół. Taka wiara w zasadzie nic nie wnosi
do życia! Ale nie musi tak być!
8
Zastosowanie
Zapytajmy dziś siebie: Jestem bardziej wierzący czy religijny? Moje praktyki religijne są puste
i nic nie wnoszą do życia, czy są odzwierciedleniem tego, czym rzeczywiście żyję? Wiara jest
jednym z wielu dodatków do mojego życia, czy tym co jest źródłem wszystkich moich decyzji i
wyborów? Moja wiara jest żywa czy martwa?
Duch Święty potrafi ożywić najtwardsze serca, nawet te umarłe na skutek grzechu i zimne jak
lód. Słowo Boże mówi:
Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce
kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli
według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali.
(Ez 36, 26-27)
Jeśli odkrywasz, że Twoja wiara jest pusta, martwa, jest tylko religijnością, pomódl się dzisiaj
do Ducha Świętego, aby tę wiarę rozpalał. Zacznij od dzisiaj codziennie rano wołać „Duchu
Święty przyjdź”, a doświadczysz, jak stopniowo On poprowadzi Cię do żywej i głębokiej wiary.
Duchu Święty, wspominamy dziś nasz chrzest, w którym otrzymaliśmy Ciebie, a wraz z Tobą
łaskę wiary. Rozpal wszystkie dary i charyzmaty, które złożyłeś w naszych sercach. Daj nam
dziś szczególnie łaskę rozpoznania stanu naszej wiary, a jeśli jest ona pusta i martwa – przyjdź
ze swoim ożywczym działaniem. Amen!
9
2. Wiara jako łaska
Wstęp
Mówi się, że wiara jest łaską. Wobec tego, niektórzy tłumaczą, że nie wierzą w Boga, bo Bóg
nie udzielił im łaski wiary. Czy rzeczywiście można tak mówić? W dzisiejszej katechezie
wyjaśnimy czym jest łaska wiary i jak z niej korzystać.
Istota tematu
Na początku musimy uzmysłowić sobie czym w ogóle jest łaska. Najprostszą definicją łaski jest
dar darmo dany od Boga, wynikający z Jego miłości do nas. Bóg pierwszy nas ukochał i
inicjatywa zawsze należy do Niego. Nie myśmy Go wybrali, ale On nas. Jeśli my Go szukamy,
to dlatego, że On pierwszy zaczął nas szukać. To prawda, że człowiek niekiedy czuje odwrotnie:
wydaje mu się, że to on zaczął szukać Boga. Jednak skoro tylko Go znajdzie, sam widzi patrząc
na drogę, którą przeszedł, że przecież cały czas był prowadzony. Potężną, dobrotliwą, a
zarazem dyskretną ręką Boga.
Kolejnym krokiem do zrozumienia dzisiejszego problemu jest kwestia naszej wolnej woli.
Objawienie chrześcijańskie poucza nas, że Bóg stworzył człowieka jako istotę rozumną i zdolną
do wolności. W związku z tym nasza natura w żadnym razie nie jest czymś konkurencyjnym
dla łaski, bo jedno i drugie pochodzi od Boga. Wręcz przeciwnie, Bóg przychodząc do nas ze
swoją łaską, poszerza, pogłębia i oczyszcza naszą wolność i rozum. Te dwa elementy powinny
więc ze sobą harmonijnie współpracować, co wyrażamy często w słowach: „łaska buduje na
naturze”. Bóg zatem nikogo nie zmusza do niczego, ponieważ wszystko, co czyni wynika z
miłości, a miłości są obce jakiekolwiek naciski zewnętrzne. Każdy dar od Boga jest na zasadzie
propozycji: jeśli chcesz.
W ten sposób należy rozumieć łaskę wiary:
Nasza wiara jest darem Bożym. Jest to zaproszenie Boga do wejścia z Nim w zażyłość i
wspólnotę życia. Skierowana jest ona do każdego człowieka, ponieważ, jak zaświadcza św.
Paweł w Liście do Tymoteusza: Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni (1 Tm 2, 4), a
w sposób szczególny została dana nam – chrześcijanom wraz z chrztem świętym. Nikt zatem
nie może mówić, że nie otrzymał łaski wiary. Można natomiast mówić, że człowiek z różnych
powodów nie przyjął tej łaski, bądź ją przyjął, ale zmarnował, albo nie był jej wierny.
Doskonale pokazują nam to świadectwa ludzi, którzy po latach oddalenia wrócili do Pana Boga.
Przeżywają oni wdzięczność, że Bóg, pomimo ich odejścia od praktyk wiary był wierny w swojej
łaskawości i cały czas czekał ich decyzję nawrócenia. Bardzo często ci ludzie mają również
poczucie winy, że kiedyś odeszli od Boga, a wskutek tego doświadczyli nieraz bardzo bolesnych
konsekwencji swoich decyzji: wewnętrzna pustka, poczucie zmarnowania życia, nałogi,
rozbita rodzina itp. Nawet jeśli odejście od Boga wydawało się czymś dobrym, dającym więcej
czasu, możliwości, wolności, skutek zawsze był taki sam – poczucie jakiegoś wielkiego braku.
10
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś, że wiara jest łaską, czyli darem i zaproszeniem ze strony Boga, ale
potrzebuje naszej współpracy na każdym etapie życia. Trafnie ujął to św. Augustyn, a
powtórzył potem św. Ignacy z Loyoli:
Pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie ale ufaj tak, jakby wszystko zależało od Boga.
Trzeba więc łączyć ufność z własnym wysiłkiem. Nie wolno popadać w żadną krańcowość: ani
w aktywizm nie liczący się z koniecznością Bożej pomocy, ani w kwietyzm zwalniający
człowieka od wysiłku pod pozorem ufności w Bogu. Jest to zasada ufnej i rozumnej,
odpowiedzialnej współpracy z Bogiem. Spróbujmy też dziś uzmysłowić sobie, jak bardzo Pan
Bóg zaufał nam i traktuje nas jako partnerów w wierze. On ze Swojej strony już nam dał
wszelkie potrzebne łaski do wzrostu wiary i oczekuje na konkretne kroki z naszej strony.
Prośmy dziś Ducha Świętego, słowami św. Augustyna, abyśmy chcieli rozwijać naszą wiarę:
Oddychaj we mnie, Duchu Święty, abym święcie myślał.
Przymuszaj mnie, abym święcie postępował.
Pobudzaj mnie, abym miłował tylko to, co święte.
Umacniaj mnie, abym strzegł tego, co dobre.
Strzeż mnie, Duchu Święty, abym Cię nigdy nie utracił.
11
3. Rozumność wiary
Wstęp
Bardzo często słyszy się, że wiara jest sprzeczna z rozumem. Jest to jeden z „dyżurnych”
argumentów ludzi, którzy są nieżyczliwi Kościołowi i zarzucają nam, że wierzymy na ślepo, że
nie ma dowodów na prawdziwość chrześcijaństwa, a sama wiara jest nieracjonalna. Być może
sami nieraz zastanawialiśmy się nad tym, na ile nasza wiara jest prawdziwa, albo czy ktoś nas
nie oszukał, mówiąc o Bogu i Kościele.
W dzisiejszej katechezie poruszymy problem rozumności naszej wiary. Sprawdzimy, czy i na ile
da się udowodnić istnienie Boga i prawdziwość chrześcijaństwa oraz czy rzeczywiście istnieje
konflikt pomiędzy wiarą a rozumem.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że z powodu tego, że człowiek jest stworzony na
obraz Boga, otrzymał też możliwość poznania Go na różnych drogach, w tym drodze
rozumowej (KKK 31). Te drogi nazywa się czasem „dowodami na istnienie Boga”; nie chodzi tu
jednak o dowody jakich poszukują nauki przyrodnicze, ale o pewne spójne i przekonujące
argumenty, które mogą pozwolić na uwiarygodnienie racjonalności chrześcijaństwa.
Sobór Watykański I naucza: Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem
rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel
wszystkich rzeczy. Oznacza to, że analizując porządek i piękno świata, rozważając w swoim
sercu prawdy o naszej przemijalności czy najgłębszych pragnieniach oraz zastanawiając się kim
jesteśmy i po co żyjemy, możemy drogą logicznego myślenia dojść do decyzji wiary w Boga.
Sama wiara w Boga to jednak za mało, ponieważ można wierzyć, że Bóg istnieje i zupełnie nic
sobie z tego nie robić. Kolejnym etapem rozwoju wiary jest wiara Bogu, a więc nasze zaufanie
do Niego, które nie zawsze da się logicznie wytłumaczyć.
Potrzebne są zatem te dwie drogi poznawania rzeczywistości: wiara i rozum, które bardzo
potrzebują siebie wzajemnie. Pisał o tym Jan Paweł II w Encyklice Fides et ratio: Wiara i rozum
są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy (FR 2).
Chrześcijanin nie może zatem opierać się wyłącznie na rozumie (błąd ten nazywany jest
racjonalizmem), ani też na ślepo i bezkrytycznie przyjmować tego, co inni mówią o Bogu (błąd
fideizmu). Potrzebujemy nauczyć się wykorzystywać obie drogi, aby wierzyć świadomie,
rozumiejąc, że wiara może nieraz przekraczać nasze ludzkie doświadczenie.
Przykładem takiej wiary jest św. Piotr. Po nieudanym połowie ryb spotyka Jezusa, który prosi
go, aby zarzucił sieci na połów. Piotr, jako doświadczony rybak, natychmiast wyraził swoje
wątpliwości: rozum podpowiadał mu, że o tej porze i w takim miejscu nie powinno być żadnych
ryb. Był jednak na tyle otwarty, że nie wykluczył prawdziwości słów Jezusa, zaufał Mu i
doświadczył, że to co Jezus powiedział jest prawdą.
12
Innym przykładem współpracy między wiarą a rozumem jest np. analiza zagadnienia
stworzenia świata. Nauka wyjaśnia w jaki sposób powstał świat i w tym miejscu kończą jej
kompetencje. Teologia i wiara tłumaczą nam z kolei, dlaczego powstał i w jakim celu. Jedno
nie wyklucza drugiego, a wzięte razem dają nam kompletny obraz. Wielu naukowców mówi
wręcz, że im bardziej analizują Wszechświat, tym stają w większej pokorze wobec tajemnic
świata. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś myśli, że posiadł już całą wiedzę i w ten sposób,
w swojej pysze, wyklucza Boga.
Zastosowanie
Jak praktycznie wykorzystać treści dzisiejszej katechezy?
Warto najpierw uświadomić sobie, że dojrzałe chrześcijaństwo opiera się zarówno na wiedzy
jak i na wierze, czyli jakimś osobistym doświadczeniu Boga. Jeśli zabraknie którejkolwiek z tych
rzeczy, możemy albo niebezpiecznie pobłądzić w wierze, albo wiarę sprowadzić do
bezdusznych, nierealnych zasad, które nie mają wpływu na nasze życie.
Zastanów się, czego Ci dziś brakuje i podejmij konkretne kroki, by uzupełnić te braki:
Jeśli odkryjesz, że tak naprawdę niewiele wiesz o Bogu – zacznij czytać prasę katolicką, dobre
książki, słuchać katolickich rozgłośni, poszukaj dobrych rekolekcji. Proś Ducha Świętego o dar
mądrości. Papież Franciszek powiedział: Mądrość to dzieło Ducha Świętego w nas, abyśmy
postrzegali wszystkie rzeczy oczyma Boga1
.
Jeśli z kolei masz pewną wiedzę, ale brak Ci doświadczenia i ognia wiary – zacznij od
codziennego, wiernego spotykania się z Bogiem na modlitwie. Mądrość rodzi się
z bezpośredniej relacji z Bogiem, relacji dzieci z Ojcem. Kiedy mamy tę relację, to Duch Święty
obdarza nas darem mądrości. Kiedy jesteśmy zjednoczeni z Panem, Duch Święty przekształca
nasze serce i pozwala mu dostrzec całą swoją miłość i upodobanie – podpowiada papież
Franciszek
Daj zatem Duchowi Świętemu przestrzeń, aby mógł w Tobie działać i osobiście przekonywać
do prawdziwości Ewangelii.
Duchu Święty, przyjdź z darem mądrości i poprowadź nas ku głębszemu zrozumieniu naszej
wiary. Postaw mądrych ludzi, dobre książki i rekolekcje na naszej drodze, abyśmy pojęli piękno
i głębię naszej wiary! Amen!
1 https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,2460,to-wlasnie-jest-darmadrosci-od-ducha-swietego.html
13
4. Moralność jako owoc wiary
Wstęp
Wszyscy znamy na pamięć 10 Przykazań Bożych. Najczęściej myślimy o nich robiąc rachunek
sumienia przed spowiedzią, albo gdy słuchamy rozmaitych debat dotyczących problemów
moralnych, jak np. zabijanie dzieci nienarodzonych, życie w czystości, kwestie uczciwości czy
mieszkanie ze sobą bez ślubu.
Zastanawiamy się wtedy, czy te przykazania są wciąż aktualne i czy warto ich przestrzegać.
W dzisiejszych czasach, gdy bardzo praktycznie patrzymy na życie, wiele osób wprost zadaje
sobie pytanie: Co będę z tego miał? Co mi daje to, że chodzę do Kościoła, modlę się i próbuję
być dobrym człowiekiem? Widzimy przecież bardzo często, że to nie ci, którzy są uczciwi
dorabiają się pieniędzy, ale odwrotnie oraz, że tak po ludzku bycie dobrym człowiekiem po
prostu się nie opłaca.
Zastanówmy się dzisiaj nad moralnością chrześcijańską i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie,
dlaczego w dzisiejszych czasach warto przestrzegać Bożych przykazań.
Istota tematu
Na początku wyjaśnijmy najważniejszą kwestię: moralność chrześcijańska jest owocem żywej
wiary w Boga. Oznacza to, że nie da się zrozumieć i wypełniać przykazania, jeśli nie posiada się
żywej wiary w Boga. Bez fundamentu, jakim jest wiara, przykazania mogą wydawać się
zbiorem bezdusznych nakazów i zakazów, które ustanowił Bóg lub Kościół, aby utrudnić życie
człowiekowi. Są wręcz tacy, którzy twierdzą, że wszystko co najlepsze, zostało na tym świecie
zakazane. Czy rzeczywiście tak jest? Spróbujmy to wyjaśnić.
Katechizm Kościoła Katolickiego wprowadza rozróżnienie na dwa rodzaje prawa: stare i nowe
(KKK 1961 n). Stare prawo zostało nadane przez Boga Izraelowi i stanowi pierwszy etap
objawionego prawa. Jego przepisy moralne streszczają się w dziesięciu przykazaniach:
zakazują tego, co sprzeciwia się miłości Boga i bliźniego, a nakazują to, co jest dla niej istotne.
Dekalog jest światłem danym sumieniu każdego człowieka, by objawić mu powołanie i drogi
Boże oraz chronić go przed złem (KKK 1962).
Według tradycji chrześcijańskiej to święte prawo jest jednak niedoskonałe. Jest ono jak
wychowawca, który pokazuje co należy czynić, ale samo z siebie nie daje jeszcze mocy i łaski
Ducha, by to prawo wypełnić. Na potwierdzenie tej tezy warto przytoczyć fakt, że przykazania
zostały dane Izraelitom tuż po wypuszczeniu z niewoli egipskiej, a więc na samym początku ich
drogi duchowego wyzwolenia. Oznacza to, że jeśli ktoś uważa, że wypełnianie przykazań jest
szczytem chrześcijańskiej wiary – jest w wielkim błędzie. Jest to dopiero początek, pierwszy
etap na drodze do Królestwa Bożego, przygotowanie do przyjęcia Ewangelii i Prawa Ducha.
14
Nowe Prawo, czyli Prawo Ewangeliczne jest doskonałą formą wypełniania prawa Bożego,
które człowiek może wypełnić dzięki łasce Ducha Świętego. Kiedy Duch Święty zstąpił na
Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy, wypisał to prawo w głębi ich serc. W ten sposób
dotychczasowe, zewnętrzne nakazy, stały się dla nich wewnętrzną normą życia, czymś
oczywistym i bardzo bliskim do wypełnienia, bo już nie tylko samym ludzkim wysiłkiem, lecz
wlaną przez Ducha Świętego łaską. Nowe Prawo jest też nazywane prawem miłości, ponieważ
pobudza do działania bardziej z miłości, którą wlewa Duch Święty, niż ze strachu
z niewypełnienia przykazań. To nie przypadek, że zesłanie Ducha Świętego odbyło się w dniu
Pięćdziesiątnicy, kiedy Izraelici świętowali nadanie Prawa na Synaju. Możemy wyobrazić sobie
to w ten sposób, że do tej pory posiadali oni relację z kamiennymi tablicami dekalogu, a w
chwili zstąpienia Ducha Świętego posiedli osobistą relację z Twórcą tych przykazań.
Zastosowanie
W życiu każdego chrześcijanina można wyróżnić trzy etapy:
1. Przestrzeganie przykazań ze względu na tradycję, zwyczaje, dobre wychowanie czy
strach przed Bogiem. Człowiek na tym etapie posiada małe zrozumienie istoty
przykazań i bardzo często je łamie, nie widząc w tym wielkiego problemu dla swojego
życia.
2. Nawiązanie osobistej i żywej relacji z Bogiem dzięki Duchowi Świętemu
3. Życie przykazaniami jako osobistą norma postępowania. Przykazania są wtedy
owocem naszej głębokiej i żywej wiary.
Na którym etapie znajdujesz się dziś? Jeśli przykazania stanowią dla Ciebie wielki ciężar lub
odwrotnie – nie widzisz potrzeby przestrzegania ich i żyjesz w grzechu, codziennie je łamiąc –
zacznij prosić Ducha Świętego, aby zmieniał twoje myślenie i wypisał Boże Prawo w głębi
Twojego serca. Wtedy będziesz mógł odkryć ich prawdziwy sens, jakim jest twoje głębokie
szczęście i radość, gdy idziesz ścieżką Bożych przykazań.
Duchu Święty, objaw nam głęboki sens przykazań! Spraw, aby nie były dla nas przeszkodą, ale
drogą prowadzącą do Boga! Wypisz je w głębi naszych serc, aby Twoje prawo stało się naszym
osobistym prawem! Amen!
15
5. Konieczność rozwoju wiary
Wstęp
Starożytny myśliciel chrześcijański Tertulian wypowiedział takie zdanie: Non nascuntur, sed
fiunt christiani, co tłumaczy się „Chrześcijanie nie rodzą się, lecze stają się chrześcijanami”.
Oznacza to, że sam chrzest nie załatwia wszystkiego – istnieje pewna droga dojrzewania do
chrześcijańskiej wiary. Dojrzewamy fizycznie, intelektualnie, psychicznie, ale czy wraz z
upływem lat dojrzewa też nasza wiara? Spróbujmy dziś i w najbliższych katechezach zająć się
tematem rozwoju naszej wiary.
Istota tematu
Duchowy wzrost jest pewnym procesem, dzięki któremu stajemy się coraz bardziej podobni
do Jezusa Chrystusa. Święty Paweł zaświadcza w swoich listach, że wiele razy modlił się za
swoich uczniów, o duchowy rozwój i głębokie poznanie Boga dla nich, aby na końcu upodobnili
do obrazu Jezusa (2 Kor 3, 18; Kol 3, 8-10). To jest również cel każdego z nas, aby pod koniec
życia Bóg w nas zamieszkał i tak intensywnie działał, że inni będą mogli namacalnie rozpoznać
Go w nas, a my sami powiemy za św. Pawłem „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga
2,20).
Skoro znamy już cel, popatrzmy jeszcze na początek tej drogi. Rozpoczyna się ona w chwili
chrztu świętego, który jest pierwszym z trzech sakramentów tzw. inicjacji chrześcijańskiej.
Nasz rozwój umacnia się potem sakramentem bierzmowania, karmi Eucharystią, oczyszcza
sakramentem pokuty i pojednania oraz owocuje służbą Kościołowi w sakramencie małżeństwa
lub święceń. Musimy jednak wiedzieć, że samo przystępowanie do sakramentów i samo
chodzenie do Kościoła nie działa na zasadzie magii lub automatu. Potrzebne jest nasze
zaangażowanie i Boża łaska. W przeciwnym razie będziemy „na kilogramy zjadać
Eucharystycznego Pana Jezusa”, regularnie się spowiadać, słuchać wielu kazań i możemy
odczuć, że nic się nie zmienia w naszym życiu wiary. Sakramenty bowiem są pewnymi darami
i prezentami od Boga – można je otrzymać, a nie odpakować. Można być obdarowanym
ogromną fortuną, a jednocześnie nie wiedzieć co się posiada, skupiając się być może na
nieatrakcyjnym opakowaniu.
Jedna z podstawowych zasad w życiu duchowym brzmi: kto się nie rozwija, ten się uwstecznia.
Widać to często w postawie wielu chrześcijan, którzy zatrzymali się na jakimś etapie rozwoju,
gdy zapytani o kwestie związane z religią, nie są w stanie dać głębszej odpowiedzi niż dziecko
z podstawówki, a nieraz, nazywając się wierzącymi, nawet otwarcie kwestionują nauczanie
Kościoła, stosują formułę „Ewangelia Ewangelią, a życie życiem”.
Zastosowanie
Chrześcijańska wiara jest bardzo realistyczna i konkretna. Jezus wiele razy mówił, że nie ten,
kto Mu mówi „Panie, Panie” znajdzie się w Królestwie Bożym, ale ten kto wypełnia Jego wolę
16
w praktyce. Oznacza to, że Bóg oczekuje od nas nie tyle naszych pięknych deklaracji
i wzniosłych słów, ile konkretów. Wiara opiera się zatem na decyzjach i na wprowadzaniu
w życie tych decyzji.
Jeśli chcemy duchowo się rozwijać, powinniśmy najpierw podjąć w sercu decyzję: Panie Boże,
chcę Cię bardziej poznać, chcę rozwinąć swoją wiarę a następnie systematycznie i regularnie
wprowadzać te słowa w konkretny czyn. A ponieważ nasza wola jest skażona grzechem i
bardzo często mamy piękne pragnienia, ale nie chce się nam ich realizować, Pan Bóg daje nam,
jako naturalne wyposażenie dar Ducha Świętego, który przychodzi z pomocą w naszych
słabościach. Święty Paweł poucza nas:
Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz
jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia,
i działania zgodnie z [Jego] wolą. (Flp 2, 12-13)
Gdy zatem połączymy nasze wysiłki i łaskę Bożą, w bardzo krótkim czasie zobaczymy piękno
chrześcijańskiej wiary i to, jak bardzo jest ona praktyczna i życiowa. Warunkiem tego jest
jednak świadoma decyzja: Chcę, chcę czegoś więcej, chcę poznać Boga z pierwszej ręki,
osobiście.
Uczmy się zatem wypełniać słowa Jezusa, pamiętając zwłaszcza o wierności w rzeczach
drobnych, np. w codziennej modlitwie albo czytaniu Słowa Bożego. To od nich zaczyna się
droga duchowego rozwoju. Niech Duch Święty zapali dziś w nas takie pragnienie i doprowadzi
nas do głębi chrześcijańskiej wiary.
Duchu Święty, rozpal w nas wielkie pragnienia pogłębiania życia duchowego. Nie pozwól nam
zatrzymać się w miejscu, ale pociągnij nasze serca do Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga.
Amen!
17
6. Liturgia jako najważniejsza modlitwa Kościoła
Wstęp
Z czym nam się kojarzy Kościół? Najczęściej z księżmi, niedzielną Mszą św. i sakramentami.
Bardzo często podchodzimy do nich na zasadzie: Muszę iść na Mszę św., muszę iść do
spowiedzi, muszę iść do bierzmowania… Dlaczego w nas tyle niechęci? Być może dlatego, że
wpadliśmy w rutynę i przyzwyczailiśmy się do świętych rzeczy. A może dlatego, że za mało
jeszcze rozumiemy, że liturgia i sakramenty to najważniejsza modlitwa Kościoła. Przypatrzmy
się dziś liturgii i spróbujmy odkryć skarby, jakie posiadamy w Kościele.
Istota tematu
Warto zacząć od wyjaśnienia trudnego słowa: misterium. Święty Paweł napisał, że Bóg ma
pewien „tajemniczy plan” dotyczący całej historii świata, a wręcz wykraczający poza czas i
przestrzeń. Według tego planu, kiedy na ziemi pojawił się grzech pierworodny, Bóg zapragnął
uratować człowieka. Tę misję nazywamy zbawieniem. Polega ono na tym, że gdy nadeszła
pełnia czasów, Bóg zesłał na ziemię swojego Syna, aby stał się jednym z nas, objawił nam Ojca,
usunął wszystkie konsekwencje grzechu i ostatecznie zbawił nas umierając na krzyżu i
zmartwychwstając. Zbawienie ma też aspekt pozytywny: jest to życie w Duchu Świętym, który
jest pierwszym darem Zmartwychwstałego Pana, a więc życie w pełni i radości.
Kiedy Jezus odchodził z tego świata, zapragnął być z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia
świata. Nie chciał nas zostawić sierotami, dlatego pozostał z nami w tajemniczy sposób,
ukrywając się niejako w w sakramentach. Ten Boży plan nazywamy misterium paschalnym
Jezusa Chrystusa, a liturgia i sakramenty są przestrzenią, w której ten plan zbawienia jest
kontynuowany i realizuje się dla nas w każdym czasie.
Gdy mówimy o liturgii, powinniśmy w pierwszej kolejności zrozumieć, że jest to
najdoskonalsza i najświętsza modlitwa Kościoła, bo jest to modlitwa samego Jezusa, który
w Duchu Świętym oddaje cześć Ojcu i uświęca człowieka. Z tego tytułu jest to również
najskuteczniejsza i najpotężniejsza modlitwa jaką posiadamy na ziemi. Dlaczego jest taka
trudna? Ponieważ nie jest to modlitwa nasza, tylko modlitwa Jezusa Chrystusa, do której
zaprasza i przyłącza nas samych. Naszym zadaniem jest tak otwierać serca i uczestniczyć w
liturgii, żeby wejść w ten niepojęty obieg miłości pomiędzy Osobami Trójcy Świętej, aby ta
modlitwa stała się kiedyś naszą modlitwą, którą zrozumiemy i ukochamy jako swoją własną.
Kolejną trudnością jest wiara, która jest potrzebna do wejścia w misterium liturgii. Nieraz
myślimy sobie: Jak to dobrze byłoby żyć w czasach Jezusa; moglibyśmy słuchać Jego słów,
widzieć Jego cuda, dotykać Go, oglądać Go na własne oczy. Tymczasem Boży plan zbawienia
zakłada, że aby Jezus mógł być blisko człowieka każdych czasów, po swoim zmartwychwstaniu
i wstąpieniu do nieba stał się bezpośrednio dostęony w sakramentach . To wszystko dokonuje
się właśnie w liturgii. Dlatego św. Leon Wielki napisał, że „to, co było widzialne w naszym
Zbawicielu, przeszło w sakramenty”. Oznacza to, że uczestnicząc we Mszy św., czy
jakimkolwiek innym sakramencie, spotykamy dokładnie tego samego Jezusa, który chodził po
18
palestyńskiej ziemi; Jezusa, który niczego nie utracił ze swojej boskiej mocy, który również dziś
mówi do nas, jak dwa tysiące lat temu.
Gdy zatem kapłan celebruje Mszę św. – wierzymy, że czyni to sam Jezus w Jego osobie. Gdy
słuchamy Słowa Bożego, zwłaszcza Ewangelii – wierzymy, że właśnie w tej chwili przemawia
do nas Jezus, który kieruje swoje słowo osobiście do każdego z nas, do naszych aktualnych
problemów i radości. Gdy przyjmujemy Komunię św. – wierzymy, że spotykamy się z Jezusem,
który chce nas tu i teraz zbawiać, a więc uwalniać od grzechów, leczyć choroby, pokonywać
trudności, karmić, abyśmy mieli siłę wypełniać słowa Ewangelii.
Zastosowanie
Widzimy zatem, że aby pojąć to misterium potrzebna jest w pierwszej kolejności wiara, a
oprócz niej pewna fachowa, teologiczna wiedza, która objaśni nam znaczenie symboli,
znaków, gestów i czynności liturgicznych. Ten proces zgłębiania tajemnic, zarówno rozumem
jak i sercem, nazywa się w Kościele mistagogią.
Dziś skupmy się na jednej sprawie:
Nie da się przeżyć głęboko Mszy św., gdy wpadamy na ostatnią chwilę, albo stoimy gdzieś na
zewnątrz, zajęci różnymi sprawami. Msza św. potrzebuje nas całych – zaangażowania naszego
ciała (a więc pięknych postaw – klękania, znaku krzyża), zaangażowania naszego serca, umysłu,
a przede wszystkim głębokiego skupienia. Aby to osiągnąć, postanówmy sobie przychodzić na
Eucharystię co najmniej 10-15 minut przed jej rozpoczęciem i zatopić się w modlitwie, albo
samemu rozważyć Słowo Boże na dany dzień. Dzięki dbałości o to spotkanie i przyzywaniu
Ducha Świętego, bardzo szybko Pan Bóg pociągnie nasze serca do głębszego rozumienia tych
tajemnic i odkryjemy, że liturgia jest „szczytem, do którego zmierza cała działalność Kościoła,
a jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc” (KL10). Moja i Twoja moc.
Duchu Święty, który ukryłeś się i działasz w znakach liturgicznych, pozwól nam zrozumieć ich
działanie. Pokaż nam, że w liturgii jest obecny Chrystus, który działa i nas zbawia. Daj nam
doświadczyć Jego obecności tu i teraz. Amen
19
7. Sakramenty – znaki bożej mocy
Wstęp
W szkole podstawowej na lekcjach religii uczono nas, że mamy 7 sakramentów. Być może
wielu z nas jest nawet w stanie powtórzyć regułkę z przygotowania do bierzmowania, która
mówi, że „sakrament jest to skuteczny i widzialny znak bożej łaski”. Ponieważ powyższe treści
wydają się bardzo formalne i dalekie od naszego życia, spróbujmy spojrzeć dziś na sakramenty
jako znaki bliskości i czułości Boga w najważniejszych chwilach naszego życia.
Istota tematu
Przypomnijmy sobie najpierw historię z Ewangelii (Mk 5), kiedy pewna kobieta, cierpiąca od
wielu lat na krwotok, doznała uzdrowienia. Możemy się tylko domyślać, jak bardzo fizycznie
cierpiała z powodu tej choroby. Do tego żydowskie prawo zakazywało dotykać takich kobiet,
więc przez wiele lat nikt jej nie dotykał ani nie przytulał. Musiała czuć się bardzo samotna i
niezrozumiana w swoim otoczeniu. Gdy tylko podeszła z wiarą do Jezusa i dotknęła się Go,
natychmiast została uzdrowiona fizycznie i wskrzeszona do normalnego życia psychicznego,
biologicznego i społecznego. Stało się tak dlatego, że od Jezusa wyszła Boża moc i dlatego
kobieta została napełniona Bożym życiem.
Opowiadamy tę historię, ponieważ w tym kluczu definiuje sakramenty Katechizm Kościoła
Katolickiego, opisując je jako moc wychodzącą z żywego Ciała Chrystusa:
Sakramenty będąc „mocami, które wychodzą” z zawsze żywego i ożywiającego Ciała
Chrystusa, oraz działaniami Ducha Świętego urzeczywistnianymi w Jego Ciele, którym
jest Kościół są „arcydziełami Bożymi” w nowym i wiecznym Przymierzu (KKK 1116).
W tym świetle sakramenty nie są już czymś odległym, lecz wypływają one z głębi serca Jezusa
Chrystusa, który chce z nami dzielić się własnym życiem. Nie ma ważniejszego daru od Boga
niż właśnie ten, w którym daje nam On swoje życie, czyli siebie. Gdy to sobie uzmysłowimy i –
co ważniejsze – zaczniemy stosować praktycznie w naszym życiu, szybko odkryjemy, że
wszystkie inne rzeczy są naprawdę małe w porównaniu z Boskim darem życia. Nieraz prosimy
Boga o zdrowie czy rozwiązanie naszych problemów, a zapominamy o pragnieniu
najważniejszego daru, którym Bóg chce się z nami podzielić. On nie tylko chce nam dawać
swoją opiekę, wsparcie, pomoc, błogosławieństwo, co powinno być dla nas oczywiste. On
nade wszystko chce dzielić z namiżycie, całkowicie się z nami zjednoczyć i do siebie upodobnić.
Czy można dać człowiekowi więcej niż życie? Dać komuś życie, to zrealizować słowa: „Ja umrę,
abyś ty żył”. Taki jest skarb ukryty w sakramentach.
Ktoś może zapytać: Skoro wszystkie sakramenty udzielają Bożego życia, to dlaczego jest ich aż
siedem? Czy nie wystarczyłby jeden sakrament, w którym Bóg dałby nam swoje życie?
Oczywiście, że wystarczyłby. Cyfra 7 oznacza jednak pełnię, którą Bóg chce dawać nam na
przestrzeni całego naszego życia. Człowiek w ciągu całego życia przechodzi różne fazy rozwoju:
moment narodzin, okres dojrzewania, czas małżeństwa, starość, umieranie. Pan Bóg wymyślił,
20
że da nam 7 znaków, które dotkną wszystkich tych wymiarów naszego życia. Każdy znak jest
adresowany do innego etapu, innych wydarzeń: przy narodzinach Bóg przez sakrament chrztu
rodzi nas do życia wiary; bierzmowanie umacnia nas darem Ducha Świętego, by to duchowe
życie od Boga jeszcze bardziej w nas zamieszkało; Eucharystia to codzienny pokarm – Ciało
Chrystusa – chleb, który daje nam siły, by kochać Boga i ludzi oraz żyć prawdziwie Ewangelią.
Sakrament pokuty i pojednania to miejsce, w którym Bóg przebacza nam grzechy. Odnawiamy
tam przyjaźń z Nim, a On czyni nas czystymi, pięknymi i radosnymi. Niektórzy porównują go
do najlepszego salonu piękności; sakramenty małżeństwa i święceń z kolei, uzdalniają tych,
którzy je przyjęli do służby w Kościele: małżonkowi, rodzinie, parafianom; sakrament
namaszczenia chorych daje cierpiącym szczególną łaskę, aby dobrze przeżyć czas choroby,
jeszcze bardziej zjednoczyć z cierpiącym Chrystusem, a nieraz powoduje fizyczne uzdrowienie.
Zastosowanie
Warto dziś zastanowić się nad swoim nastawieniem do sakramentów świętych. Jak często
z nich korzystam? Kiedy ostatnio byłem u spowiedzi? Jak długo jestem bez łaski uświęcającej?
Pan Bóg bardzo chce jednoczyć się z nami, ale bardzo często nie ułatwiamy mu tego, przez
nasz grzech czy niechęć do sakramentów. Korzystajmy z nich jak najczęściej wierząc, że jest to
rzeczywiście moc, która wypływa z kochającego serca Jezusa. A gdy przyjmujemy tę moc,
każda chwila naszego życia staje się inna – wypełnia się Duchem Świętym, czyli Bożą
obecnością i nie jesteśmy już sami w naszych problemach i trudach życia.
Duchu Święty, pozwól nam zrozumieć, jak wielkie skarby otrzymaliśmy w sakramentach
świętych. Rozpal nasze serca do ochotnego i częstego korzystania z tych darów Bożej mocy,
abyśmy umocnieni nimi potrafili, w codzienności żyć w Twojej bliskości. Amen
21
8. Sakramentalia, czyli „bez Boga ani do proga”.
Wstęp
Staropolskie przysłowie mówi „Bez Boga ani do proga”. Jest w nim zawarta swoista i mądra
intuicja, że bez Bożego błogosławieństwa życie jest jakieś niepełne. Gdy podejmujemy jakieś
czynności, a nie ma w nich miejsca dla Boga (lub są wręcz przeciwne Jego woli), to są one jakieś
kruche i bez większych perspektyw, bo czynione bez Jego wiedzy, zgody i błogosławieństwa. Z
tego powodu w Kościele od wieków funkcjonują pewne zwyczaje, do których jesteśmy
przywiązani, zwłaszcza w naszej polskiej tradycji: poświecenie pokarmów, poświęcenie domu,
noszenie krzyżyka czy medalików świętych, woda święcona, sól św. Agaty i cała gama pięknych
zwyczajów, które nazywamy sakramentaliami. Ponieważ niektóre z nich są dziś źle rozumiane
(albo się je przecenia, albo nowoczesność sprawia, że zapominamy o nich) spróbujmy dziś
wyjaśnić, czym dokładnie są sakramentalia i jak skutecznie korzystać z tej pobożności.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego naucza nas, że sakramentalia są to znaki święte, ustanowione
przez Kościół, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede
wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do
przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia (KKK 1667).
Mówiąc nieco prościej: sakramentalia są to pewne czynności, składające się z modlitwy
i jakiegoś znaku, przez które zapraszamy Boga do różnych okoliczności naszego życia. Są to
m.in. wszelkiego rodzaju błogosławieństwa, które swoją moc czerpią z misterium paschalnego
Chrystusa i z naszej wiary.
Oznacza to, że w przeciwieństwie do sakramentów, które działają niezależnie od świętości
i wielkości wiary tego, który ich udziela, sakramentalia są skuteczne głównie dzięki wierze
tego, kto ich udziela i tego, kto przyjmuje. Jeśli zatem ktoś prosi księdza o poświęcenie np.
samochodu, a nie wierzy w to, że łączy się z tym Boże błogosławieństwo, wtedy poświęcenie
tego auta przyniesie niewielkie skutki dla życia duchowego. Tym bardziej nie można tych
znaków traktować magicznie myśląc, że sama czynność pokropienia wodą święconą sprawi,
że samochód nie będzie się psuł czy miał wypadków, albo tym bardziej, że jego właściciel dzięki
takiej czynności ma załatwione pójście do nieba. Do tego – jak wspomnieliśmy – potrzebna
jest wiara. Dla tych, którzy mają tę wiarę – znaki te uzmysławiają Bożą opiekę w codziennych
sytuacjach:
– gdy np. modlimy się przed jedzeniem – uświadamiamy sobie,że wszystko jest łaską i możemy
dziękować Bogu za to co mamy, a czego inni nie mają
– gdy dziecko wychodzi z domu, a rodzice błogosławią czyniąc znak krzyża na czole – oddają
dziecko pod opiekę Boga, Matki Najświętszej, patronów i aniołów stróżów prosząc, by nic
złego mu się nie stało
– gdy nosimy krzyżyk lub inny święty medalik – uzmysławiamy sobie, ale też pokazujemy innym
i światu duchowemu, że nasze życie należy do Boga i jesteśmy pod Jego ochroną
22
– gdy u wejścia kościoła robimy znak krzyża wodą święconą, wspominamy nasz chrzest
i prosimy o odpuszczenie grzechów powszednich.
Zastosowanie
Takich przykładów można mnożyć całe mnóstwo. Polska tradycja zna ich bardzo wiele,
zwłaszcza w pobożności ludowej i wierze naszych przodków. Może warto dzisiaj spojrzeć na
nasze rodzinne zwyczaje i zweryfikować, czy mają one cokolwiek wspólnego z Bogiem, czy też
są zwykłymi przesądami, albo co gorzej – działaniem złego ducha. Kiedy np. chcemy pomóc
niespokojnemu i płaczącemu ciągle dziecku, czy poddajemy je zabobonnemu obrzędowi
wylewania wosku lub jajka, czy też przychodzimy z nim do księdza, prosząc o
błogosławieństwo kapłana Chrystusowego?
Warto również popatrzeć na przedmioty, którymi się otaczamy na co dzień: Czy są to
poświęcone obrazy, czy jakieś podejrzane figurki obcych chrześcijaństwu religii? W razie
wątpliwości warto zawsze pytać o to swoich duszpasterzy, aby pomogli rozstrzygnąć, kogo
zapraszamy do swoich domostw i rodzin: Ducha Bożego, czy ducha złego…
Duchu Święty, który chcesz wypełniać nasze życie swoją obecnością, daj nam dobre rozeznanie
w duchowych sprawach, aby to Twój duch nami kierował. Rozkochaj nas w świętych znakach
i zamieszkaj przez nie w naszych sercach, w naszych domach, rodzinach i zakładach pracy.
Amen
23
9. Modlitwa osobista jako fundament życia
duchowego
Wstęp
Jak często się modlisz? Rano i wieczorem? Na siedząco, na klęcząco? Modlitwą Ojcze nasz,
Zdrowaś Maryjo, czy różańcem, koronką albo litaniami?
Przyzwyczailiśmy się do technicznego traktowania modlitwy, na zasadzie „zmówię pacierz”.
Już samo to sformułowanie pokazuje pewne trudności, z jakimi prawdopodobnie boryka się
każdy z nas, bo jest różnica w powiedzeniu „pomodlę się”, a „zmówię pacierz”. Można bowiem
odmawiać pobożne teksty, a w zupełności nie spotkać się z Bogiem. Popatrzmy dzisiaj na
modlitwę jako spotkanie Boga z człowiekiem i spróbujmy odkryć, dlaczego jest ona tak ważna
w życiu duchowym.
Istota tematu
Modlitwa jest jedną z najważniejszych dróg naszego duchowego rozwoju. Bez tego czasu,
kiedy spotykamy się z Bogiem sam na sam, absolutnie nie ma mowy o tym, żeby nasza wiara
pogłębiała się.
Zdaje się, że to właśnie problem czasu jest dziś jedną z naszych najczęstszych wymówek:
„Chciałbym się modlić, ale nie mam czasu”. Ileż razy słyszeliśmy to zdanie. To prawda, że
w świecie zdominowanym przez aktywność, czas na modlitwę wydaje się czasem
zmarnowanym. Trzeba jednak zauważyć, że często prawdziwy problem tkwi gdzie indziej –
modlitwa albo jej brak pokazuje na czym nam tak naprawdę zależy. Zadziwiające jest to, że
raczej nie zdarza się nam zapomnieć zjeść posiłek i być przez to umierającym z głodu, albo
zrobić inne ważne rzeczy. Zanim więc stwierdzimy, że nie mamy czasu na modlitwę,
zastanówmy się najpierw nad swoją hierarchią wartości i nad tym, co się naprawdę dla nas
liczy.
Borykając się z problemem braku czasu, musimy uczynić akt wiary w obietnicę Jezusa: Nikt nie
opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby
nie otrzymać stokroć więcej teraz, w tym czasie (Mk 10, 29). Mamy prawo odnieść to również
do kwestii czasu. Jeśli ktoś zrezygnuje z kwadransa oglądania telewizji, żeby w tym czasie się
modlić, otrzyma już w tym życiu stokroć więcej. Ofiarowany czas zostanie mu zwrócony po
stokroć, nie ilościowo oczywiście, lecz jakościowo. Modlitwa da mu łaskę przeżywania każdej
chwili znacznie bardziej owocnie2.
Żeby wytrwać w modlitwie trzeba być pewnym, że czas ofiarowany Bogu nigdy nie jest czasem
kradzionym ludziom, którzy potrzebują naszej miłości i obecności. Wprost przeciwnie, to
właśnie wierność w trwaniu przed Bogiem gwarantuje, że będziemy wobec innych naprawdę
obecni i zdolni ich kochać. Doświadczenie potwierdza, że miłość najbardziej uważną, delikatną,
2 J. Phipillie, Czas dla Boga. Przewodnik po modlitwie, Kraków 2008, s. 37n.
24
bezinteresowną, wrażliwą, zdolną pocieszyć i umocnić znajdujemy u kontemplatyków – ludzi
głębokiej modlitwy. Wewnętrzna modlitwa uczyni nas lepszymi, i z pewnością nasi bliscy nie
będą tego żałować. Jeśli zajmiemy się Bogiem, On zajmie się naszymi sprawami znacznie lepiej
od nas.
Jedną z najważniejszych rzeczy w modlitwie jest zatem umiejętność poświęcania czasu dla
Boga, czyli wytrwałość. Bez tego duchowy rozwój i wzrost świętości stają się niemożliwe.
Można bardzo głęboko przeżyć nawrócenie, otrzymać wielkie łaski, ale bez wierności
modlitwie wewnętrznej, nasze życie bardzo szybko dojdzie do momentu, z którego się już dalej
nie posunie. Bez modlitwy nie możemy przyjąć całej pomocy, jakiej Bóg chce nam udzielić i
przemienić nas, w samej głębi naszej istoty. Świadectwa wielu świętych pod tym względem są
jednomyślne.
Zastosowanie
Skoro modlitwa jest „traceniem czasu dla Boga”, niech naszym postanowieniem na dziś będzie
codzienna walka o ten czas. Niech nasze emocje nie będą tym, od czego uzależniamy
modlitwę, lecz stała decyzja woli. Powinniśmy modlić się nie szukając siebie, własnej
przyjemności, lecz starając się sprawić przyjemność Bogu. Ktoś, kto poszukuje siebie, własnego
zadowolenia, bardzo szybko porzuci modlitwę, gdy tylko stanie się sucha, trudna i nie będzie
już sprawiała przyjemności, ani przynosiła tego, czego się spodziewał. Nie zapominajmy też,
że więcej warta jest modlitwa skromna, lecz regularna, niż chwile modlitw wzniosłych, lecz
epizodycznych.
Niech Duch Święty prowadzi nas na drogach modlitwy. Ile razy będziemy oddawali czas dla
Boga, wzywajmy najpierw Ducha Świętego – najlepszego Przewodnika i Wstawiennika
w naszej modlitwie. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia
się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8, 26).
Duchu Święty rozkochaj nasze serca w modlitwie. Daj nam siły i wytrwałość, byśmy umieli
mądrze gospodarować naszym czasem. Przekonaj nas, jak ważny i potrzebny jest nam czas
osobistego przebywania z Tobą w ciszy i pokaż nam moc modlitwy. Amen!
25
10. Słowo Boże w życiu chrześcijanina
Wstęp
Chyba każdy z nas posiada w domu Biblię. Prawdopodobnie leży ona pośród wielu innych
książek w naszych biblioteczkach. Jak często sięgamy do tej księgi? Czy zdajemy sobie sprawę
z tego, czym, a właściwie kim jest Słowo Boże? Chcemy dzisiaj rozważyć te tajemnice, aby
zapalić nasze serca do codziennej lektury Bożego Słowa.
Istota tematu
Pismo Święte jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie – tak
brzmi najprostsza definicja Biblii, opisana w Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK 81).
Mówiąc nieco bardziej współczesnym i prostym językiem – jest to list od Boga do Ciebie, na to
co aktualnie przeżywasz. Bóg Ojciec, nasz niebieski Tato, bardzo pragnie nawiązać z nami
osobisty kontakt. Kiedy stajemy do modlitwy zazwyczaj to my opowiadamy Mu o swoich
problemach. Uczciwość i miłość do Boga domaga się jednak, by rozmowa z Nim nie była
naszym monologiem, ale by posłuchać też, co Bóg ma do powiedzenia o naszym życiu. A są to
przecież to słowa prawdy i słowa życia wiecznego. Czytając Pismo Święte pomyślmy, że Bóg
chce powiedzieć nam coś bardzo osobistego, potrzebnego do naszego zbawienia. On zna
doskonale nasze życie i jako ten, który widzi więcej i wie lepiej, chce pokierować naszymi
decyzjami.
Bóg bardzo pragnie swoim słowem oświetlać nasze życie, byśmy widzieli i rozumieli więcej. Ilu
ludzi dziś nie rozumie swojego życia, nie wie kim są, jak wielką mają godność, co mają robić w
życiu, po co żyją, nie rozumieją co i dlaczego aktualnie przeżywają. Odpowiedzi na wszystkie
te pytania znajdują się w Biblii. Czytając na kartach Starego i Nowego Testamentu historie
rozmaitych ludzi, poznajemy zwyczaje Boga: jak On przychodzi do człowieka, jak działa, co
robi, czego nie robi. Znajdujemy tu praktyczne wskazówki, jak żyć, jak modlić się, jak wierzyć.
Piękną historią mówiącą o tym, jak działa Słowo Boże, jest ta opowiedziana przez św. Łukasza
w 24. rozdziale Ewangelii. Pokazuje dwóch uczniów uciekających z Jerozolimy do Emaus. Po
drodze rozmawiali ze sobą o śmierci Jezusa i byli bardzo zasmuceni, ponieważ ich Mistrz –
Jezus został zabity. Całe ich dotychczasowe życie straciło sens. W pewnym momencie
przyłączył się do nich nieznajomy towarzysz, który w przyjaznej atmosferze zaczął objaśniać
Pisma od Mojżesza aż po Proroków i to, co w nich odnosiło się do osoby Mesjasza. Im więcej
uczniowie słuchali tych biblijnych historii, tym zaczęli bardziej rozumieć misję Jezusa, a w
konsekwencji również swoje życie. W pewnym momencie sami stwierdzili, że ich serca były
rozpalone, gdy Jezus do nich mówił. Dokonało się również uzdrowienie ich serc i w tym samym
momencie wrócili tą samą drogą do Jerozolimy, czyli do swojego życia, ale jako inni ludzie –
odmieni spotkaniem z Jezusem w Bożym Słowie, które przygotowało ich do łamania chleba.
Zauważmy, że to wszystko dokonało się, kiedy przestali opowiadać o swoich zmartwieniach,
a dali Panu Bogu okazję, żeby On tłumaczył im te wydarzenia. Na tym właśnie polega
26
codzienna lektura Słowa Bożego – On opowiada nam swoją wizję naszego życia. Mówi nam o
swoich pragnieniach, zapewnia nas o swojej miłości i bliskości, bardzo często przestrzega także
przed złem, abyśmy wiedzieli co robić i czego unikać.
Czytanie Biblii jest zatem jedną z najważniejszych dróg duchowego rozwoju. Z tego powodu
Kościół zawsze czcił Pismo święte, podobnie jak czci Ciało Pana (KKK 103). Już samo to
sformułowanie oznacza, jak ważne dla Kościoła od samego początku było czytanie Biblii. Słowo
Boże, jak mówi Jezus, jest codziennym pokarmem dla każdego chrześcijanina – „Nie samym
chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4). Jeśli nie
będziemy się karmili najlepszym pokarmem, nasze serce stanie się śmietnikiem, w którym
będziemy się żywili niezdrowym jedzeniem: plotkami, przesadnym oglądaniem seriali,
oskarżeniami, oszczerstwami, kłamstwami…
Zastosowanie
Istnieje wiele metod czytania Pisma Świętego. Jedną z nich jest Lectio Divina – Boskie Czytanie.
Składa się ona z kilku kroków:
1. Czytanie (lectio) – uważnie przeczytaj fragment, wierząc, że to Duch Święty dyktuje go
dla Ciebie;
2. Medytacja (meditatio) – staraj się dogłębnie zrozumieć, co Bóg do ciebie mówi.
Rozważaj przeczytane słowo w ciszy i nasycaj się nim;
3. Modlitwa (oratio) – teraz ty mów do Boga. Otwórz przed Nim serce. Opowiedz Bogu o
przeżyciach, które rodzi w Tobie Słowo;
4. Adoracja i działanie (contemplatio i actio) – trwaj przed Bogiem w adoracji, a na koniec
podejmij konkretne postanowienie wynikające z przemedytowanego Słowa.
Więcej informacji na ten temat i codzienne rozważanie Ewangelii na poszczególne dni można
znaleźć na stronie internetowej biblistów naszej diecezji: www.slowodaje.net. Gorąco
zachęcamy do skorzystania.
Duchu Święty, który mówisz do nas w Piśmie Świętym, rozkochaj nasze serca w czytaniu Słowa
Bożego. Daj nam zrozumienie tego, co do nas mówisz i łaskę wypełniania tego Słowa w naszym
życiu. Amen
27
11. Wspólnota jako miejsce rozwoju duchowego
Wstęp
W cyklu ostatnich katechez rozważamy drogi duchowego wzrostu – środki, które Pan Bóg
zostawił nam, abyśmy karmili naszą wiarę. Mówiliśmy o liturgii i sakramentach, o osobistej
modlitwie i o czytaniu Słowa Bożego. Chcemy dziś odkryć jeszcze jeden niezwykle ważny
środek duchowego rozwoju jakim jest wspólnota. Nie jest on dla wielu tak oczywisty jak
poprzednie, dlatego wyjaśnimy sobie czym są takie wspólnoty i jak mogą przysłużyć się naszej
wierze.
Istota tematu
Kiedy czytamy w Biblii opis życia pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej, natrafiamy na werset
z Dziejów Apostolskich, który opisuje funkcjonowanie pierwotnego Kościoła: Trwali oni w
nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i na modlitwach (Dz 2, 42). Pierwsi
chrześcijanie gromadzili w małych grupach na rozważaniu Słowa Bożego, na Eucharystii i
wspólnych modlitwach. Czytamy dalej, że dzięki temu byciu razem „bojaźń ogarniała każdego,
gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem
i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według
potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, spożywali
posiłek w radości i prostocie serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan
zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia” (Dz 2, 43-47).
Ta pierwsza wspólnota chrześcijańska jest dla nas nieocenionym wzorem, co robić, by żyć
głęboko Ewangelią. Również w ostatnich dziesięcioleciach obserwujemy w Kościele niebywały
rozkwit rozmaitych wspólnot, które mają na celu pomóc nam wytrwać w wierze i prowadzić
do dojrzałego życia chrześcijańskiego. Wystarczy wymienić tu takie wspólnoty, jak Liturgiczna
Służba Ołtarza, Ruch Światło-Życie (Oaza), Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, a dla
dorosłych Krąg Domowego Kościoła, Odnowa w Duchu Świętym, Neokatechumenat, Galilea,
Przyjaciele Oblubieńca, Legion Maryi i inne grupy formacyjno-modlitewne.
Wszystkie te wspólnoty umożliwiają intensywniejszą formację, czyli stawianie kolejnych
kroków w wierze, aby osiągnąć jak największą dojrzałość i wytrwanie w niej do końca. Patrząc
na dzisiejsze czasy widzimy, że coraz więcej osób w pewnym momencie swojego życia
odchodzi z Kościoła oficjalnie, bądź sercem. Dzieje się tak dlatego, że szatan, jako przeciwnik
naszego zbawienia, doskonale wie, że gdy oderwie nas od Jezusa i Kościoła, wtedy tak jak
winna latorośl uschniemy i będzie bardzo łatwo nas złamać. Nieocenioną pomocą jest
wspólnota, która daje oparcie w wierze, gdzie członkowie walczą o siebie nawzajem, modlą
się i na różne sposoby wspierają. Ci, którzy świadomie chcą rozwijać swoją wiarę, zauważają,
że od chwili wstąpienia do takiej wspólnoty, tempo rozwoju ich duchowego życia można
porównać do zmiany z zatłoczonej drogi na autostradę szybkiego ruchu. Wiele osób odnalazło
też tam głębokie przyjaźnie i odkryło środowisko, w którym można być sobą i normalnie mówić
o Bogu. Bardzo często nasze środowiska pracy, czy nawet rodzina, nie umożliwiają nam tego.
Wstydzimy się przyznać do Boga, źle tam się mówi o Kościele i wręcz nabieramy takiego
28
myślenia. Wspólnoty chrześcijańskie są po to, by zagwarantować nam sprzyjające środowisko
rozwoju wiary i nauczyć nas ewangelizować w tych wspólnotach, w których przebywamy na
co dzień.
Zastosowanie
Co trzeba zrobić, by wstąpić do danej wspólnoty? Po prostu odnaleźć w swojej parafii taką
wspólnotę, która nas interesuje i zapytać o możliwość dołączenia. Wspólnoty dzielą się na
wspólnoty modlitewne i formacyjne. W modlitewnych gromadzimy się głównie na modlitwie,
a w formacyjnych oprócz wspólnej modlitwy, słuchamy konferencji i rozważamy Słowo Boże,
aby być lepszym chrześcijaninem. Niech Duch Święty, dawca jedności w Kościele, pobudza
nasze serca pragnieniem głębszego życia chrześcijańskiego i niech stawia na naszej drodze
ludzi, których świadectwo przyciągnie nas do rozwijania wiary przez decyzję formacji we
wspólnocie.
Duchu Święty, który działasz w Kościele, porusz nasze serca pragnieniem głębszej formacji
duchowej. Postaw na naszej drodze ludzi, którzy staną się dla nas prawdziwymi świadkami
Boga i pomogą rozwijać się naszej wierze. Amen
12. Czym jest grzech pierworodny?
29
Wstęp
W ramach naszych katechez rozpoczynamy dziś cykl, który będzie poświęcony sakramentowi
chrztu świętego. W ciągu najbliższych miesięcy chcemy pogłębić naszą wiedzę, zrozumieć
obrzędy chrztu, ale przede wszystkim bardzo praktycznie spojrzeć na ten sakrament.
Większość z nas nie pamięta swojego chrztu, ponieważ przyjmowaliśmy go jako małe dzieci.
W związku z tym, ten sakrament traktujemy bardzo często jako jednorazowe wydarzenie
z przeszłości, które niewiele ma wspólnego z naszym aktualnym życiem. Warto zatem odkryć
zarówno niezwykłe przywileje, jakie wtedy otrzymaliśmy, jak i zobowiązania wynikające
z sakramentu chrztu.
Istota tematu
W pierwszym spotkaniu chcemy zastanowić się, do czego w ogóle potrzebny jest nam chrzest.
Pamiętamy zapewne ze szkoły, że sakrament ten gładzi grzech pierworodny. W dzisiejszej
katechezie odkryjemy, czym jest ten grzech i co z nim robi chrzest.
Pozornie wydaje się, że grzech pierworodny ma niewielki wpływ na nasze życie. Jednakże ile
razy przeżywamy smutek, cierpienie, lenistwo, pustkę, chorobę, problemy w rodzinie, śmierć
kogoś bliskiego, czytamy o kataklizmach, wojnach, wypadkach samochodowych – tyle razy
bardzo namacalnie dotykamy skutków grzechu pierworodnego. Są to nieraz bardzo trudne
rzeczy i po ludzku ciężko je wyjaśnić, dlatego sięgamy do Bożego Objawienia. Wiele światła
rzuca tu biblijny opis upadku człowieka zawarty w Księdze Rodzaju. I choć użyty jest w nim
język obrazowy (Adam, Ewa, wąż, zakazany owoc), opowiadanie to przybliża wydarzenie
pierwotne, fakt, który miał miejsce na początku historii człowieka (KDK 13).
Dowiadujemy się z kart Biblii, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i obdarzył go darem
przyjaźni. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak bliska i piękna musiała być ta wzajemna relacja,
która przekładała się na harmonię Stwórcy i całego stworzenia. Przyjaźń ta została jednak
zdradzona przez wolną decyzję człowieka – okazanie nieposłuszeństwa Bogu. Człowiek
nadużył swojej wolności, przekroczył pewną granicę, którą powinien uznać i z ufnością
uszanować. Wskutek tego popełnił pierwszy grzech, łamiąc Boże przykazanie. Istotą grzechu
pierworodnego było więc to, że człowiek wybrał siebie samego, sprzeciwił się Bogu, a każdy
kolejny grzech człowieka będzie powtarzaniem tego aktu, nieposłuszeństwem wobec Boga i
brakiem zaufania Jego dobroci.
Pismo Święte pokazuje dramatyczne konsekwencje tego pierwszego nieposłuszeństwa. Adam
i Ewa natychmiast tracą łaskę pierwotnej świętości, boją się Boga, tworzą sobie fałszywy Jego
obraz, widząc w Nim Boga zazdrosnego o swoje przywileje. Wskutek grzechu pierworodnego
została również zerwana harmonia w nas samych: nie panujemy nad swoim ciałem, nad
naszymi pożądliwościami, czynimy to, czego nie chcemy, nie ufamy sobie, wzajemnie się
oskarżamy, potrafimy się wykorzystywać, a nawet zabijać jak w przypadku Kaina i Abla.
Katechizm Kościoła Katolickiego mówi wręcz, że przez grzech pierwszych rodziców diabeł
uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem, chociaż człowiek pozostaje wolny (KKK
30
407). Grzech pierworodny zerwał także harmonię ze stworzeniem: nieumiejętnie
wykorzystujemy dary natury, doświadczamy kataklizmów, chorób, bólu i śmierci.
Musimy jednak wiedzieć, że grzech pierworodny jest czymś innym niż grzech osobisty. Grzech
osobisty to przekroczenie Prawa Bożego dokonane przez świadomy i wolny wybór. Grzech
pierworodny owocuje zaś pewnym zranieniem serca, które przeszło z naszych prarodziców na
wszystkich ludzi, w tym na nas. Wskutek tego jesteśmy podatni na zło i skłonni do popełniania
grzechów osobistych.
Zastosowanie
W swoim miłosierdziu Bóg nie zostawił nas samych z tymi problemami, ale podarował nam
sakrament chrztu, który gładzi grzech pierworodny i na nowo kieruje nas do Boga.
Chrzest gładzi wszystkie grzechy: grzech pierworodny i wszystkie grzechy osobiste, a także
wszelkie kary za grzech. W ochrzczonym pozostają jednak pewne doczesne konsekwencje
grzechu, takie jak cierpienie, choroba, śmierć oraz skłonność do grzechu, zwana przez Tradycję
Kościoła pożądliwością.
Dzisiejsza katecheza wskazuje na korzeń wszystkich naszych złych skłonności. Możemy
zobaczyć, skąd się biorą w nas trudności, by wierzyć Bogu, by modlić się, by być dobrym…
Pokazuje nam równocześnie dobroć Boga, o której pisze św. Leon Wielki: Niewypowiedziana
łaska Chrystusa dała nam większe dobra niż te, których nas pozbawiła zawiść demona (por.
KKK 412), a św. Paweł dodaje: Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska
(Rz 5, 20). Oznacza to, że przy pomocy łaski Bożej, sakramentów i pracy nad sobą możemy
zwyciężać w walce ze swoimi słabościami i grzechami, rozwijając życie duchowe.
Spróbujmy dziś uświadomić sobie fakt, że wskutek grzechu pierworodnego podlegamy walce
duchowej – walce o nasze zbawienie. Pan Bóg, począwszy od sakramentu chrztu, daje nam
wszystkie niezbędne środki, abyśmy wygrywali walkę z grzechem. Czy i na ile korzystamy
z tego?
Duchu Święty, który przekonujesz świat o grzechu, pokaż nam dzisiaj prawdę o nas. Wskaż,
skąd się bierze ból i cierpienie w życiu każdego z nas. Daj nam również siły w walce z mocami
ciemności i grzechem. Amen
31
13. Czym jest grzech osobisty?
Wstęp
W ostatniej katechezie rozważaliśmy prawdy katechizmowe dotyczące grzechu
pierworodnego. Mówiliśmy, że jest to pewne zranienie naszego człowieczeństwa, wskutek
którego jesteśmy podatni na wpływ zła i popełniamy grzechy. Wspominaliśmy też, że chrzest
otwiera nas na świat Bożej łaski, dzięki której możemy żyć w świętości i bez grzechu.
Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadnieniu i zobaczmy, dlaczego pomimo tego, że jesteśmy
ochrzczeni i przyjmujemy sakramenty, wciąż grzeszymy.
Istota tematu
Najprostszą definicją grzechu jest przekroczenie Bożych przykazań. Bardzo często ta definicja
nie porusza jednak naszych serc i nie skłania nas do unikania zła. Warto więc najpierw
zrozumieć, że grzech nie tyle polega na przekroczeniu przepisów (co brzmi bardzo
technicznie), ile jest wielkim dramatem rozgrywającym się w naszym sercu, przez który
niszczymy swoje i czyjeś życie, zarówno tu na ziemi jak i życie wieczne. Jest zatem istotna
różnica w rozumieniu grzechu jako pewnego wykroczenia i grzechu jako czegoś, co jest moją
osobistą tragedią.
Dlaczego grzeszymy? Ponieważ – jak opisywaliśmy wcześniej – mamy zranioną naturę przez
grzech pierworodny. Dosyć łatwo dajemy się oszukać, że bez Boga istnieje lepsze życie. Nie
ufamy Mu i nie wierzymy, że Jego Słowa i przykazania są po to, byśmy byli szczęśliwi. Bardzo
często chcemy korzystać z naszego życia niezgodnie Bożym zamysłem, zawartym w Biblii.
Wskutek tego popełniamy większe i mniejsze grzechy.
Kościół wyróżnia dwie kategorie grzechów: grzech śmiertelny i grzech powszedni. Grzech
śmiertelny niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego wykroczenia przeciw prawu
Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który jest jego celem
ostatecznym i szczęściem. Grzech powszedni pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani
(KKK 1855).
Grzech śmiertelny pojawia się wtedy, gdy spełnione są jednocześnie trzy warunki: musi być
popełniony w poważnej materii, świadomie i dobrowolnie. Weźmy za przykład niedzielną
Eucharystię. Jeśli ktoś nie uczestniczy w niej, bo nie chce mu się i robi to zupełnie świadomie
– jest to grzech śmiertelny. Człowiek wtedy traci stan łaski uświęcającej i nie może
przystępować do Komunii świętej. Aby zmazać grzech, należy iść do spowiedzi i wyznać go
z żalem.
Grzech powszedni – jest popełniony wtedy, gdy brakuje któregokolwiek z powyższych trzech
warunków, a więc materia nie jest tak ważna, brakuje świadomości, że dany uczynek jest
grzechem lub zaistniały okoliczności wpływające na dobrowolną decyzję. Przykładem niech
będzie dalej niedzielna Eucharystia. Jeśli ktoś w tym dniu stracił rachubę czasu i z jakichś
przyczyn zupełnie zapomniał, że jest niedziela, a w konsekwencji nie poszedł do kościoła – nie
32
uczynił tego świadomie i nie jest to grzech śmiertelny. Podobnie, gdy ktoś chciał iść, ale
zaistniały obiektywne przeszkody: ktoś zachorował, czy stało się coś poważnego – również nie
jest to grzech ciężki. W obydwu przypadkach osoba taka nie zaciąga grzechu śmiertelnego i nie
traci stanu łaski uświęcającej, co oznacza, że w kolejną niedzielę może śmiało iść do Komunii
św., żałując w spowiedzi powszechnej na początku Mszy św., że nie była tydzień wcześniej.
Zastosowanie
Każdy grzech jest dla nas stratą. Odkrywamy to, im bardziej prowadzimy życie duchowe. Im
mniej zastanawiamy się nad sobą i swoimi czynami, tym świadomość grzechu maleje w nas,
nawet do tego stopnia, że możemy zauważyć jak sumienie traci na wrażliwości. Katechizm
Kościoła Katolickiego podpowiada nam również, że każdy grzech powoduje skłonność do
kolejnego grzechu i rodzi w nas wadę wskutek powtarzania tych samych czynności. W ten
sposób nasze sumienie w pewien sposób przyzwyczaja się do grzechu i zaciemnia się zdolność
rozróżniania dobra i zła.
Przyjrzyjmy się dziś naszym uczynkom i zobaczmy, czy potrafimy należycie odróżniać dobro od
zła, grzechy śmiertelne od grzechów powszednich. A jeśli nasza dusza jest obciążona
grzechami – trzeba jak najszybciej pozbyć się, wyznając je w sakramencie pokuty i pojednania.
Duchu Święty, który prowadzisz nas do pełnej prawdy, przyjdź i porusz nasze sumienia. Spraw,
abyśmy potrafili odróżniać dobro od zła i daj nam siły do tego, abyśmy szli drogą
błogosławieństwa i unikali wszystkiego, co ma choćby pozór zła.
33
14. Nowe stworzenie – powołanie do świętości
Wstęp
Rozważaliśmy ostatnio zagadnienie grzechu pierworodnego i naszych osobistych grzechów.
Odkrywaliśmy, że chrzest odpuszcza wszystkie grzechy, grzech pierworodny i wszystkie
grzechy osobiste, a także wszelkie kary za grzechy. Z tego powodu w starożytności
chrześcijańskiej, kiedy powszechną praktyką był chrzest dorosłych, wielu kandydatów do
chrztu postępując niedojrzale zwlekało z przyjęciem tego sakramentu nawet do samej śmierci,
ponieważ albo chcieli sobie jeszcze „użyć życia”, albo bali się, że po przyjęciu chrztu znowu
zgrzeszą – co rodziło z kolei wielkie problemy ze względu na obwarowania dotyczące
sakramentu spowiedzi.
Jedno i drugie podejście pokazuje, jak bardzo niektórzy nie rozumieli czym jest chrześcijańska
świętość, do której zaprasza i zobowiązuje nas Bóg od chwili przyjęcia chrztu. Również dzisiaj
wielu chrześcijan nie rozumie czym jest świętość, dlatego przyjrzyjmy się dziś bliżej temu
zagadnieniu.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego w obrazowy sposób pokazuje, że chrzest nie tylko oczyszcza
nas z grzechów, lecz czyni nas „nowym stworzeniem”, „przybranym dzieckiem Bożym, który
się stał uczestnikiem Boskiej natury”, „członkiem Chrystusa”, „współdziedzicem z Nim” oraz
„Świątynią Ducha Świętego” (KKK 1265). Wszystkie te określenia mają za zadanie uświadomić
nam, że Bóg od chwili chrztu obdarza nas życiem nadprzyrodzonym. Oznacza to, że jesteśmy
zaproszeni do jakiejś niebywałej bliskości i jedności z naszym Stwórcą i Ojcem Niebieskim.
Chyba zbyt rzadko uzmysławiamy sobie, że Bóg czyniąc nas współdziedzicami swojego
Królestwa dał nam dostęp do wszelkich duchowych dóbr, wszelkich błogosławieństw i łask
(por. Ef 1,3). Największym z nich jest życie wieczne, czyli Niebo, które Bóg przygotował nam
jeszcze przed założeniem świata, a otworzył nam w chwili chrztu. Niebo należy się więc
każdemu chrześcijaninowi, bo jest to jedna z obietnic, którą otrzymujemy stając się przez
chrzest przybranym dzieckiem i dziedzicem Boga. Problem polega na tym, że wielu chrześcijan
nie chce pójść do Nieba i wybiera drogę grzechu – odłączenia od Boga, a ci, którzy chcieliby –
w dużej mierze nie chcą być święci.
Świętość powinna być zatem zupełnie naturalnym stanem każdego wierzącego. Nieraz mamy
w naszych głowach różne niewłaściwe wyobrażenia świętości. Kojarzy nam się ona z jakąś
świętoszkowatością, nadmierną dewocją, czy wręcz dziwactwem. Czasem świętość wydaje się
czymś nierealnym do osiągnięcia i myślimy, że święty to ten, kto nie grzeszy. Nie jest to jednak
do końca prawda.
Chrześcijańska wizja świętości polega na życiu w ogromnej przyjaźni i zażyłości z Bogiem. Tak,
jak w każdej przyjaźni są chwile zaniedbywania tej relacji, czy wręcz zdrady zaufania, lecz
prawdziwa przyjaźń wybacza i nieraz przez trudne doświadczenia wręcz umacnia się. Tak też
34
jest ze świętością – każdy chrześcijanin powinien uzmysławiać sobie, że od chwili chrztu nosi
w sobie Boże życie. Jest świątynią dla Ducha Świętego, wskutek czego w głębi naszych serc,
w jakiś tajemniczy sposób mieszka cała Trójca Święta. Skoro tak jest, nasze życie powinno być
przeniknięte Bogiem w każdej chwili. W każdej chwili możemy modlić się, przebywać z Bogiem,
słuchać Go, karmić się Nim. Nie musimy czekać z jakąś oficjalną modlitwą rano czy wieczorem,
ale mamy w każdej chwili przystęp do Niepojętego Boga, ukrytego w naszych sercach.
Odkrycie tego powinno z kolei owocować naszą bliskością i osobistą, głęboką relacją z Bogiem
czyli świętością.
Zastosowanie
Warto dziś zapytać, czy uświadamiamy sobie, że od chwili chrztu Pan Bóg zaprasza nas do
świętości i powinna być ona naturalnym stanem naszej duszy? Owszem, jesteśmy tylko ludźmi
i każdemu z nas może przytrafić się grzech śmiertelny. Pamiętajmy jednak o tym, by jeśli nawet
zdarzy się nam zgrzeszyć, jak najszybciej odzyskać stan świętości, czyli łaski uświęcającej. Jeśli
Pan Bóg zastanie nas w chwili śmierci w stanie łaski uświęcającej – ta przyjaźń będzie
kontynuowana na wieki i ostatecznie trafimy do Nieba. Jeśli natomiast w chwili śmierci
będziemy w stanie grzechu śmiertelnego lub – jak dawniej nazywano – ciężkiego – niestety
ten stan rozłąki z Bogiem utrwali się na wieczność i ktoś taki trafi do piekła. Pan Bóg nie chce
jednak naszego potępienia, tylko naszego zbawienia. Nie może jednak nic uczynić na siłę, ani
tym bardziej zmusić nas do miłości czy przyjaźni. Musimy sami odpowiedzieć na Jego
zaproszenie.
Czy jesteś w stanie łaski uświęcającej i gotowy na wieczną przyjaźń z Bogiem? Każda spowiedź
przypomina nam chrzest – oczyszcza nas z grzechów i przywraca nam stan pierwotnej
świętości. Czy dbasz o swoją świętość?
Duchu Święty, który jesteś dawcą świętości, porusz nasze serca pragnieniem radykalnego życia
w świętości. Nie pozwól nam wejść w kompromis z żadną wadą, grzechem czy słabością, ale
pociągnij nas do życia w głębokiej przyjaźni z Bogiem. Amen!
35
15. Chrzest jako powołanie do służby w Kościele
Wstęp
Mówimy nieraz, że ktoś ma do czegoś powołanie. Bywa też, że stwierdzamy z przykrością, iż
ta czy inna osoba chyba rozminęła się ze swoim powołaniem. Jeszcze inni rozeznają swoje
powołanie pytając Boga, czy zostać księdzem/siostrą zakonną, małżonkiem, czy też w jakiś
inny sposób ułożyć swoje życie. Zastanówmy się dziś, jak to jest z tymi powołaniami w Kościele.
Być może o tym nie wiemy, ale wspólną bazą dla wszystkich powołań jest sakrament chrztu
świętego. Spróbujmy więc odkryć, do czego Pan Bóg nas powołuje w chrzcie świętym.
Istota tematu
W ostatniej katechezie mówiliśmy, że sakrament chrztu zobowiązuje nas do życia w świętości.
W związku z tym śmiało możemy powiedzieć, że bez względu na to, co robimy w życiu, czym
się zajmujemy i jaki mamy zawód – pierwszym i podstawowym powołaniem każdego
chrześcijanina jest powołanie do świętości. Innymi słowy, jest to nic innego jak życie dla Pana
Boga i służba dla Niego w Kościele, ponieważ – jak mówi Katechizm – stając się członkiem
Kościoła, każdy ochrzczony już nie należy do samego siebie (1 Kor 6, 19), ale do tego, który za
nas umarł i zmartwychwstał (KKK 1269).
Drugi rodzaj powołania wynika z naszej natury, urodzenia, czasu, miejsca i narodu, w którym
przyszliśmy na świat. Jeśli urodziłeś się jako mężczyzna – chciej i zaakceptuj jako Boży dar dla
ciebie bycie mężczyzną. Jeśli urodziłaś się jako kobieta – chciej i zaakceptuj jako Boży dar dla
ciebie bycie kobietą. Poznaj jakimi właściwościami, zdolnościami obdarzył Cię Bóg, a wtedy
będziesz mógł realizować swoje powołanie i misję w świecie jako mężczyzna czy kobieta. I choć
wydaje się to oczywiste, żyjemy w takich czasach, gdzie wielu to kwestionuje i coraz więcej
osób nie akceptuje swojej płci. Przyjmijmy więc naszą płeć jako dar od Boga i element naszego
powołania.
Trzeci rodzaj powołania to powołanie do konkretnego stanu w Kościele. Mamy tu ma myśli
małżeństwo, kapłaństwo, życie konsekrowane lub stan bezżenny ze względu na Królestwo
Niebieskie. Bóg składa w nasze serca pewne pragnienia i daje nam poznać, w jakim stanie
chciałby nas mieć, jaką drogę dla nas przygotował, w jakim stanie będziemy najszczęśliwsi, bo
idziemy tą drogą, na której przygotował On najwięcej łask. Jeśli więc jesteś już w małżeństwie,
nie chciej żyć jak zakonnik czy zakonnica. Nie można zaniedbywać obowiązków swojego stanu,
obowiązków męża i ojca, czy żony i matki. To jest twoja indywidualna droga do świętości i
będąc dobrym ojcem czy matką najlepiej realizujesz swoje powołanie. Tak samo ksiądz, czy
zakonnica, niech nie roztrząsa jak dobrze służyliby Bogu w małżeństwie. To są pokusy i trzeba
je odrzucić, a zająć się obowiązkami swojego stanu.
Ostatni rodzaj powołania wiąże się z powołaniem do konkretnego zawodu, misji czy posługi
w Kościele. W zawodzie, który jest naszym powołaniem najlepiej służymy Bogu i ludziom, bo
wykorzystujemy nasze talenty, predyspozycje i zdolności. Źle się dzieje, kiedy np. osoba, która
nie lubi kontaktów z ludźmi, ciągle z nimi przebywa. Jest wtedy nieprzyjemna, ludzie jej nie
36
lubią, więc i ona staje się jeszcze bardziej zgorzkniała i w ten sposób tworzy się błędne koło.
Warto zatem poznawać siebie, swoje zdolności i szukać takiego miejsca w Kościele i w życiu
zawodowym, gdzie można je jak najlepiej spożytkować.
Zastosowanie
Aby dobrze zrealizować swoje powołanie i być przez to szczęśliwym człowiekiem, należy
wiedzieć do czego Pan Bóg mnie powołuje, zaakceptować to powołanie i być jemu wiernym.
Wyjaśnijmy to w kilku prostych przykładach: jeśli pierwszym i najważniejszym powołaniem jest
powołanie do świętości, to nie da się być dobrym ojcem czy matką, nie dbając najpierw o swoją
świętość. Jeśli z kolei ktoś będąc w małżeństwie ma wielkie pragnienie, aby udzielać się
w jakiejś wspólnocie religijnej, musi najpierw zobaczyć, czy dobrze wypełnia obowiązki
małżeńskie, a dopiero jeśli nie ma w tej przestrzeni zaniedbań, angażować się w życie parafii
czy wspólnoty. Jeśli ktoś nie dba o swoją męskość czy kobiecość, troszcząc się o swoje ciało,
zdrowie, wygląd, trudno bez tego fundamentu budować szczęśliwe małżeństwo.
Widzimy zatem, jak niezwykle ważne jest zrozumienie hierarchii powołań, dlatego na koniec
wyliczmy je jeszcze raz: powołanie do świętości, do bycia mężczyzną lub kobietą, do stanu
życia i do konkretnego zawodu lub misji w Kościele. Ten podział porządkuje nasze życie
i umożliwia odkrycie planu Boga wobec nas.
Spójrz dzisiaj na swoje życie w tym kluczu i zobacz, czy to co robisz jest zgodne z Twoim
powołaniem.
Duchu Święty, który zapraszasz nasze serca do służby braciom, przyjdź i pokaż właściwą
hierarchię naszych pragnień. Tym którzy szukają swojego powołania daj światło, a nam
wszystkim daj serca wrażliwe na potrzeby naszych braci. Amen!
37
16. Jestem synem Boga
Wstęp
Co byś odpowiedział/a, gdyby ktoś zapytał Cię, kim jest dla Ciebie Bóg? Zapewne padałyby
takie odpowiedzi jak: Stworzycielem, Ojcem, Sędzią, Panem. Ciekawe jest to, że posługując się
tymi samymi obrazami, każdy z nas inaczej wyobrażałby sobie co to znaczy, że Bóg jest
stworzycielem czy ojcem i nieraz byłyby to wyobrażenia bardzo dalekie od tego, jaki jest
prawdziwy Bóg.
W ciągu najbliższych kilku katechez chcemy wyjaśnić w jakie relacje wchodzimy
z poszczególnymi osobami Trójcy Świętej dzięki sakramentowi chrztu. Będzie to pasjonująca
podróż do głębi naszego serca i odkrywanie bliskości Boga, który jest bliżej niż
przypuszczaliśmy.
Istota tematu
Przywoływaliśmy już wcześniej bardzo ważną prawdę katechizmową, że chrzest czyni nas
przybranymi dziećmi Bożymi. Spróbujmy wejść teraz w ten temat nieco głębiej i zobaczyć, co
znaczy, że Bóg jest naszym Ojcem.
Już w czasach Starego Testamentu Izraelici odkryli, że miłość Boga do ich narodu podobna jest
do miłości ojca do syna, a jednocześnie jest mocniejsza niż miłość matki do swych dzieci (KKK
219). Choć Bóg nie objawił się jeszcze wprost jako ojciec, każdy Izraelita wiedział, że miłość ta
jest darmowa, nieodwołalna, silna, stała i niezależna od odczucia człowieka. Można się na niej
oprzeć, bo Bóg jako Dobry Pasterz nieustannie troszczy się, aby nie brakowało nam niczego.
Jak dobry i czuły ojciec chroni swoje dzieci tak, że można śmiało całkowicie oddać Mu się
w opiekę (Ps 91) i odkryć, jak dobry jest Pan (Ps 34).
Pełne objawienie kim jest Bóg i jaka jest Jego ojcowska miłość, przyniósł nam Jezus Chrystus.
Kluczowa dla zrozumienia tego jest scena chrztu Jezusa, kiedy otworzyło się Niebo i odezwał
się głos Ojca: „Tyś jest moim Synem umiłowanym, w Tobie sobie upodobałem” (Łk 3, 22, tłum.
Biblia Paulistów). Działo się to przed rozpoczęciem publicznej misji Jezusa. Zanim Jezus
cokolwiek zrobił dla swojego Ojca, usłyszał od Niego czułe zapewnienie, że jest Jego
ukochanym Synem. Taka jest właśnie miłość naszego Boga Ojca – nie kocha nas dlatego, że
coś dla Niego robimy, tylko z powodu tego, że jesteśmy Jego dziećmi.
Czytając dalej Ewangelię, dowiadujemy się, jak Jezus zwracał się do swojego Ojca na
modlitwie. Mówił do niego „Abba”, co tłumaczy się „Tatusiu mój”! Mało tego, tej modlitwy
nauczył swoich uczniów. A ponieważ przez chrzest jesteśmy przybranymi dziećmi Boga, mamy
takie samo prawo zwracać się do Boga Ojca, jak Jezus. Możemy więc jak najbardziej traktować
Go jak Tatę i doświadczać na sobie Jego troski wobec nas. Sam Jezus przecież mówi, abyśmy
nie troszczyli się zbytnio o nasze życie, gdyż Ojciec niebieski doskonale wie, czego nam
potrzeba (Mt 6, 19-34). Zapewnia też nas, że jeśli będziemy w pierwszej kolejności troszczyli
się o sprawy Boże, wszystko inne będzie nam dodane. Bóg Jezusa Chrystusa jest więc Bogiem
38
pełnym miłości i miłosierdzia, czułym i zatroskanym o swoje dzieci. Choć jest wielki i potężny,
jest jednocześnie bliski i kochający, a mówiąc współczesnym językiem – jest Bogiem
zakochanym w swoich dzieciach, tęskniącym za bliską relacją z każdym z nas.
Zastosowanie
Sakrament chrztu otwiera nam drogę do niebywale bliskiej i czułej relacji z Bogiem jako Ojcem.
Bardzo często nie zdajemy sobie z tego sprawy i zachowujemy się jak starszy syn z opowieści
o Miłosiernym Ojcu. Od dziecka służymy Bogu, jesteśmy fizycznie blisko Niego, lecz bardziej
niż synami i córkami czujemy się jako niewolnicy, „zmuszani” przez Kościół do pobożnych
praktyk. Może się zdarzyć, że wychowując się w chrześcijańskiej wierze nie znamy tak
naprawdę serca Ojca, Jego bliskości, Jego czułego spojrzenia. Pisze o tym św. Paweł: Na dowód
tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba,
Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli
Bożej. (Ga 4, 6-7).
Rozważając skutki sakramentu chrztu, spróbujmy najbliższy tydzień spędzić na ustawicznym
rozważaniu, co znaczy, że Bóg jest moim Ojcem, a ja jestem Jego ukochanym synem lub córką.
Odkrycie i zrozumienie tej prawdy rozwiązuje wiele problemów, z którymi borykamy się: lęk
o przyszłość, brak poczucia własnej wartości, brak sensu życia, poczucie samotności i braku
miłości…
Duchu Święty, tylko Ty możesz nam dać osobiste, głębokie doświadczenie bycia bezwarunkowo
kochanym przez Boga. Wylej dziś na wszystkich nas obficie Miłość Ojca i tak porusz nasze serca,
aby nikt nie wątpił, że jest ukochanym synem i ukochaną córką Boga, naszego Taty w niebie.
Amen
39
17. Kim jesteś dla mnie, Jezu?
Wstęp
Pewnego razu Jezus zabrał swoich uczniów do Cezarei Filipowej, miasta słynącego
z pogańskich kultów i zapytał,za kogo Go uważają (Mt 16, 13-20). Padło tam wiele odpowiedzi,
ale Jezus nalegał, aby uczniowie dali odpowiedź od siebie, prosto z serca, tak jak czują, a nie
tak jak inni mówią. Ta Ewangelia jest bardzo dobrym papierkiem lakmusowym naszej wiary.
Powinniśmy do niej bardzo często wracać, ponieważ prowokuje nas do niezwykle ważnego
pytania: kim dla mnie jest Jezus w danym momencie mojego życia?
Nie można zatem raz na zawsze odpowiedzieć sobie: Jezu, jesteś dla mnie Panem, Zbawicielem
czy Mesjaszem. Nasze życie się zmienia, zmienia się także wiara. Od chwili chrztu nasza
osobista relacja z Jezusem powinna ciągle wzrastać. Może jednak zdarzyć się, że zamiast
pogłębiać wiarę, zadowolimy się recytowaniem wyuczonych regułek, które niewiele mają
wspólnego z życiem.
W dzisiejszej katechezie chcemy zapytać: kim jest dla mnie Jezus Chrystus, w którego zostałem
przyobleczony na chrzcie świętym?
Istota tematu
Spośród wielu tytułów Jezusa Chrystusa wybierzmy do naszych rozważań jeden, bezpośrednio
związany z chrztem. Przyjrzyjmy się, co znaczy, że Jezus jest Zbawicielem. Biblia uczy nas, że
przez chrzest wchodzimy w tajemniczy związek z misterium paschalnym Jezusa, a więc z Jego
męką śmiercią i zmartwychwstaniem. Wyjaśnił to św. Paweł w Liście do Rzymian: Czyż nie
wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa,
zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy
razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z
martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6, 3–4).
Tekst ten przedstawia wizję grzechu i łaski, śmierci i życia. Przez grzech pierworodny i nasze
grzechy, zostały zamknięte dla nas bramy Nieba i wiele łask tu na ziemi. Potrzeba było, aby
ktoś naprawił wszystko to, co zepsuł grzech. Nie mógł to być żaden człowiek, bo nikt nie jest
w stanie samemu zadośćuczynić za swoje winy przed Bogiem. Tę misję wykonał Syn Boży,
stając się człowiekiem i biorąc na siebie nasze grzechy, a to co Jezus uczynił dla nas nazywamy
zbawieniem.
Dobrze opisał to św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian: On to grzechem dla nas uczynił Tego,
który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5, 21). Te słowa
można rozumieć w ten sposób, że Jezus przyjął na siebie wszystkie grzechy wszystkich ludzi.
Aby je zniszczyć, pozwolił na zniszczenie samego siebie i z miłości do nas oddał życie na krzyżu.
Dzięki tej zastępczej śmierci, wszystkie nasze grzechy i ich konsekwencje zostały zmazane
drogocenną krwią Chrystusa – Baranka Bożego. Tam, gdzie była śmierć, tam pojawiło się życie!
I my w tym życiu Boga i radości mamy udział właśnie przez sakrament chrztu. Ten, kto
40
przyjmuje chrzest zanurzony jest w śmierć Chrystusa i razem z Nim powstaje z martwych.
W ten sposób człowiek ochrzczony zostaje wyzwolony z niewoli grzechu. Można powiedzieć,
że w momencie chrztu umiera w nas stary człowiek, a rodzi się nowy. Ten nowy człowiek jest
uratowany od grzechu, może wzrastać w świętości i ma otwartą drogę do Nieba. Wszystko to
dzięki ofierze Jezusa, która powoduje, że do Jezusa możemy zwracać się – Mój Zbawicielu.
Zastosowanie
Chociaż chrzest jest wydarzeniem jednorazowym, tworzy pomiędzy nami a Jezusem niezwykłą
więź, do której możemy wracać w każdej chwili życia. Jest to więź przyjaźni, ponieważ Jezus
zniszczył grzech, który stanowi największą przeszkodę pomiędzy nami a Bogiem. Oznacza to,
że w każdej chwili możemy liczyć na pomoc Boga i prosić Go o pomoc.
Jeśli naprawdę wierzymy, że Jezus umarł, zmartwychwstał i żyje dalej w swoim Kościele –
mamy pełne prawo, tak jak wiele osób z kart Ewangelii, krzyczeć do Niego w trudnych
sytuacjach: „Jezu ratuj”, „Jezu zbaw mnie”. Nie zapominajmy o tym i nigdy nie wpadajmy
w przygnębienie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i sytuacji bez wyjścia. On jest naszym
Zbawicielem i chce dawać nam życie w pełni i radości, którego zadatek otrzymaliśmy w chrzcie.
Duchu Święty, który jesteś Duchem Jezusa Chrystusa, zamieszkaj w naszych sercach przez
wiarę i daj nam głębokie poznanie osoby Syna Bożego. Rozpal w nas również wiarę, że Jezus
Chrystus umarł, zmartwychwstał i żyje w swoim Kościele, dlatego w każdej chwili możemy go
przyzywać jako naszego Zbawiciela. Amen!
41
18. Jestem świątynią Ducha Świętego
Wstęp
Od chwili chrztu świętego w naszych sercach mieszka pewien tajemniczy Nieznajomy. Ma
wiele imion, ale Kościół najczęściej nazywa Go: Parakletem, Pocieszycielem, Przewodnikiem,
Wewnętrznym Nauczycielem. Choć wyobrażamy Go sobie jako gołębicę, wodę czy ogień, jest
jak najbardziej prawdziwą i realną osobą, choć nie w sposób fizyczny, tak jak my. Mowa
oczywiście o Duchu Świętym. Spróbujmy dziś zapoznać się z Nim i odkryć bliżej Jego osobę.
Istota tematu
Każdego chrześcijanina ożywia i wypełnia ten sam Duch, z którego począł się Jezus i który
namaścił Jezusa mocą, uzdalniając Go do spełnienia Jego misji. Pobudza nas tą samą mocą,
którą pobudzał Jezusa i daje nam udział w swoich uczuciach, kryteriach i systemie wartości. To
właśnie On dokonuje w nas nawrócenia, podpowiada co mamy robić i przemienia nas na wzór
i podobieństwo Jezusa. Pisze o tym św. Paweł: Za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej
jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu (2 Kor 3, 18b).
Duch Święty, wpisuje również Prawo we wnętrze naszych serc, aby nakazy i przykazania Boże
nie obróciły się w legalizm i abyśmy nie popadli w faryzeizm. Tak przemienia nasze serca, że
zaczynamy pragnąć tego, czego pragnie Bóg, bo jak pisze św. Paweł Duch jest sprawcą chcenia
i działania zgodnie z Jego wolą (Flp 3, 13). Ważne, by dobrze zrozumieć te słowa i uświadomić
sobie, że serce człowieka może zmienić tylko Bóg. Potrzebna jest nam współpraca z Duchem
Świętym, aby nieustannie nawracać nasze serca ku Bogu i stawać się ludźmi duchowymi. W
przeciwnym razie staniemy się ludźmi cielesnymi, o czym pisze św. Paweł:
„Postępujcie według Ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego
dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody… Jeśli jednak
pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa” (Ga 5, 16b-18).
Różnica między tym, kto żyje według ciała i tym, kto żyje według Ducha jest taka, że pierwszy
jest niewolnikiem uczynków ciała i rodzi owoce ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie,
uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zazdrość, gniew, niezgodę, zawiść,
pijaństwo itp., ten natomiast, kto jest kierowany przed Ducha, ukazuje owoce Ducha: miłość,
radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie i wolność
(Ga 5, 19-23). Ten więc, kto żyje ożywiony Duchem Chrystusa, nie żyje tylko cieleśnie, bo
umieścił na krzyżu pragnienia ciała. Ma te same uczucia, zasady i wartości co Chrystus,
ponieważ ma tego samego Ducha Chrystusowego: Ducha Świętego.
Podstawowym działaniem Ducha Świętego jest więc uczynić z nas nowe stworzenie
i przemieniać nas na podobieństwo Chrystusa. Ten proces rozpoczął się już na chrzcie, kiedy
Duch Święty pozyskał nas na własność, czyniąc nasze ciała Świątynią Ducha Świętego. Aby
jednak ten proces mógł w nas przynieść widzialne owoce, potrzebujemy codziennie modlić się
do Ducha Świętego i wsłuchiwać się w Jego tajemniczy głos w naszych sercach.
42
Zastosowanie
Spróbujmy dziś zrozumieć, co znaczy prawda, że Duch Święty mieszka w nas i jesteśmy Jego
Świątynią. Niech pomoże nam w tym św. Paweł, który pisze do wspólnoty w Koryncie: „Czyż
nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię
Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3, 16-17).
Odnosząc te słowa do siebie, każdy z nas powinien dzisiaj powiedzieć sobie:
Nie należę do siebie samego. Moje ciało jest świątynią Ducha Świętego. Taka świadomość
pomaga mi robić mniej głupot. Zachowywać się bardziej przyzwoicie. Nie zamęczać swego
ciała i szanować je. Mam o nie dbać i utrzymywać w porządku, ale to nie ono jest przedmiotem
czci i uwielbienia. Nie za jego podszeptami podążam, nie jemu się kłaniam. Świątynia jest
ważna i potrzebna, ale jeszcze bardziej Ten, który ją wypełnia. Chwalę Cię więc Królu
w świątyni mojego ciała – unikalnej, oryginalnej i poddanej Duchowi Świętemu. Niech Twój
Ogień płonie!
(tekst modlitwy: Łukasz Naumann)
Duchu Święty, który zamieszkujesz w głębi naszych serc, pozwól nam dziś odkryć, że każdy z nas
jest Twoją Świątynią. Daj nam zrozumieć, że każdy grzech niszczy piękno tej świątyni. Objaw
nam również, że mając Ciebie tak blisko, możemy stale przebywać w Twojej obecności i cieszyć
się Twoimi natchnieniami! Amen!
43
19. Maryja – Matka mojej wiary
Wstęp
Od chwili chrztu każdy z nas jest pod szczególną opieką Maryi – Matki Jezusa i naszej Matki.
Wielu z nas posiada gorące nabożeństwo do Niej i uwielbia modlić się na różańcu, nosić Jej
medalik, szkaplerz, czy obchodzić pierwsze soboty miesiąca. Są też tacy, którzy nie doceniają
znaczenia Jej macierzyństwa, albo wręcz przeceniają, traktując Ją jako boginię. Spróbujmy dziś
wyjaśnić sobie najważniejsze kwestie związane z naszą pobożnością Maryjną.
Istota tematu
Przede wszystkim warto na początku przypomnieć fakt, że Maryja jest człowiekiem, a nie
Bogiem. Ile razy modlimy się przywołując Jej osobę, nie modlimy się do Niej, tylko prosimy,
aby Ona modliła się w naszym imieniu. Pięknie to wyrażają słowa: „Święta Maryjo Matko Boża,
módl się za nami”. Nie mówimy „Modlimy się do Ciebie”. Dlaczego jednak przyzywamy Matkę
Bożą? Czy sami nie możemy zanieść modlitw do Boga? Otóż prosimy o Jej wstawiennictwo,
ponieważ jako niepokalanie poczęta, bez żadnego grzechu, jest Ona doskonale zjednoczona z
wolą Boga. Dzięki temu najpiękniej spośród ludzi modli się; najlepiej wie, o co prosić Boga i
jako Matka najlepiej nas rozumie.
Ewangelia wg św. Łukasza podpowiada nam również, że Maryja jest pełna łaski (Łk 1, 28),
a Katechizm dodaje, że została Ona ubogacona od pierwszej chwili poczęcia blaskami
szczególnie zaistej świętości. Świętość ta pochodzi w całości od Chrystusa (…) i bardziej niż
wszystkie inne osoby stworzone Ojciec napełnił ją „wszelkim błogosławieństwem na wyżynach
niebieskich w Chrystusie (Ef 1, 3, por. KKK 492). Ta trudna po ludzku do zrozumienia prawda
teologiczna podpowiada nam, że Maryja jest pośredniczką wszelkich łask. Wielki czciciel
Maryi, św. Ludwik Maria Grignon de Montfort zapisał:
Bóg wybrał Ją na Skarbniczkę, Szafarkę i Rozdawczynię wszystkich swoich łask: wszystkie łaski
i wszystkie dary przechodzą przez Jej ręce. Maryja – jak mówi św. Bernardyn – mocą władzy,
którą otrzymała, rozdaje łaski Ojca Przedwiecznego, cnoty Jezusa Chrystusa i dary Ducha
Świętego, komu chce, jak chce i ile chce (Tajemnica Maryi, 10).
W naszych modlitwach dobrze jest więc prosić o wszystko przez ręce Maryi, ponieważ skoro
Bóg stał się człowiekiem dzięki Niej, to wypada zwracać się do Boga nie omijając Jej.
Zgłębiając tajemnicę Maryi, powinniśmy nieustannie uwielbiać Boga, który tak bardzo Ją
ukochał i Jej zaufał, że powierzył na 30 lat wychowanie swojego Syna. W ten sam sposób, przez
Maryję Bóg chce również wychowywać nas, o czym pisze chociażby św. Augustyn, że
otrzymała Ona szczególną władzę, aby przyczyniać się do naszego wzrastania i dojrzewania w
Bogu. Ktokolwiek odda się jej w opiekę będzie formowany przez Nią, na podobieństwo Jej
syna, Jezusa Chrystusa, w sposób czuły, łagodny, dostosowany do słabości ludzkiej, bez wielu
trudów i pracy, w sposób pewny, bez obawy złudzeń (TM 17). Jej szkoła jest bowiem najlepszą
szkołą życia duchowego, milczenia, modlitwy czy rozważania Bożych Słów w sercu. Nikt też nie
44
potrafi tak pięknie przeżywać radości, służby, a kiedy trzeba to cierpienia, jak Maryja. Możemy
się zatem od niej bardzo wiele nauczyć, o ile wejdziemy z Nią w głęboką, osobistą relację
i powierzymy się Jej opiece.
Zastosowanie
Doświadczenie wielu świętych pokazuje, że ten, kto żyje w głębokiej relacji z Maryją, bardzo
szybko i intensywnie rozwija się w swoim życiu duchowym. Dzieje się tak, ponieważ tym,
którzy świadomie obierają Ją sobie za Matkę i nauczycielkę życia, Ona daje swoją czystą wiarę,
pogłębia serca swoją pokorą, poszerza je, rozpala swoją miłością, oczyszcza swoją czystością
i uszlachetnia je w wielu aspektach. Jeśli zatem chcemy pogłębiać nasze życie duchowe,
otrzymane na chrzcie, powinniśmy wejść w stałą, codzienną zażyłość z Matką Najświętszą.
Niech to będzie na początek choćby dziesiątek różańca, czy jakiś osobisty akt oddania się
Maryi. Ważne, by było to świadome i stałe nastawienie naszego serca. Ci, którzy to uczynią,
bardzo szybko odkryją, jak cudownie jest mieć tak wspaniałą Matkę – Maryję, Matkę Boga i
moją Duchową Mamę!
Duchu Święty, który w szczególny sposób jesteś zjednoczony z Niepokalaną Dziewicą Maryją,
pomóż nam odkryć Jej matczyną opiekę. Pociągnij nasze serca do głębokiej relacji z Matką
Bożą, abyśmy chcieli Ją naśladować w Jjej wierze, nadziei i miłości. Amen
45
20. Święci – moi duchowi przyjaciele
Wprowadzenie
W wielu naszych domach i kościołach można zobaczyć na ścianach wizerunki rozmaitych
świętych. Łączy nas z nimi jakaś szczególna więź: nosimy ich imiona, kolekcjonujemy obrazki
z ich podobiznami, modlimy się przez ich wstawiennictwo.
W dzisiejszej katechezie przypomnimy, kim są święci i jak należycie korzystać z ich
wstawiennictwa. Od chwili chrztu jesteśmy bowiem włączeni w Kościół i stanowimy z nimi
jedną wielką rodzinę, która ma się wzajemnie wspomagać. Niech dzisiejsze rozważanie
pomoże nam lepiej i efektywniej korzystać z ich pomocy.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że skoro wszyscy wierzący tworzą jedno ciało, dobro
jednego jest przekazywane innym. Należy więc wierzyć, że istnieje w Kościele wspólnota dóbr:
dobro Chrystusa przekazywane jest wszystkim członkom, co się dokonuje przez sakramenty
(KKK 947), a oprócz tego możemy sobie wzajemnie służyć tym, co mamy.
Ta wzajemna wymiana dóbr nazywana jest świętych „obcowaniem” i obejmuje trzy stany
w Kościele: Kościół chwalebny – Niebo, Kościół oczyszczający się – Czyściec, Kościół
pielgrzymujący – wspólnota Kościoła tu, na ziemi.
Popatrzmy najpierw na Kościół chwalebny. Są to wszyscy mieszkańcy Nieba, a więc ci, którzy
pięknie przeżyli swoje życie, a teraz cieszą się już bliskością Boga na wieki. Katechizm uczy, że
ponieważ są głębiej zjednoczeni z Chrystusem, nieustannie wstawiają się za nas u Ojca,
ofiarując Mu zasługi, które przez Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi, Jezusa
Chrystusa, zdobyli na ziemi. Są to zarówno oficjalnie kanonizowani przez Kościół, jak też ci
wszyscy nieznani nam ludzie, którzy poprzedzili nas do niebieskiej ojczyzny.
Mówiąc nieco prostszym językiem: Święci bardzo chętnie wspierają nas z Nieba swoimi
modlitwami i zasługami, o ile będziemy ich o to prosić. Warto więc codziennie modlić się do
nich oraz zaprzyjaźnić się bliżej co najmniej z kilkoma z nich. Co nam daje taka przyjaźń? Jest
ona szczególną duchową, aczkolwiek bardzo realną więzią bratniej pomocy. W tradycji
Kościoła wielu świętym przypisuje się rozmaite „specjalności”, np. św. Cecylia jest patronką
muzyków, św. Rita – w sprawach beznadziejnych, św. Izydor – rolników. Praktycznie każdy
zawód czy okoliczność życia dzięki temu ma swojego patrona. Chodzi o to, że jeśli dany święty
był w czymś dobry za życia, to po śmierci, będąc jeszcze bardziej zjednoczony z Chrystusem,
będzie mógł tym bardziej pomagać wszystkim, którzy go poproszą.
Oprócz tej bratniej pomocy, święci są dla nas wielkim wzorem do naśladowania. Pokazują, że
można pięknie przeżyć swoje życie będąc normalnym człowiekiem, trwając jednocześnie w
głębokiej relacji z Bogiem. Uczymy się od nich modlitwy, heroizmu, niezłomności wiary, a ich
46
dobre przykłady powinny jeszcze bardziej mobilizować nas do pracy nad sobą i podążania do
świętości.
Oprócz Kościoła chwalebnego, pozostajemy od chwili chrztu w głębokiej jedności także
z Kościołem oczyszczającym się, a więc z duszami cierpiącymi w Czyśćcu. Ponieważ oni sami
nie mogą sobie pomóc, liczą na nasze modlitwy, ofiary i zasługi. Musimy pamiętać,że w świetle
Tradycji Kościoła stan czyśćca wiąże się z ogromnym cierpieniem, które wynika z żalu za swoje
grzechy i niemożności naprawienia tego. Dusze czyścowe cierpią więc z powodu odkrycia, że
nie dojrzały jeszcze na tyle w miłości i świętości, by wejść do Raju i muszą trwać w oczekiwaniu
na spotkanie z Bogiem, odpokutowując za swoje grzechy. Każdy z nas, ofiarowując codziennie
jakąkolwiek modlitwę, cierpienie czy umartwienie, a w sposób szczególny odpust, może im
skrócić lub wręcz całkowicie zniwelować ten czas męki i w ten sposób zyskać sobie przyjaciela.
Wierzymy bowiem, że kiedy dusze te osiągną stan Nieba – będą chciały pomóc swoim
przyjaciołom, wypraszając nam łaski u Boga i modląc się za nas.
Zastosowanie
Zapamiętajmy, że od chwili chrztu Pan Bóg włącza nas w wielką rodzinę Kościoła, która
wykracza poza doczesny, ziemski świat. Tylko od nas zależy, czy nawiążemy więzi w tej
rodzinie. Warto zatem zaprzyjaźnić się ze świętymi, a czymś równie pięknym i chwalebnym
jest nasza pomoc dla dusz czyścowych. Znajdźmy sobie zatem świętych patronów, korzystajmy
z ich pomocy w różnorakich problemach i nie zapominajmy o codziennej modlitwie za
zmarłych, najpierw tych najbliższych nam, a także za wszystkie dusze w Czyśćcu cierpiące.
Duchu Święty, który wielu naszych braci i siostry pociągnąłeś do świętości, pomóż nam
zrozumieć, że nasze życie nie kończy się na ziemi, ale rozciąga się na wieczność. Daj nam odkryć
tajemnicę Kościoła chwalebnego i oczyszczającego się. Rozpal również pragnienia do
naśladowania świętych i codziennej modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące.
47
21. Wszczepieni w Kościół
Wstęp
Niektórzy z nas narzekają na samotność. Doświadczają jej, ponieważ mieszkają sami. Zdarza
się również, że mając nawet obok siebie bliskie osoby, czujemy się dla siebie obcy. Nie
powinno tak być, ponieważ w sakramencie chrztu zostaliśmy wszczepieni w Kościół i tworzymy
jedną wielką rodzinę dzieci Bożych. Spróbujmy dziś zastanowić się nad tym, co oznacza fakt,
że jesteśmy dla siebie w Kościele braćmi i siostrami.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że ze źródeł chrzcielnych rodzi się jedyny Lud Boży
Nowego Przymierza, który przekracza wszystkie naturalne lub ludzkie granice narodów, kultur,
ras i płci. Wszyscyśmy bowiem w jednym duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało (1
Kor 12, 13, KKK 1267). Biblijnym fundamentem naszych relacji międzyludzkich jest z kolei
nauczanie Jezusa o przykazaniu miłości (J 13, 34; 1 J 4, 20) oraz o tym, że wszyscy uczniowie
mają Boga za wspólnego Ojca (Mt 23, 8b). Oznacza to, że chrześcijanin jest bratem dla każdego
człowieka, bez względu na jego przynależność do klasy społecznej, wyznanie, uzyskany tytuł
albo kościelną funkcję. Nigdy nie czuje się również wyższy ani lepszy od innych, a zarazem nie
cierpi na żaden kompleks niższości. Wie, że razem ze swoimi braćmi tworzy jedno Ciało
Chrystusa, w którym każdy ma swoje miejsce i wszyscy potrzebują wszystkich. Z tego powodu
czuje się odpowiedzialny za swoich braci i jest solidarny wobec nich, szczególnie wobec tych
najbardziej potrzebujących.
Znakiem, po którym można rozpoznać prawdziwych uczniów Jezusa, jest wzajemna miłość: Po
tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13, 35).
Dowodem czyjegoś chrześcijaństwa nie jest jedynie coniedzielna Msza św., udział
w spotkaniach modlitewnych, czy jakiś specjalny rodzaj pobożności, lecz właśnie braterska
miłość. Jest ona termometrem, który wskazuje, czy ktoś należy już do Chrystusa, czy jeszcze
nie. Nie ma innego znaku wyróżniającego ucznia Jezusa. Niektórzy być może chcieliby go
zamienić na medaliki, dewocjonalia, datki na Kościół, wypełnienie pewnych norm, krzyż na
piersi albo obraz Matki Bożej w mieszkaniu, jeśli jednak nie ma się miłości, nie jest się uczniem
Jezusa.

Chrześcijaństwo i miłość to synonimy, ponieważ miłość Boga nieuchronnie prowadzi do
miłości bliźniego: Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi
(1 J 4, 20). Jezus postawił bardzo wysokie wymagania co do miłości, która ma z Niego samego
brać wzór: Miłujcie się wzajemnie, tak jak ja Was umiłowałem (J 13, 34) oraz Jak mnie umiłował
Ojciec, tak i Ja was umiłowałem (J 15, 9).
Miarą, według której należy kochać drugich jest to, jak Bóg kocha swojego Syna oraz jak
Chrystus ukochał człowieka, a więc miłością, która kosztowała Go życie. Prawdziwa miłość nie
jest zatem uczuciem, sentymentem, nie mierzy się jej siłą emocji, jakie wytwarza. Jest ona
48
natomiast decyzją służenia bratu, poświęcenia własnej wygody, reputacji i wszelkiego rodzaju
korzyści osobistych. Jest postawą zaangażowania, z której każdy będzie rozliczony na Sądzie
Ostatecznym. Na ile żyjemy tą miłością, na tyle jesteśmy zdrowi i stajemy się narzędziami
zbawienia świata.
Zastosowanie
Gdyby każdy chrześcijanin wziął sobie do serca zobowiązania braterskiej miłości, które
wynikają z przyjętego sakramentu chrztu, o ile lepiej żyłoby się nam w naszych rodzinach,
sąsiedztwach, w pracy, w szkole. Nie doświadczalibyśmy samotności, bo czulibyśmy się
odpowiedzialni jeden za drugiego. Nie gniewalibyśmy się i potrafili sobie wzajemnie
przebaczyć. Potrafilibyśmy zobaczyć czyjeś potrzeby, zainteresować się drugim człowiekiem i
być dla niego po prostu bratem, a nie wilkiem i wrogiem.
Pomyśl, kto dzisiaj najbardziej potrzebuje Twojej pomocy i znajdź okazję, aby ją okazać. Niech
to będzie twój wkład w naszą wielką rodzinę Kościoła – wspólnotę dzieci Bożych, a przez to
braci i sióstr w Chrystusie.
Zapamiętajmy również, że gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki.
Najmniejszy nasz czyn spełniony w miłości przynosi korzyść wszystkim, a każdy nasz grzech
w jakiś niewidzialny sposób dotyka również wszystkich (KKK 953).
Duchu Święty, który żyjesz i działasz w Kościele, pozwól nam doświadczyć mocy, jaką daje
trwanie we wspólnocie Kościoła. Spraw, aby każdy z nas czuł się częścią Ciała Chrystusa
i odnalazł swoje miejsce w Kościele.
49
22. Czy znam swoją godność?
Wstęp
Pewnego razu ksiądz zapytał dzieci na kazaniu: „Kto to jest? Jest najpiękniejszą i najładniejszą
osobą na ziemi?” Odezwała się mała dziewczynka i kręcąc palcem we włosach powiedziała
słodko: „Czyżby to chodziło o mnie?”. W tej dziecięcej szczerości i naiwności skrywa się
głęboka intuicja, że każdy chrześcijanin to osoba wyjątkowa i niepowtarzalna, ponieważ
obdarzona przez Pana Boga niezwykle wielką godnością. Niestety, wiele osób w dzisiejszych
czasach czuje się źle ze sobą samym i cierpi na brak poczucia własnej wartości. Spróbujmy dziś
odkryć tę wielką godność i zobaczyć kim tak naprawdę jesteśmy dzięki sakramentowi chrztu.
Istota tematu
Wiele osób posiada błędne przekonanie o miłości własnej i myli ją z egoizmem czy fałszywą
pokorą. Uważamy, że pokora oznacza uważanie siebie za kogoś najgorszego i beznadziejnego,
zapominając, że prawdziwa pokora to stawanie w prawdzie o sobie i spoglądanie na siebie
oczami Boga. Dojrzałość chrześcijańska polega w tej kwestii na umiejętności dostrzeżenia
zarówno swojej wielkiej godności dziecka Bożego, jak i grzeszności i nędzy, wynikających
z tego, że jesteśmy stworzeniami naznaczonymi raną grzechu pierworodnego. Dopiero te dwa
światła dają prawdziwy obraz tego, kim jest każdy człowiek. Źle się dzieje, kiedy ktoś wpada w
skrajności i widzi albo tylko swoją wielkość, wpadając w pychę, albo jedynie swoją słabość
i ulega depresji.
Pomocą w dobrym zrozumieniu swojej godności jest przykazanie miłości, które mówi najpierw
o kochaniu siebie, a dopiero później wyprowadza z tego miłość względem braci: Kochaj
bliźniego jak siebie samego (Kpł 19, 18). Miłość do siebie jest więc wymogiem, jaki stawia
przed człowiekiem sam Bóg. Wynika ona z faktu godności dziecka Bożego, która czyni każdego
człowieka kimś indywidualnym i niezastąpionym w historii, stworzonym na obraz
i podobieństwo Boga (Rdz 1, 26–27). Ponieważ Bóg patrzy na każdego z `nas jako na swoje
ukochane, wyjątkowe i niepowtarzalne dziecko, dlatego i my tak powinniśmy patrzeć na siebie
i na innych. Niestety współczesny świat i wiele systemów politycznych czy społecznych nie
docenia wartości człowieka i stawia siebie ponad nim. Jezus nauczał jednakże, że osoba jest
ponad prawem (por. Mk 2, 27), a wszelkie tradycje, prawa czy zwyczaje są użyteczne tylko,
gdy są dla dobra osoby i społeczności.
Czynnikiem powiększającym godność człowieka jest fakt, że każdy człowiek bez wyjątku został
odkupiony najwyższą ceną – ceną krwi Jezusa (Kor 6, 20). Zostaliśmy bowiem nabyci
i wykupieni z mocy złego ducha drogocenną krwią Chrystusa, który oddał życie za każdego
człowieka bez wyjątku. Skoro więc wszyscy ludzie korzystają z tej wielkiej godności, to ani
kolor skóry, warunki ekonomiczne, użyteczność, czy to co czujemy i myślimy o sobie, nie są
w stanie jej zniszczyć. Nie bez powodu Jezus uczy, że należy kochać bliźniego jak siebie samego
(Mt 19, 19). Jeżeli człowiek nie kocha siebie, nie będzie potrafił również kochać innych,
a niektórzy wręcz mówią, że jeśli człowiek nie będzie kochał siebie samego, nie będzie potrafił
kochać nikogo.
50
Miłość, którą kocha się siebie, jest minimum tego, co należy dawać innym. Istnieją ludzie,
którzy swojej osoby nie kochają, nie szanują, nie doceniają, a przez to niszczą. Nie są oni zdolni
do dawania miłości i zazwyczaj także do jej przyjmowania. Jeśli nie kochają siebie, nie
rozumieją, jak inni mogliby ich kochać.
Świętym obowiązkiem ucznia Jezusa jest zatem pokochać siebie, aby móc potem dawać siebie
innym. Jest to dojrzałość, która wynika z zajęcia prawdziwej i realistycznej postawy względem
swojej osoby. Przejawia się ona w konkretnych czynach, gdyż dobrze rozumiana miłość własna
jest czymś więcej niż tylko pozytywnym myśleniem o sobie: jest ona solidnym wysiłkiem
włożonym w budowanie pozytywnego życia i postępowania poprzez dobry kontakt z Bogiem
i ludźmi, dojrzałą hierarchię wartości, zdolność do zachowania dyscypliny, czujności i do
stawiania sobie koniecznych wymagań. Prawidłowa relacja względem siebie sprawia, że
człowiek potrafi czynić to. co najlepsze dla jego życia: co jest sprawiedliwe, co czyste, co miłe,
co zasługuje na uznanie, jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli (Flp
4, 8). Wymaga to często poświęcenia, ponieważ należy czynić coś, co nie jest łatwe do
zrozumienia czy zaakceptowania.
Dobrze rozumiana miłość do siebie jest również wyjściem ku drugiemu człowiekowi, ilekroć
ten znajdzie się w potrzebie. Jednakże, aby obdarzać innych sobą, najpierw należy obdarzyć
siebie, czyli poznać swoją osobę: powołanie, misję w tym świecie, charakter, mocne i słabe
strony, marzenia, ideały, potrzeby i zranienia. Można to uczynić tylko oświetlając swoje życie
światłem Bożego Słowa.
Zastosowanie
Zachęcamy zatem każdego, aby znalazł dzisiaj czas, stanął przed lustrem i zastanowił się nad
sobą i swoją wielką godnością dziecka Bożego, którą Bóg obdarował każdego z nas na chrzcie
świętym. Podziękuj Bogu za swoje życie, za to kim jesteś i znajdź czas na modlitewną
medytację, aby rozważyć, czy znasz swoją godność i czy potrafisz dojrzale kochać siebie. Jeśli
zobaczysz, że nie, proś Ducha Świętego, Ducha Prawdy, aby pokazał Ci całą prawdę o Tobie
i nie bój się jej przyjąć. Tylko prawda wyzwala!
Duchu Święty, który mieszkasz w każdym z nas, daj nam odkryć godność, jaką Bóg obdarzył
każde swoje dziecko. Niech każdy z nas zrozumie, że jest kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym
w Bożym planie zbawienia. Amen!
51
23. Dzierżawcy, a nie właściciele dóbr
Wstęp
Wiele osób ma dziś problem ze zrozumieniem tego, co tak naprawdę chrześcijaństwo mówi
o bogactwie. Są tacy, którzy udowadniają, że Pan Jezus był ubogi, więc każdy chrześcijanin
powinien być ubogi, a bogactwo jest grzechem. Pamiętamy, że to właśnie do bogaczy nasz Pan
powiedział: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do
królestwa niebieskiego. Z drugiej strony są tacy, którzy promują tzw. ewangelię sukcesu.
Zarabiają duże pieniądze, posługują się przy tym wartościami i przypominają, że Pan Bóg
powiedział w Biblii Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1, 28) i zapewnił, że przychodzi, aby dać
nam życie w pełni i obfitości (J 10, 10). Spróbujmy więc dzisiaj rozstrzygnąć, jaką relację
powinien mieć chrześcijanin do rzeczy materialnych i do bogactwa.
Istota tematu
Warto już na samym początku zauważyć, że nie możemy żyć dla rzeczy, ale również nie
możemy bez nich żyć. Powinniśmy mieć zatem określoną relację wobec dóbr doczesnych,
opierającą się na tym, czego Bóg naucza nas w Biblii. Kluczowe jest najpierw zrozumienie
prawdy, że Bóg jest władcą i właścicielem wszystkiego, a człowiek tymczasowym zarządcą i
dzierżawcą powierzonych mu dóbr. Kościół zatem uczy nas, że jesteśmy przechodniami tutaj
na ziemi, którym Pan Bóg bardzo ufa i daje w zarząd ten świat, ale jednocześnie mamy mieć
cały czas na uwadze najważniejszy cel naszego życia – osiągnięcie zbawienia.
W tej wizji bogactwo i dobra materialne są czymś moralnie neutralnym i tak naprawdę od nas
zależy, czy staną się pomocą, czy przeszkodą w życiu Ewangelią. Jeśli ktoś zatem chce się
bogacić, niech to robi, pamiętając o wszystkim, co mówi Jezus. A jeśli ktoś ze względu na
Ewangelię chce stać się ubogim – jest to równie szlachetne i piękne.
Niestety doświadczenie pokazuje, że bogactwo potrafi bardzo mocno odciągnąć człowieka od
Bożych spraw. Ponieważ nosimy ranę grzechu pierworodnego, bardzo często niewłaściwie
korzystamy z dóbr i stając się bogatymi, zapominamy o Bogu. Kiedy zaspokojone są nasze
podstawowe potrzeby, serce człowieka potrafi stać się ociężałe z powodu bogactwa i
niewrażliwe na potrzeby innych. Łatwo wtedy stracić czujność i tak przywiązać się do tego co
posiadamy, że całkowicie zatracamy się, stawiając na pierwszym miejscu pieniądze, kosztem
Boga, rodziny, zdrowia czy przyjaciół. Przykładem tego jest chociażby bogaty młodzieniec z
Ewangelii oraz bogacze, do których Jezus kierował tak mocne słowa.
Z tego powodu Jezus wiele razy chwalił życie ubogie i sam takie prowadził. Należy jednak
dobrze rozumieć, co znaczy „ubogi w duchu”, aby nie przypisywać Bogu stanu, w którym
rzekomo chciałby, aby Jego dzieci cierpiały z powodu braku potrzebnych środków do życia.
Ubóstwo w rozumieniu Ewangelii oznacza postawę, w której człowiek posiada wolność do
rzeczy materialnych. Pan Jezus w żaden sposób nie zabrania nam posiadania dóbr
materialnych, lecz uwrażliwia, by dysponować nimi według Jego kryterium, czyli w poczuciu
całkowitej zależności od Niego i umiejętności dzielenia się nimi z potrzebującymi. Wtedy
52
stosownie od naszego stanu życia i powołania, każdy może posiadać tyle ile chce, byleby tylko
rzeczy materialne nie stały się bożkiem i nie skłaniały nas do egoizmu. Jest to postawa trudna,
bo doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nieraz bardzo ciężko jest dokonać wyboru
pomiędzy służbą Jezusowi i Jego Królestwu, a służbą mamonie, gromadzeniem bogactwa i
życiem w przywiązaniu do tego świata. Dla pieniędzy ludzie bowiem zdradzają swoich
przyjaciół, sprzeniewierzają się wartościom i wywołują wojny.
Przeciwieństwem tej postawy jest postępowanie zgodne z nauką Jezusa, które pozwala być
wolnym i szczęśliwym z rzeczami, jak również uczy dzielić się nimi z innymi. Bycie ubogim
w duchu jest więc źródłem szczęścia, dlatego Jezus modli się prostymi słowami: Wysławiam
Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi, a objawiłeś jest
prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie (Mt 11, 25–26). Jest to jedna
z najpiękniejszych modlitw w Biblii, ponieważ jest pokornym wyznaniem Bogu: takie było
Twoje upodobanie i nie żądam rozliczeń. Ta postawa prezentuje wolność od rzeczy, nagród,
przywilejów i wszystkiego, co utrudnia pójście za Bogiem. Ten styl życia, zwany duchowym
ubóstwem, sprawia, że człowiek żyje szczęśliwym życiem
Zastosowanie
Zastanówmy się dzisiaj nad tym czy i na ile nasze serca są przywiązane do dóbr tego świata.
Czy tak jak św. Paweł mamy w tym wolność, potrafiąc zarówno cierpieć biedę, jak i obfitować?
Jeśli zauważymy, że nasze ubóstwo lub bogactwo przesłania nam Boga i przeszkadza w życiu
Ewangelią, warto coś z tym zrobić i postawić jednak Boga na pierwszym miejscu. Niech
pomaga nam w tym Duch Święty.
Duchu Święty, pokaż nam prawdę, że jesteśmy tylko przechodniami na tej ziemi. Nie pozwól,
aby materialne rzeczy przesłoniły nam nasz ostateczny cel – niebo. Uczyń nas wolnymi
względem tego świata i naucz nas mądrze korzystać z jego dóbr i zasobów. Amen
53
24. Pieczęć na wieki – problem apostazji
Wstęp
Coraz częstszym problemem, zwłaszcza w większych miastach jest dzisiaj w Polsce kwestia
apostazji. Pojawia się coraz więcej osób, które odwracając się od Boga i od Kościoła, w
nienawiści chcą, by wypisać ich z ksiąg parafialnych. Niestety bardzo często nie rozumieją, że
przyjęty przez nich chrzest jest nieodwracalny. Spróbujmy sobie dzisiaj wyjaśnić, na czym
polega wyjątkowość tego sakramentu i co traci wierzący, kiedy świadomie chce wyrzec się
Boga i odłączyć się od Kościoła.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że chrzest opieczętowuje chrześcijanina duchowym
znamieniem jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje żaden grzech,
chociaż z powodu grzechu chrzest może nie przynosić owoców zbawienia, w związku z tym,
bez względu na wszystko, sakramentu chrztu udziela się tylko jeden raz (KKK 1272). Nosimy
zatem w naszej duszy niezatartą pieczęć, która włącza nas w Boży lud i daje przystęp do
wszystkich skarbów i łask Kościoła.
Dlaczego więc ludzie decydują się na rezygnację z tego Bożego życia? Można to wyjaśnić
pewnym przykładem. Otóż daleko, w Kanadzie znajdowała się pewna wioska, w której ludzie
żyli w skrajnym ubóstwie i wielu z nich z tego powodu wyjechało szukać pracy. Pewnego razu
do wioski przybyła ekspedycja naukowa, która zaczęła badać ziemię. Okazało się, że pod
domami i gospodarstwami mieszkańców ukryte były potężne złoża ropy naftowej. W ciągu
krótkiego czasu mieszkańcy ze skrajnie ubogich stali się nadzwyczajnymi bogaczami.
Dosłownie spali na żyle złota, ale nie wiedzieli o niej. Potrzebny był ktoś, kto im pokaże, jakie
posiadają skarby.
Podobnie jest z naszą wiarą. Posiadamy niezwykłe skarby: Ewangelię i żywą obecność Jezusa,
ale bardzo często nie potrafimy tego dostrzec. W związku z tym wydaje się nam, że Bóg czy
Kościół nic nam nie daje, a wręcz zabiera nasz czas czy pieniądze. Decyzja odejścia od Kościoła
bardzo często powodowana jest tym, że ktoś osobiście nie spotkał Boga, a zna Go jedynie
z drugiej ręki, przekazu medialnego czy tradycji. Wielu apostatów powołuje się na argument,
że zostali ochrzczeni bez pytania o zgodę. Ale rodzice nie pytają dziecka o zgodę, gdy podają
mu lekarstwo czy jedzenie, zapisują do szkoły i uczą wielu rzeczy. Sami decydują o tym, co
uważają za dobre dla swojego dziecka. Niektórzy nie chcą – jak mówią – „nabijać Kościołowi
statystyk”, czy od lat nie biorą udziału w praktykach religijnych. Jednak pomimo tych
wszystkich powodów, nie da się ani przestać być członkiem Kościoła, ani tym bardziej
anulować aktu chrztu i wykreślić go z ksiąg. Powołują się na to, że od lat nie biorą udziału w
życiu religijnym. Rzadkie są jednak pisma uzasadniające odejście z Kościoła napisane „od
serca” – zwykle to sztampowe wydruki z Internetu. Okazuje się też, że większość decyzji jest
lekkomyślna. Dlatego też potrzebna jest rozmowa z duszpasterzem, przed którą zresztą
kandydaci na apostatów często bardzo się wzbraniają. A przecież złożenie aktu apostazji to nie
54
formalna sprawa urzędowa, którą można korespondencyjnie załatwić, tylko coś o wiele
poważniejszego.
Skoro skutkiem kanonicznym apostazji jest zakaz przyjmowania sakramentów świętych,
pokuty, Eucharystii, to skutek duchowy jest analogiczny do dobrowolnego pozbawienia się
pożywienia i napoju, czyli duchowa śmierć. Przede wszystkim apostazja to grzech śmiertelny.
Wiadomo, jakie jest nauczanie Kościoła o tych, którzy odchodzą z tego świata w grzechu
śmiertelnym. Jeśli chodzi jeszcze o inne skutki kanoniczne, to apostatom nie wolno także
pełnić żadnych funkcji kościelnych, a także odmawia im się kościelnego pogrzebu.
Warto wiedzieć, że kto raz został katolikiem, ten zostaje katolikiem na zawsze. Nawet
apostata, który porzucił wiarę, pozostaje katolikiem. Oczywiście popada w karę ekskomuniki
tzw. latae sententiae, ale nie może być traktowany jako ktoś, kto nigdy nie należał do Kościoła
katolickiego. Dla kogoś, kto patrzy z pozycji dalekich od Kościoła, może to być niezrozumiałe.
Jednak zgodnie z nauczaniem i prawem Kościoła, nawet jeśli ktoś publicznie deklaruje, że
wiarę katolicką w całości porzuca, jest nadal katolikiem. Jego chrzest jest ważny i gdyby ten
człowiek się nawrócił i chciał naprawić zranioną komunię z Kościołem, nie musi na nowo
przyjmować chrztu, ani nawet być na nowo przyjmowany do Kościoła. Musi oczywiście
„odstąpić od uporu”, jak mówi prawo kościelne i naprawić wyrządzoną szkodę3
.
Zastosowanie
Pieczęć Pana jest pieczęcią, którą naznaczył nas podczas chrztu Duch Święty na życie wieczne
(KKK 1274). Ten, kto zachowa pieczęć do końca, to znaczy pozostanie wierny obietnicom
chrztu, będzie mógł wejść z tym znakiem na ucztę niebiańską czyli do Raju. Pamiętajmy więc
w tym tygodniu, że jesteśmy powołani do wieczności. To niezwykły przywilej i radość,
a jednocześnie zobowiązanie. Pomódlmy się też za tych, którzy świadomie lub nie rezygnują z
tych zaszczytów, chcąc swoje życie sprowadzić tylko do tego, co doczesne, wystawiając się też
na wieczne potępienie.
Duchu Święty, który podczas chrztu wyciskasz w naszych sercach niezatartą pieczęć, pomóż
nam godnie przeżyć nasze życie, abyśmy byli wierni temu depozytowi wiary, który
otrzymaliśmy. Umocnij tych, którzy przeżywają kryzysy wiary i działaj w sercach tych, którzy
odstąpili od niej. Amen
3 http://www.fronda.pl/a/ks-majer-apostazja-to-nie-wypisanie-sie-z-kosciola,10659.html
55
25. Kto może udzielać chrztu? Rodzaje chrztu
Wstęp
W naszych rozważaniach o działaniu Ducha Świętego w sakramencie chrztu chcemy rozpocząć
teraz cykl tzw. mistagogii chrztu, a więc praktycznie wyjaśnić wszystkie obrzędy chrztu,
począwszy od przygotowania, przez sam chrzest, aż po rodzinne świętowanie tego pięknego
wydarzenia.
Dziś chcemy zacząć od pytania: Kto może udzielać chrztu?
Istota tematu
Ten, kto udziela danego sakramentu zwany jest w Kościele szafarzem. Potencjalnych szafarzy
chrztu możemy podzielić na dwie zasadnicze grupy4:
– zwyczajnych – do ich zadań, w warunkach zwyczajnych, należy udzielanie tego sakramentu;
– nadzwyczajnych – zastępujących w szczególnych sytuacjach szafarzy zwyczajnych, podczas
ich uzasadnionej nieobecności.
Szafarzami zwyczajnymi są: biskupi, prezbiterzy i diakoni, którzy stają się nimi na mocy
przyjętych święceń. Jeśli szafarz zwyczajny jest nieobecny lub zachodzi istotna przeszkoda
w udzieleniu przez niego chrztu, godziwie udziela go katecheta albo inna osoba wyznaczona
do tej funkcji przez ordynariusza miejsca (biskupa diecezjalnego). W przypadku konieczności
– chodzi tutaj głównie o niebezpieczeństwo śmierci osoby nieochrzczonej – tego sakramentu
może udzielić każdy człowiek mający właściwą intencję. Dlatego też wszyscy katolicy świeccy,
jako członkowie ludu kapłańskiego, a zwłaszcza rodzice i – z racji obowiązków – katecheci,
położne, pomocnice domowe, opiekunki społeczne lub pielęgniarki, a także lekarze, niech się
starają przyswoić sobie, w miarę swych uzdolnień, wystarczającą znajomość poprawnej
formuły chrztu w naglącym wypadku.
Warto jeszcze raz podkreślić z mocą, że osoby świeckie tylko w szczególnych przypadkach
mogą udzielać sakramentu chrztu. Prawodawca kościelny przestrzega nawet mających
święcenia kapłańskie: poza wypadkiem konieczności, nie wolno nikomu bez odpowiedniego
zezwolenia udzielać chrztu na obcym terytorium, nawet swoim podwładnym.
Gdy zastosowano skrócony obrzęd chrztu, a więc szafarz, opuszczając inne obrzędy, polał
jedynie głowę dziecka wodą i wypowiedział formułę chrzcielną, dziecko jest ważnie
ochrzczone. W wypadku wczesnej śmierci staje przed Bogiem bez grzechu pierworodnego.
Jeśli natomiast minęło zagrożenie utraty życia i dziecko zaczyna prawidłowo się rozwijać,
Kościół pragnie przyjąć je w sposób uroczysty do swojej wspólnoty. W tym celu rodzice
i chrzestni wraz z dzieckiem przybywają do świątyni, najlepiej kościoła parafialnego, gdzie
w imieniu wspólnoty wita ich duszpasterz. Na wstępie wyraża on uznanie za to, że nie
zwlekano z udzieleniem chrztu temu dziecku i dziękując Bogu, daje wyraz radości z tego, że
4 Opracowano na podstawie: http://www.urbanowice.parafia.info.pl/?p=main&what=92
56
odzyskało zdrowie. Następnie, wśród modlitw przewidzianych w liturgii obrzędu przyjęcia
dziecka, namaszcza je krzyżmem św., nakłada białą szatę, wręcza zapaloną świecę i udziela
błogosławieństwa.
Tak samo postępuje się wtedy, gdy z jakichś innych powodów, np. wojny, prześladowania,
niezgody między rodzicami, zastosowano skrócony obrzęd chrztu, co nie pozwoliło na
uroczysty chrzest w kościele.
Warto przy tej okazji wspomnieć, że oprócz „chrztu z wody” istnieje także „chrzest pragnienia”
i „chrzest krwi”. Kościół zawsze zachowywał głębokie przekonanie, że ci, którzy ponoszą
śmierć za wiarę, nie otrzymawszy chrztu, zostają ochrzczeni przez swoją śmierć dla Chrystusa
i z Chrystusem. Chrzest krwi, podobnie jak chrzest pragnienia przynosi owoce chrztu, nie
będąc sakramentem (KKK 1258). Jeśli chodzi o katechumenów, którzy umierają przed chrztem,
ich wyraźne pragnienie przyjęcia tego sakramentu, połączone z żalem za grzechy i z miłością,
zapewnia im zbawienie, którego nie mogli otrzymać przez sakrament (KKK 1259). Na nadzieję
zbawienia dla tych, którzy nie znając Chrystusa umarli bez chrztu liczy również Kościół, dzięki
temu, że „za wszystkich umarł Chrystus” (KKK 1260). Jest to jednak bardziej skomplikowany
problem i zajmiemy się nim w kolejnej katechezie, przybliżając temat dzieci zmarłych
przedwcześnie bez chrztu.
Zastosowanie
Zapamiętajmy z dzisiejszej katechezy to, że sakramentu chrztu może udzielić każdy, nawet
nieochrzczony, kto ma taką intencję. Zwyczajnym szafarzem tego sakramentu jest diakon,
kapłan lub biskup, który chrzci podczas Mszy św. lub specjalnej liturgii chrztu.
W nadzwyczajnych przypadkach, kiedy np. pojawiają się poważne wątpliwości co do stanu
zdrowia i życia dziecka, może tego dokonać każdy, przez wypowiedzenie formuły i polanie
głowy dziecka wodą:
[Imię], ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Jeśli zdarzy się taka okoliczność, należy po odzyskaniu zdrowia zgłosić się do swojej parafii
i dokonać tzw. obrzędów wprowadzających.
Duchu Święty, który zamieszkujesz w nas od sakramentu chrztu, odnów w nas dzisiaj łaski tego
sakramentu. Umocnij w prawdziwie chrześcijańskim życiu i spraw, byśmy potrafili przekazać
wiarę kolejnym pokoleniom. Amen
57
26. Co z dziećmi zmarłymi bez chrztu?
Wstęp
Choć chrzest powinien być radosnym i długo oczekiwanym wydarzeniem dla całej rodziny,
bywa, że niektóre dzieci mogą nie doczekać tego wydarzenia. Ich rodzice zastanawiają się
wtedy, co się dzieje z ich ukochanym dzieckiem po śmierci. W naszej tradycji mówi się, że ktoś
powiększył grono aniołków. Wyjaśnijmy dziś, co Kościół mówi o losie dzieci, które umarły bez
chrztu świętego.
Istota tematu
Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, powołując się na słowa Jezusa, że chrzest jest
konieczny do zbawienia. Dlatego nasz Pan polecił swoim uczniom głosić Ewangelię i chrzcić
wszystkie narody (KKK 1257). Chrzest jest zatem konieczny do zbawienia dla tych, którym była
głoszona Ewangelia i którzy mieli możliwość proszenia o ten sakrament. Kościół nie zna oprócz
chrztu innego środka, by zapewnić wejście do szczęścia wiecznego. Nie możemy zatem
zaniedbywać otrzymanego od Pana nakazu.
Z drugiej strony, katechizm uczy, że choć Bóg związał zbawienie z sakramentem chrztu, sam
nie jest związany swoimi sakramentami. To stwierdzenie jest bardzo pomocne w tak trudnym
wydarzeniu jakim jest przedwczesna śmierć dziecka, kiedy nie było możliwości, by je ochrzcić.
Co się dzieje z takimi dziećmi? Kościół w ciągu wielowiekowej tradycji zastanawiał się nad tym
zagadnieniem i choć zawsze ufał w nieskończone miłosierdzie Boga, który chce zbawienia
wszystkich ludzi, dopiero kilka lat temu Międzynarodowa Komisja Teologiczna sprecyzowała
oficjalne nauczanie Kościoła na ten temat.
Do istoty nauczania i wiary Kościoła należy przekonanie, że to sam Bóg, własną mocą może
ocalić życie i istnienie człowieka. Ludzie starają się chronić swoje zdrowie i życie oraz odsuwać
chwilę śmierci. Jednak ona nadchodzi. Przyszłość człowieka, ta ostateczna, jest w rękach Boga.
Tylko on posiada moc, aby przedłużyć nasze istnienie, uczynić je spełnionym oraz
szczęśliwym5.
Dziś dostrzegamy miłosierdzie, jako największy z przymiotów Boga. Również prawda wiary, że
Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, prowadzi do wyciągnięcia wniosków
o wartości i godności osoby ludzkiej. Osoby, której los nie jest Bogu obojętny. Zauważamy
również to, że sam Jezus wskazał na wartość i godność dziecka, gdy pewnego razu sam wziął
je na ręce i postawił je w środku, w kręgu dorosłych. Współczesna refleksja teologiczna, a
przede wszystkim intuicja wiary chrześcijan odwołuje się do nadziei, że ostatecznym stanem
dzieci nieochrzczonych jest niebo, to znaczy pełna i trwała wspólnota z Trójjedynym Bogiem.
Fundamentem tej nadziei jest przekonanie, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, o czym
czytamy w Liście św. Pawła do Tymoteusza [1Tm 2,3-4].
5 Opracowano na podstawie http://teologiadogmatyczna.wyklady.org/wyklad/949_nadzieja-zbawienia-dzieci-zmarlych-bez-chrztu.html
58
Zastosowanie
Opierając się zatem na wielkim miłosierdziu Boga i miłości, jaką Jezus okazywał dzieciom
w Ewangelii, Kościół wyraża głęboką nadzieję, że istnieje jakaś droga zbawienia dla dzieci
zmarłych bez chrztu (KKK 1261). Tym bardziej naglące jest wezwanie Kościoła, by nie
przeszkadzać małym dzieciom przyjść do Chrystusa przez dar chrztu świętego. W związku
z tym na pogrzebie tych dzieci, tzw. pokropku, modlimy się nie tyle za duszę dziecka, ile za
rodziców, aby Pan Bóg pocieszył ich i uzdrowił ich rany.
Pomódlmy się dziś zatem za wszystkich, którzy utracili swoje dzieci.
Duchu Święty, pociesz tych, którzy utracili swoje dzieci. Ty, który jesteś naszym Pocieszycielem,
przyjdź do nich z prawdziwym pocieszeniem i umocnij naszą wiarę i nadzieję na spotkanie z
nimi w Niebie. Amen
59
27. Kiedy i gdzie powinno się udzielać chrztu?
Wstęp
Po urodzeniu dziecka duże emocje, a niekiedy nawet kłótnie budzi temat: Kiedy i gdzie ochrzcić
dziecko? Niektórzy chcą chrzcić jak najszybciej, inni zwlekają z chrztem uzależniając to od wielu
czynników: dobrej pogody, zdrowia dziecka i matki, przyjazdu chrzestnych, pieniędzy itp.
Spróbujmy dziś wyjaśnić, gdzie i kiedy powinno udzielać się sakramentu chrztu.
Istota tematu
Kodeks Prawa Kanonicznego mówi: Chociaż chrzest może być udzielany w jakimkolwiek dniu,
jednak zaleca się, aby z zasady był udzielany w niedzielę, albo wedle możności w wigilię
paschalną6
.
Dlaczego właśnie wtedy Sprawa wydaje się oczywista: każda niedziela to dzień, kiedy Kościół
wspomina zmartwychwstanie Chrystusa. Noc z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę – Wielka
Noc to czas przejścia Jezusa ze śmierci do życia. A ci wszyscy, którzy przyjmują chrzest, złączeni
w jedno z Chrystusem na podobieństwo jego śmierci i zanurzeni razem z Nim w śmierci, są
w Nim przywracani do życia i razem z Nim zmartwychwstają. W chrzcie bowiem obchodzi się
i odprawia misterium paschalne w tym znaczeniu, że ludzie dosłownie przechodzą ze śmierci
grzechu do życia. W związku z tym trudno sobie wyobrazić inny, bardziej właściwy dzień, by
przyjąć ten sakrament.
Oczywiście, gdy dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci czy zachodzi jakaś inna
słuszna przyczyna, można wybrać inny dzień, w którym zostanie udzielony sakrament chrztu.
Wybierając termin chrztu, należy brać pod uwagę:
– zbawienie dziecka – nie należy pozbawiać go dobrodziejstw tego sakramentu;
– stan zdrowia dziecka;
– zdrowie matki – aby mogła, jeśli to tylko możliwe, wziąć udział w liturgii chrzcielnej;
– potrzeby duszpasterskie – by umożliwić rodzicom i chrzestnym odpowiednie przygotowanie
i zorganizowanie chrztu.
Zgodnie z istniejącą wieloletnią praktyką Kościoła udzielenie chrztu powinno nastąpić, jeśli to
tylko możliwe, w pierwszych tygodniach po narodzeniu dziecka. Jest wskazane, aby
w zwykłych warunkach, kiedy chrztu udziela się w niedzielę, czynić to na Mszy św., aby cała
wspólnota mogła brać udział w obrzędzie i aby jeszcze jaśniej ukazać związek chrztu
i Eucharystii. Nie powinno się tego czynić w każdą niedzielę, lecz w niedzielę z góry określoną
i na określonej Mszy św. Dzięki temu ceremonia chrztu może odbywać się z udziałem większej
wspólnoty wiernych, a także w liczniejszym gronie przyjmujących chrzest.
6 Opracowano na podstawie: http://www.urbanowice.parafia.info.pl/?p=main&what=94
60
Skoro chrztu udziela się w zwykłych warunkach w niedzielę na Mszy Św., trudno sobie
wyobrazić, by miało to odbywać się poza kościołem. Dlatego też nie dziwi stwierdzenie władzy
kościelnej, że: „poza wypadkiem konieczności, właściwym miejscem chrztu jest kościół lub
kaplica”. Nie wystarczy jednak jakikolwiek kościół lub kaplica. Musi to być świątynia, w której
jest chrzcielnica, a poza tym musi ona znajdować się na terenie parafii, gdzie mieszka kandydat
do chrztu (w przypadku chrztu dorosłego) lub jego rodzice (w przypadku chrztu dziecka).
Wskazując na kościół parafialny jako właściwe miejsce chrztu, podkreśla się prawdę, że chrzest
jest sakramentem wiary Kościoła, a także sakramentem włączenia do ludu Bożego. Dlatego
też zrozumiałe jest, że kapłani odpowiedzialni za duszpasterstwo w danej parafii niezbyt
chętnie zgadzają się na to, by ich parafianie czy dzieci ich parafian, byli chrzczeni poza swoją
wspólnotą.
Prawodawca kościelny dopuszcza jednak jednostkowe przypadki, kiedy chrzest może odbyć
się poza kościołem parafialnym, czy nawet zupełnie poza miejscem, w którym znajduje się
chrzcielnica. Chodzi tutaj o kandydata do chrztu, który ze względu na odległość lub inne
okoliczności nie może bez poważnej niedogodności przybyć lub być przyniesionym do kościoła
parafialnego albo innego kościoła lub kaplicy. W takiej sytuacji chrztu można i trzeba udzielić
w innym, bliżej położonym kościele lub kaplicy, albo nawet w innym odpowiednim miejscu.
Zdajemy sobie jednak sprawę, że takie przypadki są bardzo szczególne i należy dążyć zawsze
do chrztu w przewidzianym do tego kościele parafialnym. Gdyby jednak zachodziła paląca
konieczność można ochrzcić zawsze i w każdym miejscu, mając na względzie dobro duchowe
osoby umierającej.
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś, że gdy chodzi o czas chrztu, powinniśmy dziecko ochrzcić w miarę
możliwości jak najszybciej, a normalnym miejscem do celebrowania tego sakramentu jest
chrzcielnica w swoim kościele parafialnym. Warto dziś również zapytać, czy znam miejsce
i datę swojego chrztu? Może warto udać się do tego kościoła, aby podziękować Bogu za łaskę
tego sakramentu.
Duchu Święty, działaj w naszych sercach i pozwól nam uświadomić sobie jak wielką wartością
jest sakrament chrztu, który zanurza nas w misterium męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa
Chrystusa. Naucz nas cenić ten sakrament i umocnij w nas to, co zapoczątkowałeś w chwili
naszego chrztu. Amen
61
28. Czy każde dziecko może być ochrzczone?
Wstęp
Zdarza się nieraz słyszeć, że ten czy ów ksiądz odmówił udzielenia sakramentu chrztu dziecku,
tłumacząc to tym, że rodzice żyją w publicznym lub jawnym grzechu, bądź innymi
okolicznościami. Spróbujmy dziś zająć się tym tematem i rozważyć w świetle dokumentów
Kościoła, czy każde dziecko może być ochrzczone?
Istota tematu
Chrystus umarł za wszystkich ludzi i zmartwychwstał, aby wszystkich odkupić, stąd nic
dziwnego, że Kościół otwiera się na wszystkich, umożliwiając im przyjęcie chrztu włączającego
do grona dzieci Bożych7
. Prawo kościelne wyraźnie podaje: zdatnym do przyjęcia chrztu jest
każdy człowiek, jeszcze nie ochrzczony.
Kiedy więc przychodzi na świat dziecko, czymś naturalnym powinno być dla jego rodziców
podzielenie się tym, co mają najcenniejszego: swoją miłością i wiarą. Wiemy jednak, że nie
zawsze zarówno praktyka życia chrześcijańskiego rodziców są nienaganne, stąd pojawiają się
różne trudności, które mogą się zrodzić w momencie przyjęcia do chrztu ich dzieci. Mimo że
zasadniczo należy dopuszczać do chrztu wszystkie dzieci zgłoszone przez rodziców lub
prawnych opiekunów, należy jednak wymagać, aby ci byli ludźmi wierzącymi i zobowiązali się
wychowywać swoje dzieci w wierze, w której zostają ochrzczone. Wychowanie w wierze
zakłada przekazanie dziecku podstawowych prawd wiary i zasad moralności obowiązujących
w Kościele katolickim, a także nauczenie je modlitwy i włączenie do grona wspólnoty
uczestniczących w niedzielnej Mszy św. Istotne jest również zatroszczenie się w późniejszym
okresie o uczestniczenie dziecka w lekcjach religii, by z czasem mogło być ono doprowadzone
do pełnego udziału w Eucharystii i do przyjęcia sakramentu bierzmowania oraz wprowadzone
w dojrzałe i odpowiedzialne życie chrześcijanina.
Biorąc jednak pod uwagę realia życia codziennego, niezbędne są jeszcze pewne ograniczenia,
ważne co do godziwości, które stawia prawo kościelne duszpasterzom i proszącym o chrzest
dla dziecka. Postanowiono zatem:
– nie udzielać chrztu św. małym dzieciom bez wiedzy ich rodziców lub prawnych opiekunów,
lub wbrew ich woli;
– jeśli rodzice są połączeni związkiem cywilnym, duszpasterz powinien starać się doprowadzić
ich przed chrztem dziecka do zawarcia małżeństwa sakramentalnego;
– gdy żyjący w związku cywilnym wyraźnie odmawiają zawarcia małżeństwa sakramentalnego
lub nie mogą tego uczynić z powodu przeszkód kanonicznych, duszpasterz ma obowiązek od
rodziców dziecka i chrzestnych żądać na piśmie oświadczenia, że zobowiązują się wychować
dziecko w wierze katolickiej;
– jeśli jeden z rodziców dziecka jest wierzący, a drugi nie, dziecko należy ochrzcić na wyraźną
prośbę jednego z nich;
7 Opracowano na podstawie http://www.urbanowice.parafia.info.pl/?p=main&what=96
62
– w zetknięciu się z trudnymi problemami z zakresu chrztu duszpasterz, czując się
odpowiedzialny przed Bogiem za owoce łaski tego sakramentu, powinien poszczególne
wypadki dokładnie analizować przed podjęciem ostatecznej decyzji, a w razie uzasadnionej
potrzeby zwrócić się do biskupa diecezjalnego.
Z powyższych ustaleń jasno wynika, że bardzo mało jest sytuacji uzasadniających odmówienie
chrztu dziecka osobom, które będąc jego rodzicami czy opiekunami prawnymi, o to proszą.
Poza tym powyższe wymogi stawia się jedynie co do godziwości, a nie co do ważności chrztu.
To oczywiście nie znaczy, że należy je w jakimś stopniu lekceważyć, ale po prostu należy mieć
tego świadomość.
Znając nasze realia, warto zatem podkreślić, że rodzice żyjący w związku cywilnym, nawet bez
przeszkody kanonicznej uniemożliwiającej im zawarcie ślubu kościelnego, mają prawo
domagać się ochrzczenia swego dziecka, jeśli na piśmie wraz z chrzestnymi zobowiążą się, że
będą wychowywać je w wierze katolickiej. Takie zobowiązanie powinno uspokoić wyczulone
sumienie duszpasterza i spowodować wyrażenie przez niego zgody na udzielenie sakramentu
chrztu.
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś, że choć każde dziecko chrześcijan powinno być ochrzczone, niektóre
sytuacje są problematyczne zarówno dla rodziców i duszpasterzy. Ich przyczyną jest
najczęściej niepoukładane życie religijne rodziców. Warto wtedy na spokojnie i bez emocji
porozmawiać, zwłaszcza o perspektywie katolickiego wychowania dziecka. Pewnym
kłamstwem i nieuczciwością byłoby wtedy deklarowanie, że dziecko będzie wzrastało w
religijnej atmosferze. Z drugiej strony chrzest jest wielkim dobrem dla dziecka, stąd te
problemy, które się pojawiają, trzeba indywidualnie rozstrzygać, a w razie trudności prosić o
rozstrzygnięcie biskupa.
Duchu Święty, który jesteś Duchem jedności, daj zgodę i miłość w naszych rodzinach. Poukładaj
nasze niepoukładane życie. W sposób szczególny polecamy Ci dziś wszystkie rozbite rodziny i
wszystkie niesakramentalne związki małżeńskie. Doprowadź nas wszystkich do sakramentów
i życia w łasce uświęcającej. Amen
63
29. Jakie imię wybrać dla dziecka?
Wstęp
Jakie imię wybrać dla swojego dziecka? Mody się zmieniają, ale imię pozostaje. Raz królują
imiona bardziej nowoczesne, nawet obcojęzyczne, innym razem rodzice wybierają imiona
bardziej tradycyjne. Czym zatem kierować się przy wyborze imienia dla swojego dziecka?
Istota tematu
Imię, w kręgu kultury biblijnej oznacza o wiele więcej niż to, co nam się wydaje. Oznacza coś
z wnętrza osoby lub istoty rzeczy: zawiera jej zadanie, przeznaczenie, a nawet rolę, jaką ma do
spełnienia. Biblijna tradycja mówi nam, że imię będzie w jakiś sposób mieć wpływ na
osobowość danego człowieka, stąd na tych, którzy mają wpływ wybór czyjegoś imienia ciąży
pewna odpowiedzialność. Nadawać komuś imię, to w pewnym sensie dotykać samej jego
istoty, zmieniać, poddawać sobie lub brać w posiadanie.
W związku z tym wybór imienia nie powinien być sprawą przypadku, lecz owocem głębokiej
refleksji i modlitwy. Jeśli chrzest jest nowym narodzeniem z wody i z Ducha, imię chrzcielne
powinno wyrażać i zawierać duchowe treści. Prawodawca kościelny zalecił: Rodzice, chrzestni
i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu.
Imię miało i ma, niezależnie od czasu i kultury, znaczenie w życiu człowieka, stąd ta troska
Kościoła o „ducha chrześcijańskiego”, który ma charakteryzować imię chrześcijanina. Chodzi
tutaj przede wszystkim o to, by nowo ochrzczony miał swojego świętego patrona, za
pośrednictwem którego będzie się zwracał do Boga. Stąd też Episkopat Polski mobilizuje
duszpasterzy do poruszania tego tematu w kontaktach z wiernymi: Duszpasterze powinni
wcześniej zachęcać wiernych, by swoim dzieciom nadawali imiona katolickie.
Oczywiste jest jednak że tymi, którzy wybierają ostatecznie imię dla dziecka, są jego rodzice.
Inni, jak np. proboszcz, mogą jedynie wyrazić swą opinię. Praktykuje się, że jeśli tzw. pierwsze
imię nie jest katolickie, dodaje się drugie w duchu chrześcijańskim. Pamiętajmy jednak,
wybierając imię dziecku, że najodpowiedniejsze będzie imię świętego lub błogosławionego,
który może zapewnić ochrzczonemu opiekę duchową oraz być dla niego wzorem życia. Chodzi
o to, by dziecko miało swojego uchwytnego patrona, by go znało, czciło, usiłowało
naśladować, a nade wszystko, by posiadało świadomość przynależności do wielkiej rodziny
Kościoła, która składa się również ze świętych. To poczucie wspólnoty i solidarności
z Kościołem zbawionym w Niebie ma duże znaczenie w formowaniu prawdziwego obrazu
Kościoła i żywych więzi ze świętymi patronami.
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś zatem, by imię dla dziecka nadawać bardzo świadomie, po modlitwie
i wspólnym rodzinnym rozeznaniu, w duchu katolickim. Dzięki temu uniknie się przemijających
mód, nieraz bardzo sprzecznych z wiarą, które nierzadko mogą w jakiś sposób skrzywdzić
dziecko przez zbyt ekstrawaganckie imię. Najlepszymi według Kościoła imionami są imiona
64
świętych, dzięki którym nawiązujemy do wielkowiekowej tradycji i oddajemy dziecko
szczególnej opiece danego patrona.
Duchu Święty, Ty w sakramencie chrztu dajesz nam nowe życie i nowe imię. Daj nam łaskę
naśladowania naszych świętych patronów, umocnij dzięki ich modlitwie i spraw, abyśmy
dobrze wykorzystali czas na ziemi, a po śmierci razem z nimi cieszyli się oglądaniem Boga w
Niebie. Amen
65
30. Zobowiązania rodziców dziecka

Wstęp
Choć chrzest jest wydarzeniem jednorazowym, niesie ze sobą cały szereg przywilejów, które
już nieco omówiliśmy. Niesie zarazem też wielkie zobowiązania, dotyczące zwłaszcza wobec
rodziców dziecka, których na Kościół składa obowiązek dalszego przekazywania katolickiej
wiary w rodzinie. Wyjaśnijmy dziś najważniejsze zobowiązania rodziców dziecka oraz
najważniejsze procedury przy zgłaszaniu dziecka do chrztu.
Istota tematu
Jak dobrze wiemy, o chrzest dziecka należy ubiegać się w parafii, gdzie mieszkają jego rodzice.
Stąd istotne jest, aby zgłaszający chrzest przyszli po prostu do kancelarii własnej parafii, aby
tam poprosić o udzielenie sakramentu chrztu dziecku.
Chrzest powinni zgłaszać rodzice dziecka, a więc ojciec i matka, chyba że jakaś uzasadniona
przyczyna uniemożliwia obecność któregoś z nich.
Osobą kompetentną do przyjęcia zgłoszenia chrztu jest duszpasterz, a więc duchowny i to nie
każdy, lecz ten, który rzeczywiście pracuje duszpastersko w danej parafii. Powinien on nie tylko
poznać życie religijne środowiska, w którym dziecko będzie wychowywane, ale przede
wszystkim udzielić rad i potrzebnych wskazówek związanych z wychowaniem religijnym
dziecka, stosownie do potrzeb wynikających ze świadomości religijnej rodziców. Warto
również zachęcić rodziców do uczestnictwa w Eucharystii i jeśli jest to możliwe – przyjęcia
Komunii Świętej w dniu chrztu dziecka oraz pouczyć o chrześcijańskim charakterze
uroczystości domowych.
Przy zgłaszaniu dziecka do chrztu, w celu spisania aktu chrztu, należy przedłożyć:
– metrykę urodzenia dziecka z USC;
– świadectwo ślubu kościelnego rodziców dziecka;
– jeśli kandydaci na chrzestnych pochodzą z innej parafii – zaświadczenie dla rodziców
chrzestnych wydane przez ich proboszcza.
Na podstawie dostarczonych dokumentów duszpasterz dokonuje wpisu do Księgi
ochrzczonych, sporządzając akt chrztu dziecka. Zaraz po spisaniu tego aktu lub w innym
terminie, najpóźniej jednak tuż po liturgii chrztu, rodzice i chrzestni składają podpisy w Księdze
ochrzczonych.
Wskazane jest podczas zgłoszenia dziecka do chrztu, dać rodzicom i chrzestnym karteczki do
potwierdzenia spowiedzi (w przypadku zaświadczenia dla rodziców chrzestnych ta informacja
znajduje się na odwrocie), a także poinformować ich o katechezie przygotowującej do
świadomego uczestnictwa w obrzędzie chrztu i odpowiedzialnego wypełniania funkcji
związanych z religijnym oddziaływaniem na ochrzczonego. Podczas tej katechezy można
66
zebrać wręczone wcześniej karteczki, na których został odnotowany fakt przystąpienia do
spowiedzi św. rodziców dziecka i chrzestnych. Jest to wzorcowy model zgłoszenia dziecka do
chrztu w kancelarii parafialnej. Życie uczy, że nie każdy przypadek mieści się w tak
zakreślonych ramach, ponieważ każda parafia ma też swoje lokalne zwyczaje. Z tego powodu,
zarówno duszpasterze, jak i rodzice powinni być elastyczni w tych kwestiach.
Analizując normy prawa kanonicznego z punktu widzenia praw i obowiązków rodziców
względem swoich dzieci, dostrzegamy, że Kościół prócz wychowania fizycznego, społecznego,
kulturalnego i moralnego wyróżnił także wychowanie religijne, które w wypadku chrześcijan
utożsamia się z wychowaniem chrześcijańskim. Wychowanie religijne dziecka w rodzinie
katolickiej swój istotny akcent znajduje w chrzcie św., do którego rodzice powinni starać się
doprowadzić już w pierwszych tygodniach jego życia. Trudno sobie wyobrazić, aby owi
zatroskani rodzice nie uczestniczyli w chrzcie swojego dziecka, tym bardziej że w samym
obrzędzie chrztu pełnią ważne zadania. Przede wszystkim uczestniczą w modlitwie
odmawianej przez całe zgromadzenie wiernych i wysłuchują pouczenia celebransa, ale także
pełnią istotne czynności liturgiczne:
– proszą publicznie o chrzest swojego dziecka;
– kreślą znak krzyża na jego czole;
– wyrzekają się szatana i składają wyznanie wiary;
– zbliżają się z dzieckiem do chrzcielnicy;
– zapalają świecę chrzecielną;
– otrzymują specjalne błogosławieństwo przeznaczone dla matek i ojców.
Zastosowanie
Od momentu chrztu spoczywa na rodzicach obowiązek doprowadzenia dziecka do poznania
Boga i przygotowania do przyjęcia kolejnych sakramentów. Powinni więc modlić się z
dzieckiem i za dziecko, wyjaśniać odpowiednie znaki religijne i znaczenie świąt, obchodzić
rocznice chrztu, świętować dzień Patrona i uczyć miłości bliźniego, a więc unikania kłótni w
domu, sąsiedztwie, pomocy innym, przebaczenia, uczciwości i szacunku dla starszych.
Spójrzmy, jak realizujemy te wymagania jako rodzice. Może nasza postawa wymaga
wyraźniejszego zaangażowania się w rodzinie w sprawy religijne?
Duchu Święty, przyjdź dzisiaj ze szczególnym umocnieniem do ojców i matek. Ty znasz trudy
ich życia, daj wszelką pomoc w doczesności. Obdarz ich również dar pobożności, aby swoim
przykładem życia umieli pociągnąć swoje dzieci do głębokiej wiary. Amen
67
31. Zobowiązania rodziców chrzestnych

Wstęp
Są takie diecezje w Polsce, w których coraz częściej dzieci są chrzczone tuż przed przyjęciem
Pierwszej Komunii Świętej. Jednym z powodów zjawiska są nie tyle zaniedbania ze strony
rodziców, co o dziwo problemy ze znalezieniem w rodzinie chrzestnych, którzy mają
poukładane życie rodzinne, czyli ślub kościelny i jakieś minimalne życie religijne.
Czyżby Kościół zatem zbyt dużo wymagał od chrzestnych? Zastanówmy się dziś, kto może
zostać rodzicem chrzestnym i czego Kościół oczekuje od tej osoby.
Istota tematu
Prawo i tradycja Kościoła wymaga, aby przyjmujący chrzest, jeśli to możliwe, posiadał
chrzestnego. Należy więc wybrać jednego chrzestnego lub chrzestną lub dwoje chrzestnych.
Jego zadaniem jest – w przypadku chrztu dorosłych – towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu,
a w przypadku chrztu dziecka – wraz z rodzicami przedstawić dziecko do chrztu
oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu
sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki. Można więc powiedzieć, że
wymogi stawiane kandydatom na chrzestnych wynikają z charakteru ich zadań. Jeżeli
rzeczywiście mają być osobami odpowiedzialnymi za rozwój i życie wiary swego „chrześniaka”
czy „chrześnicy”, sami muszą być dojrzałymi i przykładnymi świadkami wiary. Nie może więc
dziwić, że Kościół stawia im wysokie wymagania. Wynikają one z troski o odpowiednie
wychowanie religijne osoby ochrzczonej, dokonujące siew sprzyjającej atmosferze dobrego
przykładu dawanego przez najbliższych. Warunki te zawiera kan. 874 §1 Kodeksu Prawa Kanonicznego
i Instrukcja duszpasterska Episkopatu o udzielaniu sakramentu chrztu dzieciom.
Chrzestnymi zatem mogą być:
• osoby religijne (wyznania katolickiego), bierzmowane, przystępujące do sakramentów
świętych, a jeżeli są małżonkami, żyjące w sakramentalnym związku małżeńskim muszą
odznaczać się wystarczającą dojrzałością do wypełnienia swoich obowiązków
(skończony 16 rok życia)
• muszą prowadzić życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji jaką mają pełnić i być
wolnymi od jakiejkolwiek kary kanonicznej.
Nie mogą być nimi: sami rodzice chrzczonego dziecka, ludzie zbyt młodzi, którzy sami
kształtują dopiero swoją psychikę wiarę, osoby rozwiedzione, pary żyjące w konkubinacie, bez
ślubu kościelnego, osoby niepraktykujące. Nie powinny być wybierane do tej godności osoby
ze względu np. na bogactwo, stan posiadania, osoby z którymi kontakt fizyczny jest w zasadzie
niemożliwy lub bardzo utrudniony np. przebywające na stałe za granicą.
Kościół stawia takie wymagania rodzicom chrzestnym, ponieważ podczas obrzędu chrztu
składają oni wyznanie wiary we własnym imieniu – a nie w imieniu dziecka, dlatego na
chrzestnych nie należy wybierać takich osób, które nie mogą szczerze złożyć tego wyznania.
68
Wiernych należy o tym pouczać zwłaszcza podczas przygotowania do bierzmowania czy
małżeństwa, aby uniknąć nieprzyjemności w czasie bezpośredniego przygotowania do chrztu.
Chrzestni przyjmują na siebie współodpowiedzialność za chrześcijańskie wychowanie dziecka,
zwłaszcza w przypadku, gdy dziecko utraci jedno albo oboje rodziców, względnie, gdy rodzice
zaniedbują religijnie swoje dziecko.
Rodzice chrzestni mają obowiązek wysłuchania przed chrztem dziecka nauki przedchrzcielnej
i mogą to uczynić w parafii własnej lub parafii chrztu. W liturgii Słowa Bożego o ile rzecz została
uzgodniona z kapłanem, mogą przeczytać czytania biblijne i włączyć się w modlitwę
powszechną odmawiając odpowiednie wezwania. Podczas ceremonii chrztu razem z
rodzicami wypowiadają potrójną formułę wyrzeczenia się zła oraz wyznania wiary. Razem z
rodzicami odpowiadają na ostatnie pytanie kapłana, czy chcą, by dziecko otrzymało chrzest:
“Chcemy”.
W zależności od miejscowych zwyczajów rodzice chrzestni przygotowują specjalne pamiątki
chrzcielne: białą szatę przygotowuje matka chrzestna [w niektórych rejonach istnieje zwyczaj
wyszywania imienia dziecka na tej szacie], a ojciec chrzestny przygotowuje świecę chrzcielną.
Często matka chrzestna proszona jest w trakcie ceremonii by to ona trzymała dziecko do
chrztu, lub ubrała dziecku nową szatę, a ojciec chrzestny o to, aby zapalił świecę chrzcielną. Z
okazji chrztu dziecka chrzestni powinni przystąpić do spowiedzi i Komunii św. Na zakończenie
chrzestni razem z rodzicami składają swe podpisy w księdze chrztów.
Rodzice chrzestni powinni być także świadkami bierzmowania swojego chrześniaka, [dobrym
prezentem z tej racji mógłby być np. nowy modlitewnik czy Pismo Święte] oraz uczestniczyć w
ważniejszych wydarzeniach jego życia: (pierwsza rocznica urodzin; I Komunia święta;
bierzmowanie; 18 – rocznica urodzin [dobrze by było zamówić z tej racji Mszę świętą]; ślub;
święcenia kapłańskie; śluby zakonne;). Należy zrobić wszystko, by kontakt z chrześniakiem był
naturalnie częsty, by istniała między wami wzajemna więź np. posyłanie sobie nawzajem
życzeń świątecznych, byłoby mile widziane, by strony odczuwały, że się za siebie nawzajem
modlą, (codziennie powinno się odmawiać dodatkowo wybraną modlitwę w intencji
chrześniaka) oraz to, że mogą liczyć nie tylko na ich materialne wsparcie z racji ważniejszych
wydarzeń, ale na osobisty kontakt, rozmowę, szczególnie w okresie dorastania.
Zastosowanie
Zastanówmy się dziś, czy takimi kryteriami kierujemy się przy ich wyborze, a ci z nas, którzy są
już rodzicami chrzestnymi – niech pomyślą czy dobrze i godnie wypełniają zobowiązania
względem swoich „chrześniaków”?
Duchu Święty, powierzamy dziś Tobie naszych rodziców chrzestnych i naszych chrześniaków.
Umocnij ich swoimi łaskami, tych których odeszli wprowadź do Nieba, a nam daj łaskę
prawdziwie chrześcijańskiego życia. Amen
69
32. Znak krzyża – pieczęć przynależności do
Chrystusa

Wstęp
Mówi się o nim, że jest najważniejszym znakiem chrześcijańskiej wiary. Codziennie kreślimy
go co najmniej raz na naszym ciele. Od niego zaczynamy naszą modlitwę i nim ją kończymy.
Mowa oczywiście o znaku krzyża i formule „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”.
Zastanówmy się jednak, ile w momencie czynienia tego znaku jest naszej wiary, a ile
mechanicznych gestów: czoło, brzuch, lewe i prawie ramię. Niech okazją do tego będzie
wyjaśnienie symboliki znaku krzyża czynionego podczas liturgii chrzcielnej.
Istota tematu
Już od czasów starożytnych znak krzyża był dla chrześcijan niezwykle ważny. Tradycja i spisane
świadectwa mówią nam, że już od czasów apostolskich chętnie znaczono się tym symbolem
jako symbolem typowo chrześcijańskim, a w III w. mamy wyraźne wzmianki o znaku krzyża
jako symbolu przyłączenia człowieka do Chrystusa oraz Jego Kościoła. Tym znakiem
naznaczano również wszystkich, którzy chcieli przyjąć chrzest i przygotować się do jego
przyjęcia w instytucji katechumenatu przedchrzcielnego.
Wielką wagę przywiązywano do godności znaku krzyża oraz konieczności życia
odpowiadającego tej godności. Pisał o tym św. Augustyn: „Gdy na początku uwierzyłeś,
otrzymałeś znak Chrystusa na czole. Jesteś chrześcijaninem, a więc nosisz na czole krzyż
Chrystusa”, zakazujący jednocześnie uczestnictwa w rozrywkach niegodnych chrześcijanina.
Nowe obrzędy chrztu przywróciły ten gest w pierwotnym jego sensie i formie z tym, że po
celebransie znaczą dziecko znakiem krzyża najpierw rodzice, a potem chrzestni. Znak krzyża
jako „znak Chrystusa Zbawiciela” czyni celebrans w imieniu Kościoła Bożego, która z radością
przyjmuje dziecko jako nowego członka . To naznaczenie oznacza przynależność do Chrystusa
oraz wspólnoty Jego Kościoła, dlatego niektórzy porównują go do pieczęci żołnierskiej,
świadczącej o przynależności do Chrystusa i Jego zastępów.
Znak krzyża ma również głębokie znaczenie biblijne. W proroctwie Ezechiela czytamy, że
członkowie wspólnoty, która ocaleje pośrodku apokaliptycznego kataklizmu będą nosili na
czole znak TAW (Ez 9, 4-6), jako znak imienia Boga Jahwe. Jest to literka alfabetu hebrajskiego,
która miała kształt krzyża, stąd chrześcijańska tradycja szybko skojarzyła ów tajemniczy
prorocki znak ze znakiem krzyża, na którym umarł nasz Pan. Z tego powodu sakramenty
chrześcijańskiego wtajemniczenia (chrzest, bierzmowanie i Eucharystia) uchodziły
w starożytności za takie właśnie „opieczętowanie” zbawcze, a znak krzyża kreślony na czole
katechumena wyrażał przynależność do Jezusa i Kościoła – Nowego Ludu Bożego.
70
Skoro krzyż jest tak ważnym i podstawowym znakiem chrztu, a zarazem całego
chrześcijaństwa, każde żegnanie się tym znakiem powinniśmy traktować jako swego rodzaju
odnowienie i przypomnienie sobie łaski chrztu, czyli tego, że zostaliśmy wykupieni z niewoli
szatana i należymy całkowicie do Chrystusa. Zwłaszcza wspólny znak krzyża na początku Mszy
św., czy też żegnanie się wodą święconą stanowi piękne odnowienie chrztu, o ile czynione jest
świadomie i z wiarą.
Zastosowanie
Ile razy czynimy ten znak powinniśmy najpierw pamiętać o wielkiej miłości Jezusa do nas, który
oddał swoje życie na krzyżu, a następnie podziękować za owoce tej śmierci, do których chrzest
stał się dla nas bramą. Wspominając zatem nasz chrzest, nie wykonujmy tego starożytnego
gestu byle jak. Niech nie przypomina on odganiania much, lecz niech będzie wyrazem tego, co
mamy w sercu. Nie wstydźmy się też przeżegnać mijając kościół czy krzyż. Mamy tę łaskę, że
żyjemy w wolnym kraju, podczas gdy wielu chrześcijan w dzisiejszych czasach wciąż oddaje
swoje życie i przelewa krew przyznając się do tego znaku.
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na pozostałe nasze gesty i znaki religijne. Bardzo często
odzwierciedlają one naszą wiarę. Jeśli Pan Bóg jest dla nas ważny, to nie będziemy mieli
problemu, żeby uklęknąć na dwa kolana czy bez pośpiechu przeżegnać się. Jeśli natomiast
modlitwa czy Msza św. jest dla nas przykrym obowiązkiem, wtedy nic dziwnego, że będziemy
czynili te gesty byle szybciej i niechlujnie, nie wchodząc w ich głębokie znaczenie.
Duchu Święty, daj nam wielką miłość do krzyża Chrystusa, na którym dokonało się zbawienie
świata. Prosimy Cię o odwagę i męstwo w wyznawaniu naszej wiary, a tym, którzy dźwigają
swoje krzyże daj łaskę umocnienia w cierpieniu. Amen
71
33. Wyznanie wiary – depozyt, który otrzymaliśmy
i mamy przekazywać dalej
Wprowadzenie
Podczas niedzielnej liturgii eucharystycznej jest taki moment, kiedy zgromadzony Lud Boży
recytuje Credo, czyli wyznanie wiary. Zdarza się, że mylimy to wyznanie z tym, które recytuje
się w codziennym pacierzu. Skąd się wzięły te dwa wyznania, co oznaczają i dlaczego przy
chrzcie rodziców pyta się o wyznanie wiary – na te pytania znajdziemy odpowiedź w dzisiejszej
katechezie.
Istota tematu
Symbole wiary zrodziły się z potrzeb pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, zarówno
misyjnych jak i liturgicznych. Za najstarsze uważa się wyznanie wiary dworskiego urzędnika
królowej etiopskiej: „Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym” (Dz 8,37). Z czasem
powstawało ich coraz więcej, były coraz bogatsze, a ich głównym celem było zebranie tego, co
istotne dla wiary, w zwięzłych i uporządkowanych streszczeniach, przeznaczonych głównie dla
kandydatów do chrztu (KKK 186).
Ta synteza wiary nie została ułożona według ludzkich opinii, ale z całego Pisma świętego
wybrano to co najważniejsze, aby podać w całości jedną naukę wiary. Jak ziarno gorczycy
zawiera w maleńkim nasionku zarodek wielu gałęzi, tak samo streszczenie wiary zamyka w
kilku słowach całe poznanie prawdziwej pobożności zawartej w Starym i Nowym Testamencie.
Takie syntezy wiary nazywamy “wyznaniami wiary”, ponieważ streszczają wiarę wyznawaną
przez chrześcijanina. Nazywamy je również Credo, ponieważ zazwyczaj zaczynają się od
łacińskiego słowa „Credo” czyli “Wierzę”. Nazywa się je także “symbolami wiary”. (KKK 187).
Według starożytnej tradycji symbole wiary zawierają 12 artykułów, symbolizujących poprzez
liczbę Apostołów całość wiary chrześcijańskiej. Choć w ciągu historii Kościoła powstało
w różnych epokach i miejscach wiele lokalnych wyznań, dwa z nich zajmują szczególne miejsce
w Tradycji:
a) Symbol Apostolski – został nazwany w ten sposób, ponieważ słusznie jest uważany za
wierne streszczenie wiary Apostołów. Jest to starożytny symbol chrzcielny Kościoła
rzymskiego. Jego wielki autorytet wynika z faktu, że „jest on symbolem, którego
strzeże Kościół rzymski, Kościół, gdzie miał siedzibę Piotr, pierwszy z Apostołów,
i dokąd przyniósł wyrażenie wspólnej wiary” (KKK 194). Odmawiamy go w codziennym
pacierzu.
b) Symbol Nicejsko-Konstantynopolitański – czerpie wielki autorytet stąd, że jest owocem
dwóch pierwszych soborów powszechnych (w 325 r. i w 381 r.) (KKK 195). Odmawiamy
go podczas uroczystych Mszy św.
72
Symbole wiary w sposób szczególny związały się z chrztem. W starożytności chrześcijańskiej
w ramach przygotowywania dorosłych kandydatów do chrztu celebrowane były dwie
uroczystości, podczas których katechumenom powierzano najpierw symbol wiary do
nauczenia się (traditio), a następnie przed samym chrztem odbierano (redditio). Tylko ci,
którzy byli w stanie bezbłędnie zapamiętać, nauczyć się tych treści umysłem i sercem mogli
przystąpić do chrztu, wedle słów Jezusa: Nie rzuca się pereł przed wieprze i psom tego co
święte (por. Mt 7,9). Pokazuje to, jak wielką czcią otaczano w Kościele wszystkie i poszczególne
dogmaty naszej wiary oraz jak wysokie wymagania stawiane były tym, którzy prosili o chrzest.
Zastosowanie
Dzisiejsza katecheza niech uzmysłowi nam dwie sprawy: depozyt i ciągłość wiary. Wiara jest
depozytem, który przekazywany jest w Kościele niezmiennie od dwudziestu wieków. Jeśli
nazywamy się chrześcijanami, jesteśmy zobowiązani wierzyć we wszystkie prawdy wiary
katolickiej, a także wypełniać je. Dziś niestety coraz więcej wiernych wybiera sobie z nauki
Kościoła (czy nawet innych wyznań) tylko to, co im pasuje, tworząc swego rodzaju „religijną
sałatkę feta”. Kim jesteśmy wobec Boga i Kościoła by mówić: „W to wierzę, w to też, ale z tym
się nie zgadzam?”. Taka postawa jest poważnym sprzeniewierzeniem się depozytowi wiary,
który otrzymaliśmy w chrzcie świętym.
Niech rozważania o symbolu wiary uzmysłowią nam też, że depozyt wiary otrzymujemy po to,
by go przekazać dalej. W ten sposób wiara była przekazywana na przestrzeni wieków – ktoś ją
przyjął i przekazał dalej swoim dzieciom i znajomym. Czy dobrze i skutecznie przekazałem
wiarę moim dzieciom? Warto dziś zadać sobie to pytanie.
Inspiracją mogą być dla nas słowa św. Augustyna: „Niech twoje Wyznanie wiary będzie dla
ciebie jakby zwierciadłem. Przeglądaj się w nim, by zobaczyć, czy wierzysz w to wszystko, co
wypowiadasz. I każdego dnia raduj się twoją wiarą” (KKK 1064).
Duchu Święty, w sakramencie chrztu otrzymaliśmy skarb wiary. Nie daj nam roztrwonić tego
depozytu, ale ucz nas wiernie zachowywać i przestrzegać doktryny wiary Kościoła Katolickiego.
Przyjdź też do tych, którzy tę wiarę utracili, aby powrócili czym prędzej do Kościoła. Amen
73
34. Wyrzeczenie się zła – o walce duchowej
Wprowadzenie
Wiele osób fascynuje się dziś egzorcyzmami. Jeśli przekłada się to na życie i osobistą walkę z
grzechem i złem w życiu, ma to oczywiście sens. Niektórzy jednak dochodzą do tak skrajnych
poglądów, że wszędzie widzą zło i zagrożenia duchowe. Inni natomiast bagatelizują działanie
szatana i idąc po linii myślenia „zachodniego świata”, nie wierzą już w grzech i piekło. Żadna z
tych postaw nie jest dobra, dlatego chcielibyśmy w dzisiejszej katechezie przyjrzeć się, w jaki
sposób chrześcijanin powinien walczyć ze złem. Niech okazją do tego będzie zrozumienie
obrzędu wyrzeczenia się zła, celebrowanego podczas udzielania sakramentu chrztu.
Istota tematu
Niezwykle ciekawe jest zgłębianie starożytnych przekazów dotyczących przygotowywania się
do chrztu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Dowiadujemy się z nich, że pierwsi
chrześcijanie, rozumiejąc doniosłe znaczenie chrztu i świętość, do której powołany jest każdy
człowiek, stawiali bardzo wysokie wymagania dla kandydatów do chrztu. Już od chwili
rozpoczęcia okresu przygotowawczego domagano się od nich jakiegoś zaczątkowego
nawrócenia, które przejawiać się miało w zerwaniu z grzechem i okazjami do niego oraz
w podjęciu fundamentalnych wymagań w zmianie stylu życia. W tamtych czasach było to
zazwyczaj porzucenie zawodu sprzecznego z godnością ucznia Chrystusowego oraz
uporządkowanie spraw małżeńskich. Jeśli przystawali na te warunki, w trakcie przygotowania
oprócz słuchania katechez, kilkukrotnie celebrowano nad nimi egzorcyzmy z wkładaniem rąk
i wypowiedzeniem stosownych formuł. Gdy Kościół zweryfikował faktyczną poprawę życia
moralnego kandydatów do chrztu i byli oni dopuszczeni do tego sakramentu, bezpośrednio
przed chrztem następował moment wyrzeczenia się szatana i jego dzieł. Katechumeni
w symboliczny sposób ustawiali się najpierw w stronę zachodu słońca, a następnie obracali się
ku Wschodowi – symbolizującemu jedyną światłość z wysoka – Jezusa Chrystusa. Ten gest miał
im uzmysłowić, że od tej chwili decydują się zawrócić ze złej drogi i kroczyć już tylko w stronę
Boga.
Te obrzędy pokazują nam, że wraz z przyjęciem chrztu pierwsi chrześcijanie podejmowali
konkretny trud nawrócenia i walki ze złem w swoim życiu. Ponieważ dziś chrzcimy małe dzieci,
od których nie jesteśmy w stanie wymagać tych decyzji, w ich imieniu zobowiązują się do tego
ich rodzice i chrzestni. Padają tu trzy pytania:
– Czy wyrzekacie się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?
– Czy wyrzekacie się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby was grzech nie opanował?
– Czy wyrzekacie się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?
Jeśli odkryjemy rangę i konsekwencje tych słów zrozumiemy, dlaczego Kościół ma problemy z
ochrzczeniem dzieci, których rodzice czy chrzestni prowadzą jawne życie w grzechu. To
wyznanie zobowiązuje bowiem tych, którzy je wypowiadają do zerwania z grzechem,
wszystkimi okazjami do grzechu i wszystkimi dziełami szatańskimi. W przeciwnym razie słowa
te będą wypowiadane nieszczerze, a przecież nikt nie chce kłamać przed Bogiem.
74
Ten akt wyrzeczenia się szatana i jego dzieł powtarzamy również co roku podczas liturgii Wigilii
Paschalnej. Warto zwrócić uwagę na te słowa, ponieważ zobowiązują one każdego
chrześcijanina do intensywnej walki z grzechem i zwrócenia się ku wolności, jaka wiąże się z
życiem w Bogu dzięki łasce uświęcającej.
Zastosowanie
Jak tymi treściami żyć na co dzień? Należy pamiętać, że podlegamy cały czas walce duchowej
o nasze zbawienie. Nie jest to walka równa, bo jako chrześcijanie dzięki Zmartwychwstaniu
Jezusa, który zwyciężył piekło i szatana stajemy już na wygranej pozycji. Do nas należy jednak
codzienna walka o naszą świętość. Musimy pamiętać, że zły duch nie ma nad nami władzy.
Takie reguły ustalił Bóg: Szatan może nas kusić, może zwodzić, podsuwać swoje myśli, rozpalać
w nas namiętności i uczucia, ale nie może nam rozkazywać. Decyzja zawsze należy do
człowieka. Wolna wola: to ogromny dar od Boga, to nasza odpowiedzialność. Święty Jan od
Krzyża pisze: Warto poznawać mistrzów życia duchowego, by od nich uczyć się, jak
postępować, jak wybierać. „Spośród wielu podstępów, jakich używa szatan, by zwieść ludzi
duchowych, ten bywa NAJCZĘSTSZY, że nie kusi wprost do złego, lecz usiłuje wprowadzić ich
w błąd pozorem dobra, ponieważ wie, że za jawnym złem nie pójdą tak łatwo” (św. Jan od
Krzyża, Przestrogi 10).
Zwracajmy zatem często uwagę na to, co się dzieje w naszym sercu, zwłaszcza poprzez
codzienny rachunek sumienia. Warto uczyć się nazywać swoje przeżycia, bo dzięki nim szybko
demaskujemy pokusy złego i możemy podejmować mądre wybory. Chrześcijanin to ktoś, kto
nie lekceważy swojego wroga, bo mamy do czynienia z szatańskimi potęgami, ale również nie
boi się go, ponieważ przynależy do Chrystusa i znajduje się pod opieką Matki Najświętszej. Aby
tak było, należy zadbać przede wszystkim o stan łaski uświęcającej, częstą spowiedź i osobistą
modlitwę. Wtedy będziemy mieli czym odpierać ataki złego. W przeciwnym razie będziemy w
tej walce jak żołnierz bez amunicji – zupełnie bezbronni.
Zapamiętajmy więc, że walka duchowa to walka ze złym duchem. Pole tej walki to twój umysł,
wyobraźnia i uczucia. Cel walki to twoja wolna wola, twoje wolne decyzje. Zły duch to kłamca,
zwodziciel i krętacz. Chrystus Pan to Prawda, Życie i Miłość. Komu dajesz posłuch, komu
bardziej wierzysz? Zostańmy ze słowami św. Hipolita Rzymskiego (+235)
Gdy będziesz kuszony, naznacz swe czoło pobożnie znakiem krzyża. Ten znak cierpienia jest
znakiem przeciwko diabłu, jeśli czynimy to z wiarą, a nie po to, aby być widzianym przez ludzi.
Powinieneś wziąć go na siebie w sposób przemyślany, jakby tarczę, a przeciwnik zobaczy moc,
która pochodzi z serca.
Duchu Święty, umocnij tych, którzy podejmują walkę o swoją świętość. Ochroń nas przed
Nieprzyjacielem i zamieszkaj w naszych sercach na zawsze. Amen
75
35. Woda święcona
Wprowadzenie
Kiedy chcemy powiedzieć, że ktoś panicznie się czegoś boi, mówimy: „Boi się, jak diabeł
święconej wody”. Ile jest w tym prawdy? Czy jest to legenda, czy też diabeł rzeczywiście boi
się święconej wody? W dzisiejszej katechezie chcemy na podstawie liturgii chrzcielnej i liturgii
Wigilii Paschalnej przypomnieć sobie czym jest woda święcona i do czego używa jej Kościół.
Istota tematu
We wszystkich religiach świata woda ma doniosłe znaczenie. Choć jest przezroczysta, prosta
w swym składzie, bezbarwna i bez smaku, jest zarówno symbolem życia, jak też potężnym
żywiołem. Jednym z jej zastosowań jest oczyszczanie z brudu ludzkiego działa i używanych
przez nas przedmiotów. Z tej wielorakiej symboliki bardzo chętnie korzysta Biblia, czego
przykładem jest choćby opis przejścia Żydów przez Morze Czerwone (Wj 13-14). Groźny żywioł
wody ukazuje się nam jako symbol uratowania narodu izraelskiego z niewoli Egipcjan, a także
jako narzędzie kary wykonanej na narodzie egipskim.
Dla chrześcijan istotne znaczenie wody wynika z tego, że sam Pan Jezus (osobiście albo za
pośrednictwem swych uczniów), podobnie jak św. Jan Chrzciciel, udzielał sakramentu Chrztu
św., sakramentu oczyszczenia duszy właśnie w formie kąpieli ciała w wodzie. Przez swój własny
chrzest w Jordanie (Mt 3, 13–17), przez dotknięcie wody własnym najświętszym Ciałem, Pan
Jezus uświęcił żywioł wody i udzielił jej mocy przywracania czystości duszy.
Dzięki temu każdy człowiek, nawet nieochrzczony, przez polanie głowy zwykłą, nawet
niepoświęconą wodą i przez wymówienie formuły „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca, i Syna,
i Ducha Świętego”, może udzielić pragnącemu zbawienia grzesznikowi, nawet najgorszemu
zbrodniarzowi, chrztu św. Przez chrzest łaska Boża zupełnie oczyszcza duszę osoby chrzczonej
od grzechu pierworodnego i od wszystkich grzechów uczynkowych – bez spowiedzi i bez
żadnych aktów pokuty! Tak wielka i przedziwna jest moc tego sakramentu, który wysłużony
jest dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa.
Już od pierwszych wieków chrześcijaństwa symbolika wody była bardzo bliska wyznawcom
Chrystusa. Byli oni bowiem chrzczeni przez całkowite zanurzenie się w wodzie. Na pamiątkę
tego wydarzenia obmywali się wodą przed modlitwami i wchodząc do kościoła, a wodę z wigilii
paschalnej, która została z chrztu katechumenów zabierano do domów, by skrapiać swe
pomieszczenia, chorych i zwierzęta w gospodarstwach rolnych. Z czasem pojawił się zwyczaj
częstszego niż raz w roku święcenia wody i wykorzystywania jej do wszystkich poświęceń,
egzorcyzmów i obrzędów pogrzebu.
Woda święcona, używana dziś często w rytuałach liturgicznych, zasadniczo odwołuje się do
wody chrztu świętego, za pomocą której staliśmy się dziećmi Bożymi. Według formuły
błogosławieństwa woda święcona oddala nieprzyjaciela, chroni domy, pomaga wyjść
76
zwycięsko z walki przeciwko sugestiom i cierpieniom, także fizycznym, wywieranym przez
szatana. Wodę święconą można pić, można też nią zwilżyć ciało w miejscach najbardziej
bolesnych, można a nawet trzeba nią skropić pomieszczenia i przedmioty ogólnego użytku.
Wody święconej mogą używać wszyscy, a zwłaszcza korzystać z niej w sytuacjach pokus
i nękania ze strony złego ducha. Każdy człowiek może się zwrócić wtedy w prosty sposób:
„Szatanie, idź precz ode mnie” i wykonać znak krzyża wodą święconą! Z tym gestem związany
jest nawet odpust cząstkowy.
Wielu świętych pisało, że woda święcona używana z wiarą i należytą pobożnością jest
potężnym środkiem w walce duchowej. Przykładem tego jest choćby św. Terasa z Avili, która
miała szczególne nabożeństwo do wody święconej. W swojej „Księdze życia” (31, 4–6)
napisała, że nie ma skuteczniejszej broni przeciw duchom nieczystym, jak woda święcona. Ta
woda ma niezwykłą moc i może to potwierdzić każdy egzorcysta. Siostra Anna od Jezusa
w procesie beatyfikacyjnym tak świadczyła o św. Teresie: „Ona nigdy nie wyruszała w podróż
bez wody święconej. Jeden raz zapomnieliśmy wziąć tej wody, i ona z tego powodu bardzo
przeżywała. Później zawsze miała ją w buteleczce przy pasku. Mówiła: «Nie wiecie, jakie
pocieszenie daje pokropienie się wodą św. Tak łatwo możemy skorzystać z błogosławieństwa
Najdroższej Krwi Chrystusowej!»”.
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś, że powiedzenie, iż ktoś boi się czegoś, jak diabeł wody święconej jest jak
najbardziej prawdziwe. Dlatego w każdym domu katolickim powinien znajdować się pojemnik
z wodą święconą. Dobrze jest skrapiać się tą wodą robiąc znak krzyża za każdym razem, gdy
wychodzimy z domu w świat, który jest pełen niebezpieczeństw dla duszy i ciała. Pokropienia
wodą święconą mają szczególne znaczenie w czasie pokus diabelskich, choroby, waśni
rodzinnych, zamieszania sąsiedzkiego czy jakiegoś innego niepokoju. Skrapiamy się wodą
święconą także przy każdym wejściu do kaplicy lub kościoła, pokazując przez to, że jesteśmy
odkupieni przez chrzest św. i że mamy prawo w pełni uczestniczyć w modlitwach Kościoła oraz
w ofierze Mszy św. Z chrztu św. wyszliśmy niegdyś jako nowi ludzie, „odrodzeni z wody i z
Ducha Świętego” (J 3, 5), gdy umarł w nas i zaginął człowiek dawny. Każde pokropienie się
wodą święconą ma więc moc oczyścić naszą duszę od grzechów powszednich, a właśnie
grzechy powszednie są największą przeszkodą dla otrzymania tych łask, o jakie prosimy w
modlitwie.
Duchu Święty, Ty działasz poprzez sakramentalne znaki. Dziękujemy Ci za wodę chrztu, która
obmyła nas z grzechu. Prosimy Cię, naucz nas korzystać ze wszystkich łask, jakie daje nam
Kościół, umacniając nas na drodze ku wieczności. Amen
77
36. Olej krzyżma
Wprowadzenie
Jednym z istotnych elementów każdego chrztu jest namaszczenie olejem krzyżma, którego
dokonuje kapłan na głowie ochrzczonego dziecka. Ten piękny i głęboko biblijny znak, dla ludzi
dzisiejszych czasów jest już mało czytelny, dlatego w dzisiejszej katechezie chcemy zrozumieć,
co oznacza namaszczenie tym olejem.
Istota tematu
W Starym Testamencie dość często spotykamy wzmianki o namaszczaniu się ludzi pachnącymi
olejkami czy też oliwą, co stanowiło nie tylko zabieg kosmetyczny, ale także higieniczny
i leczniczy. Namaszczenie takie dawało skórze elastyczność, odświeżało ją i konserwowało,
dlatego bardzo często namaszczano się tuż po wyjściu z kąpieli (np. Dn 13, 17; Est 2, 12; Rt 3,
3; Jdt 10, 3-6). Namaszczanie się uchodziło za znak radości, świętowania oraz symbol
pomyślności, a zaniechanie tej czynności odczytywano jako oznakę żałoby i smutku (np. Prz
27,9; Pwt 10, 3).
Oprócz wykorzystania do typowo świeckich zastosowań, oleju używano także w kontekście
religijnym. Namaszczenie olejem związane było z ustanawianiem królów i przekazywaniem
władzy. Bez namaszczenia, król nie był jeszcze ustanowiony jako wybrany przez Boga władca
Jego ludu. Podobnie było z ustanawianiem arcykapłanów i kapłanów. W duchowym sensie
(bez namaszczania olejem) mówi się także o namaszczeniu prorockim.
Namaszczenie wyrażało i sprawiało, że określona osoba stawała się wybrańcem Bożym,
przeznaczonym do określonych zadań w Bożym planie zbawienia, w pełnieniu funkcji
powierzonej jej przez Boga. Do wypełnienia tych funkcji Bóg umacniał i uzdalniał wybranego
człowieka, a namaszczenie olejkiem symbolizowało owo „namaszczenie mocą Bożą” czy też
„namaszczenie Duchem Świętym”. Namaszczony przestawał być „osobą prywatną”, a stawał
się żywym „narzędziem” Boga w realizacji Jego planów oraz nosicielem Jego darów
i charyzmatów.
Choć w tradycji Starego Testamentu namaszczano królów i kapłanów, Izrael oczekiwał tego,
na którego Bóg wyleje całą swoją moc. Miał to być Mesjasz, od hebrajskiego słowa Masziah –
namaszczony, a co język grecki wyraża słowem Christos. Na Nim skupić się miały wszystkie
dary Boże i Boże posłannictwa. Mesjasz zatem w jednej osobie miał być zarazem Królem,
Kapłanem i Wielkim Prorokiem, a Jego namaszczenie to nic innego jak „wylanie” na Niego
pełni Bożego Ducha i Mocy, uzdalniające Go do wypełnienia wszystkich zadań mesjańskich.
Prorocze zapowiedzi Starego Testamentu mówiły jednak również o tajemniczym „wylaniu”
Ducha Pańskiego na cały Lud Boży i nazywały ten lud „kapłanami Boga”, Jego królestwem
i ludem prorockim, który będzie świadczył o Bogu wobec wszystkich narodów. Te obietnice
spełniły się w osobie Jezusa Chrystusa, na którego w momencie chrztu w Jordanie zstąpiła
78
pełnia Ducha Świętego. Dzięki temu głosił Ewangelię z wielką mocą, czemu towarzyszyły znaki
i cuda. Stał się też kapłanem i królem oraz dał początek nowemu ludowi Bożemu, na który
zgodnie z obietnicą prorocką ma być wylany Duch Pański. On sam będzie tym, który da
swojego Ducha wszystkim wierzącym w Niego.
Podczas chrztu i bierzmowania każdy chrześcijanin zostaje zanurzony w paschalne misterium
śmierci i zmartwychwstania Pana, a także pełni tego misterium – w łasce Pięćdziesiątnicy, czyli
w obdarowanie pełnią Ducha Świętego. Jest to prawdziwe namaszczenie Duchem Świętym,
które włącza nas do wspólnoty kapłańskiej, królewskiej i prorockiej. Przez to namaszczenie
olejem krzyżma świętego Pan Bóg namaszcza nas do pełnienia ważnych misji, o których więcej
powiemy w kolejnych katechezach.
Zastosowanie
Dziś zapamiętajmy, że jedną z istotnych czynności podczas chrztu jest namaszczenie olejem
krzyża świętego na szczycie głowy kandydata do chrztu. Ten obrzęd mówi, że chrześcijanin
został włączony w nowy Lud Boży oraz ma realny udział w Chrystusowych funkcjach
mesjańskich z odpowiedzialnością za ich wypełnienie w życiu. Jest to namaszczenie od samego
Ducha Świętego, który czyni sobie z nas swoją świątynię i mieszka w naszych sercach.
Pomyślmy: Jaką jesteśmy świątynią? Otrzymując namaszczenie, Duch Święty konsekruje naszą
duszę. Każdy grzech przyczynia się do niszczenia tej świątyni. Nie jestem tylko ciałem, ale przez
namaszczenie mieszka we mnie Duch Chrystusa. Jak szanuję tę świątynię? Czy dbam o stan
łaski uświęcającej, o częste sprzątanie tej świątyni podczas spowiedzi? Czy zdaję sobie sprawę
z tego, że od chrztu i bierzmowania jestem w wyjątkowej relacji z Duchem Świętym, który
mnie namaścił?
Duchu Święty, który w sakramencie chrztu świętego namaszczasz nas i włączasz w zbawczą
misję Chrystusa, odnów dziś w nas to święte namaszczenie. Odkryj przed nami, do czego
jesteśmy powołani i uczyń nas ludem prawdziwie królewskim, kapłańskim i prorockim. Amen
79
37. Biała szata
Wprowadzenie
W Kościele każdy kolor ma swój symbol. Możemy to zauważyć patrząc chociażby na szaty
liturgiczne w czasie Mszy św., których kolor zmienia się w zależności od okresu liturgicznego
czy wspominania w liturgii różnych świętych. Jednym z najważniejszych kolorów jakich
używamy jest biel. Stąd na chrzcie daje się dziecku białą szatę, a na ślub panna młoda zakłada
białą suknię. Przypominając sobie nasz chrzest zastanówmy się nad symboliką bieli
i spróbujmy przez to zrozumieć, po co dziecku daje się białą szatę.
Istota tematu
Obrzęd nałożenia białej szaty na nowoochrzczonego niesie ze sobą podwójną symbolikę
znaczeniową: ważna jest tu zarówno sama czynność „przyodziania”, jak też kolor nałożonej
szaty.
Z biblijnego punktu widzenia szata oznacza najpierw błogosławieństwo (obok chleba i wody),
natomiast głód i nagość symbolizują przekleństwo. Pamiętamy również, że wygnanie z raju
wiązało się z nagością, dlatego symbolika szaty oznacza ponowne odzyskanie chwały utraconej
w raju. Pisze o tym św. Paweł, zauważając, że dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Pana
Jezusa możemy dosłownie „przyoblec się” w Chrystusa i stać się dzięki temu nowym
człowiekiem. Założenie nowej szaty oznacza zatem wyjście ludzi z „nagości” jako symbolu
przekleństwa oraz przyjęcie wszystkiego, co Chrystus niesie nam od Ojca i kim jest dla nas jako
Zbawiciel oraz Syn Boży.
Ten sakramentalny fakt przyobleczenia się w Chrystusa, czyli ścisłego zjednoczenia z Nim
oznacza zarówno wielkie obdarowanie, jak i pociąga za sobą konieczność zmiany stylu życia.
Kiedy ktoś daje nam jako prezent swoje ubranie, zwłaszcza, gdy zaprojektowane jest ono przez
słynnego projektanta – jest to dla nas powód do radości. Możemy doświadczyć hojności
naszego dobroczyńcy. Z drugiej strony, tak staramy się chodzić w tym ubraniu, aby go nie
zniszczyć i nie zabrudzić. Tak samo mamy patrzeć na świętość, którą otrzymujemy od Boga
przez obmycie w wodach chrztu: jest to wielki dar, ale należy o niego dbać. Dlatego Apostoł
Paweł pisze: Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności,
a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy więc przyzwoicie jak jasny dzień: nie w hulankach i
pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana
Jezusa Chrystusa (Rz 13, 12–14).
Ubranie również ma za zadanie chronić nas i okrywać naszą nagość. Kiedy jesteśmy
„przyobleczeni w Chrystusa”,żaden zły duch nie może nam zaszkodzić, bo chroni nas sam Bóg!
Okrywa też to, co w nas słabe i grzeszne. Przykrywa wszystkie złe myśli o nas samych, dzięki
czemu obleczeni w Chrystusa nie musimy się siebie wstydzić. Ten z kolei, kto pozostaje bez tej
szaty, a więc bez Boga, patrząc na swoją nędzę będzie cierpiał ból duszy, bo skupi się tylko na
tym, co w nim złe.
80
Oprócz samej symboliki nałożenia szaty niezwykle ważny jest biały kolor. W języku biblijnym
biel jest kolorem światła i życia. Jest więc szczególnie znakiem świątecznej radości, podziwu
oraz triumfu, a także niewinności i czystości. W szatach tego koloru ukazywał się Pan Jezus na
górze Tabor oraz po swoim zmartwychwstaniu, a Ewangelia zaznacza, że biel ta była niezwykle
intensywna (Mk 9, 3). Tak też opisują biały kolor apokaliptyczne teksty Starego i Nowego
Testamentu.
Nie tylko jednak Chrystus Pan ukazywany jest w Biblii w niebiańskiej bieli, jako kolorze sobie
właściwym. Na Jego podobieństwo ubrani są w tę biel również święci. Jest to białość nabyta,
otrzymana od Boga, który oczyszcza człowieka z grzechów i wybiela jego szaty (np. Iz 1, 18).
Świadectwo o tym znajdujemy chociażby w Apokalipsie, gdy św. Jan pisze o wybranych, którzy
przychodzą z wielkiego ucisku, opłukali swe szaty i we krwi Baranka je wybielili (Ap 7, 14).
Zastosowanie
Oczyszczenie w Chrystusie i Jego Krwi przynosi nowe istnienie i usuwa wszelki grzech. Dlatego
ten, kto przyodziany jest w białą szatę jest człowiekiem czystym i niewinnym oraz uczestniczy
też w jakiś sposób w chwale nieba. Wszystko to zaczyna się podczas chrzcielnego wydarzenia.
Nic tez dziwnego, że neofitów (tych, którzy przyjęli chrzest) już od starożytności
chrześcijańskiej przyodziewano w białe lniane szaty. Zatrzymywali oni te szaty, aby
przypominały im, że mają teraz z pomocą łaski Bożej dbać o stan wewnętrznej czystości
i świętości. Z tego powodu również dziś dziecku, które przyjmuje chrzest i nakłada białą szatę,
która ma przypominać zarówno samemu dziecku, jak i jego rodzicom fakt, że chrzest oczyszcza
z grzechu i zobowiązuje do ciągłej świętości.
Zastanówmy się dziś jak dbamy o swoją świętość. Czy dbam o czystość serca? Czy nie żyję
w permanentnym grzechu, który jak błoto oblepia moją duszę? Jezus mówił, że ci, którzy są
czystego serca będą oglądali Boga (Mt 5, 8). Kiedy zatem grzeszymy nic dziwnego, że mamy
wrażenie, że Bóg jest daleko, bo Go po prostu nie widzi – grzech zaślepia nam oczy i brudzi
serce. Może warto dziś odszukać swoją „szatę z chrztu” i zastanowić się nad tym, na ile dbam
o czyste serce.
Duchu Święty, który przez chrzest czynisz nas świętymi i nieskalanymi, daj nam wytrwać
w łasce świętości. Uczyń nasze serca pięknymi i czystymi, abyśmy mogli oglądać Boga na ziemi
i spotkać się z Tobą w Niebie. Amen
81
38. Płonąca świeca
Wprowadzenie
Jednym z najpiękniejszych znaków w Kościele jest ogień. Jest tajemniczy, daje ciepło, oświetla,
spala i sprawia, że po prostu lubimy się w niego wpatrywać. Ten symbol towarzyszy nam także
od pierwszych chwil życia, ponieważ przy chrzcie nad każdym dzieckiem zapala się świecę. Co
oznacza ta zapalona świeca? Odkryjemy to w dzisiejszej katechezie.
Istota tematu
Pierwsze znaczenie świecy chrzcielnej kieruje nas w stronę symboliki światła. Pierwszym
aktem Stwórcy, według Biblii, było właśnie oddzielenie światła od ciemności. Dzieje świata
przyjmują bardzo często w Biblii postać konfliktu i zmagania się światła z ciemnością, stąd też
światło jest symbolem potęgi i zwycięstwa Boga nad mocami ciemności.
Światło oznacza także Bożą mądrość wyrażoną w Prawie i przykazaniach, które niby
„pochodnia” czy „lampa” oświecają drogę życia i prowadzą do ostatecznego celu. W symbolu
światła Biblia wyraża też szczęście człowieka, w ciemnościach zaś widzi symbol jego
nieszczęścia.
Sam Jezus mówił o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną nie będzie chodził
w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 9, 5). Ten, kto przyjmie to światło nie będzie już
chodził w ciemnościach życia, lecz będzie mógł przejść do światła. Co to oznacza praktycznie?
Starożytność chrześcijańska chrzest bardzo chętnie nazywała „oświeceniem”, a tych, którzy
przyjęli ten sakrament „oświeconymi”. Jak rozumieć to słowo? Wyobraźmy sobie, że jest noc
i mamy do przebycia pewną drogę. Jeśli korzystamy z latarki – bez problemów powinniśmy
przejść zadany odcinek. Jeśli natomiast zabraknie światła pobłądzimy, poobijamy się lub wręcz
poranimy siebie czy innych. Im więcej tego światła, tym lepszy komfort podróży. Dzięki tej
analogii możemy lepiej zrozumieć, czym jest światło wiary. Jeśli nasze życie jest tą drogą do
przebycia, to chrzest wyposaża nas w światło wiary, które sprawi, że będziemy w stanie bez
większych problemów rozjaśnić ciemności życia. Mówi o tym św. Jan: Bóg jest światłością,
a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeśli ktoś ma Boga – ten ma światło, zwłaszcza na trudne
sytuacje w życiu. Widzi więcej, rozumie więcej i dzięki temu nie potknie się, ani nie załamie.
Wraz z pojawieniem się Chrystusa Pana i słuchaniem Jego Ewangelii, ustępują ciemności
w naszym życiu. Trzeba jednak poddać się działaniu tego światła i nie uciekać od Niego.
Dlatego oświecenie oznacza również zaproszenie do życia w Bożym świetle, czyli w bliskości
Boga. Dlatego św. Paweł woła: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w
Panu: postępujcie jak dzieci światłości (Ef 5, 8). Jest to więc trud nawrócenia, trud walki ze
starym człowiekiem, z ciemnością, która przez grzech pierworodny zostaje w każdym z nas i
jeśli nie będziemy z nią nic robić – będzie chciała się powiększać.
82
Zastosowanie
Wszystkie te trudne sprawy teologiczne Kościół chce wyrazić w prostym znaku zapalonej
świecy. Kiedy podczas chrztu rodzice dziecka otrzymuje świecę, kapłan wypowiada słowa:
„Przyjmijcie światło Chrystusa”. Jak świeca zapalona od paschału płonie tym samym światłem
co on, tak chrześcijanin zespolony z Chrystusem podczas chrztu i przez Niego „oświecony” ma
świecić chrystusowym światłem, które odtąd rzeczywiście posiada i nosi w sobie. Pan Jezus do
swoich uczniów mówił Wy jesteście światłem świata (Mt 5, 15-16). Oznacza to, że pośród
mroków i zepsucia tego świata chrześcijanin ma być dla innych drogowskazem. Jeśli ktoś
naprawdę żyje wiarą, nadzieją i miłością, rozprowadza wtedy światło Chrystusa w świecie. Inni
widząc jego życie lgną do niego, wyczuwają w nim ogień Ducha Świętego, a więc jakieś
wewnętrzne ciepło, pogodę ducha, nadprzyrodzoną mądrość.
Prośmy dziś Ducha Świętego, aby rozpalił w nas na nowo światło. Niech ono oświeca aktualne
mroki i ciemności naszego życia i niech będzie również drogowskazem dla innych.
Duchu Święty, spraw abyśmy byli światłością świata dla innych. Rozpal w nas na nowo ogień
żywej wiary i spraw, aby nasze świadectwo życia było czytelnym znakiem, zwłaszcza dla
niewierzących. Amen

83
39. Jak świętować chrzest po chrześcijańsku?
Wprowadzenie
Mówi się czasem, że ktoś jest „do tańca i do różańca”. Zawiera się w tym powiedzeniu piękna
prawda, że chrześcijanin to człowiek radości, ale nie byle jakiej radości, bo radości paschalnej.
To zakorzenienie w krzyżu i zmartwychwstaniu Pana Jezusa ma sprawić, że nasze życie będzie
głębokie i będziemy potrafili mądrze przeżywać każdą chwilę, a więc zarówno czas smutku, jak
i czas świętowania; czas pracy i modlitwy, czas narodzin i śmierci.
Spróbujmy dziś zastanowić się, jak po chrześcijańsku świętować radość, zwłaszcza radość
z narodzin dziecka i jego chrztu. Warto więc zapytać, jak w naszych rodzinach powinno
wyglądać świętowanie. Czy wolno nam się bawić, a jeśli tak, to jak to robić, żeby była to
rozrywka godna chrześcijanina?
Istota tematu
Chrześcijaństwo jest religią radości8
. Ze zdumieniem stwierdzamy, że niektórym ludziom
chrześcijaństwo kojarzy się ze smutkiem, z cierpieniem, z rezygnacją z radości życia.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Jezus przyszedł nie po to, aby nasz krzyż był cięższy, ale
po to, aby Jego radość w nas była i aby nasza radość była pełna (por. J 17, 13). Naśladowanie
Chrystusa jest drogą do radości, a nie drogą do smutku czy cierpienia.
Nie ma zatem nic złego w radosnym przeżywaniu czasu, tym bardziej, jeśli radość ta płynie
z serca pełnego Boga. Wiele razy Biblia podkreśla, że źródłem prawdziwej radości jest Bóg:
– J 15, 11 Powiedziałem wam to dlatego, aby moja radość była w was i aby radość wasza była
pełna.
– Rz 14,17 Królestwo Boże – to nie sprawa jedzenia i picia; jego istota – to sprawiedliwość, pokój
i radość, którą daje Duch Święty.
– Flp 4,4 Radujcie się zawsze w Panu, jeszcze raz mówię: radujcie się.
Radość w Panu jest więc nie tylko dobra, jest ona wręcz obowiązkiem każdego chrześcijanina.
Pokazuje na ile żyjemy Ewangelią i na ile pozwalamy w nas działać Duchowi Świętemu. Skąd
więc tyle zamieszania gdy chodzi o chrześcijańską radość? Może dlatego, że wielu wierzących
nie odróżnia radości od przyjemności oraz szuka tej radości nie tam, gdzie trzeba. Wszyscy
bowiem tęsknimy za radością, ale nie wszyscy wiedzą, gdzie leży jej źródło. Paradoksem
radości jest to, że nie możemy jej sobie zagwarantować własną mocą. Wtedy gdy próbujemy
się na niej skupić i zatrzymać ją własną siłą, radość zaczyna tracić na sile i opuszcza nas.
Skupiając się na szukaniu radości, niepostrzeżenie oddalamy się od jej źródła. Warto więc
odróżnić stan głębokiej radości od przyjemności. Przyjemność przemija, jest zmienna, zależy
od emocji, a radość jest trwała, nawet gdy zewnętrzne okoliczności mogą jej nie sprzyjać.
Źródłem radości jest miłość. Nie ma też radości w oderwaniu od osób, z którymi łączy nas
8 Ks. Marek Dziewiecki, Chrześcijaństwo jest religią radości.
https://opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZD/chrzescijanstwor_radosci.html
84
miłość. W naturalny sposób cieszymy się, kiedy nasi bliscy przeżywają piękne i ważne chwile
w ich życiu.
Zastosowanie
Jedną z takich chwil jest chrzest. Nasza polska tradycja ma to do siebie, że na przestrzeni
wieków zespoliła w jeden nurt świętowania nasze najważniejsze ceremonie i uroczystości
osobiste, rodzinne czy państwowe z wiarą. O ile na Zachodzie świeckie uroczystości zostały
w większości w radykalny sposób oddzielone od życia religijnego, my Polacy potrafimy jeszcze
świętować na obydwu płaszczyznach. Kiedy ktoś obchodzi np. urodziny czy rocznicę ślubu –
zarówno zamawiamy Mszę św., jak też urządzamy w domu przyjęcie. I odwrotnie: gdy
chrzcimy dziecko w Kościele, świętujemy też tę uroczystość w domu, z najbliższymi.
Ważne, aby w takim świętowaniu towarzyszyło nam kilka prostych zasad:
1. Nie powinniśmy oddzielać życia od Ewangelii. Jeśli uważam się za wierzącego
człowieka, mam być nim zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności: zarówno
w kościele, jak i w pracy, domu, czy też na imprezie. Te same poglądy, to samo
zachowanie, ten sam kręgosłup moralny. Można więc albo dawać świadectwo
spójności swojego życia z tym, w co się wierzy, albo antyświadectwo, pokazując
duchowy rozdźwięk życia i wiary, zrażając przy tym innych do Kościoła.
2. Powinniśmy zadbać o wysoką kulturę świętowania. Rozrywka to nie tylko suto
zastawiony stół z dużą ilością alkoholu, ale wspólne spędzanie czasu razem; rozmowy,
gry, zabawy, wzajemna integracja. Ponieważ w naszym kraju kultura picia jest niestety
na niskim poziomie, zachęcamy do wielkiego umiaru w tej dziedzinie albo wręcz do
złożenia pięknego świadectwa, jak można bawić się bez alkoholu. W żadnym wypadku
nie można natomiast częstować czy zezwalać na picie alkoholu przez nieletnich. W ten
sposób już na starcie demoralizujemy młode pokolenie Polaków pokazując, że
świętowanie musi kojarzyć się zawsze z alkoholem.
3. Pamiętajmy też o aspekcie religijnym każdej okoliczności naszego życia. Pięknym
zwyczajem jest złożenie komuś życzeń z okazji urodzin, ale jeszcze piękniejszym jest
modlitwa, Msza św. i przyjęcie komunii św. w tej intencji. Jeśli ograniczymy się tylko do
życzeń, jest to owszem piękny gest, ale tylko gest. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić, aby
osoba, której życzymy zdrowia, szczęścia czy pieniędzy to otrzymała, chyba, że sami
wręczymy jej kopertę. Kiedy natomiast modlimy się za drugą osobę, do naszych życzeń
przywołujemy Boga i Jego moc. A Bóg, jak mówi Biblia, może uczynić nieskończenie
więcej niż prosimy czy rozumiemy (Ef 3, 20). Mamy zatem realny wpływ na czyjeś
szczęście, zdrowie, pieniądze i wszystko inne. Korzystajmy z tych okazji i będąc na
chrzcinach, ślubach czy pogrzebach zadbajmy zawsze o stan łaski uświęcającej i
przyjęcie Komunii świętej! To najlepszy prezent, jaki możemy komuś dać!
Duchu Święty, Ty jesteś duchem radości. Pokaż nam piękno chrześcijańskiej wiary
i naucz nas łączyć radości i trudy życia z Tobą, prawdziwym Bogiem. Amen
85
40. Misja prorocka – obowiązek głoszenia
Ewangelii
Wprowadzenie
Podczas chrztu Duch Święty namaścił nas, abyśmy uczestniczyli w Jego prorockiej, kapłańskiej
i królewskiej misji (KKK 1241). Przez to, w jakiśsposób każdy z nas stał się prorokiem, kapłanem
i królem. A ponieważ te tytuły i funkcje są dla nas bardzo często abstrakcyjne i niezrozumiałe,
w ciągu najbliższych katechez wyjaśnimy jak w praktyce realizować nasze chrzcielne
zobowiązania.
Dziś przyjrzymy się misji prorockiej, a więc zaproszeniu do tego, by stawać się prorokami Boga
w dzisiejszych czasach.
Istota tematu
Bardzo często ewangelizowanie kojarzy nam się z misją księży i sióstr zakonnych, zwłaszcza
w krajach misyjnych. Nic bardziej mylnego! Ewangelizowanie to przywilej, a jednocześnie
zaszczyt każdego chrześcijanina, a podstawą do tego jest sakrament chrztu i bierzmowania.
Jeśli ktoś zatem ma wątpliwości, czy ma ewangelizować, niech wie, że swego rodzaju „licencją”
i „zezwoleniem” do tej misji jest pieczęć, którą wycisnął na nas Duch Święty w momencie
chrztu, a potwierdził i umocnił w bierzmowaniu. W ostatnim czasie napisał o tym papież
Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium. Oto jego słowa:
Na mocy otrzymanego chrztu każdy członek Ludu Bożego stał się uczniem-misjonarzem
(por. Mt 28, 19). Każdy ochrzczony, niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia
wykształcenia w wierze, jest aktywnym podmiotem ewangelizacji i czymś niestosownym
byłoby myślenie o schemacie ewangelizacji prowadzonej przez wykwalifikowanych
pracowników, podczas gdy reszta wiernego ludu byłaby tylko odbiorcą ich działań. (…) To
przekonanie przybiera formę apelu skierowanego do każdego chrześcijanina, by nikt nie
wyrzekł się swojego udziału w ewangelizacji. Jeśli ktoś rzeczywiście doświadczył miłości Boga,
który go zbawia, nie potrzebuje wiele czasu, by zacząć Go głosić i nie może oczekiwać, aby
udzielono mu wielu lekcji lub długich pouczeń. Każdy chrześcijanin jest misjonarzem w takiej
mierze, w jakiej spotkał się z miłością Boga w Chrystusie Jezusie. Nie mówmy już więcej, że
jesteśmy «uczniami» i «misjonarzami», ale zawsze, że jesteśmy «uczniami-misjonarzami».
(Evangelii Gaudium, 120)
Papież przypomina nam zatem o misji, którą nam zlecił Jezus, a o której w dzisiejszych czasach
wie tak naprawdę niewielu chrześcijan. Jest to tzw. wielkie przykazanie („wielki nakaz”), który
jest testamentem Jezusa zmartwychwstałego. Jak żaden inny nakaz został on wypowiedziany
uroczyście po zmartwychwstaniu, z niespotykanym dotąd autorytetem: Dana Mi jest wszelka
władza w niebie i na ziemi. (Mt 28, 18), Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu
stworzeniu. Idźcie więc i nauczajcie narody. (Mk 16, 15; Mt 28, 19a).
86
Z tych słów wynika, że wielki nakaz to nic innego jak szczególna forma miłości bliźniego, która
polega na głoszeniu Dobrej Nowiny o zbawieniu w Chrystusie Jezusie. Nie jest to jedna z wielu
opcji do wyboru, lecz obowiązek. Rozkaz Jezusa był jasny i wyraźny: „czyńcie uczniów”. Nie
była to rada czy propozycja, lecz rozkaz równy temu „nie będziesz kradł”, albo „będziesz
miłował bliźniego twego jak siebie samego”.
Jeżeli nie ewangelizujemy, nie tylko popełniamy grzech zaniedbania, lecz jest to wręcz zdrada
Tego, który nam zaufał. Ewangelia to przecież nie jest „coś”, ale „Ktoś” – to Jezus Chrystus,
który oddał swoje życie za nas, trzeciego dnia zmartwychwstał i chce dalej dokonywać dzieła
zbawienia w Kościele. Do tego jednak potrzebuje pracowników w swojej Winnicy. Stąd
prawdziwa odpowiedź na to wezwanie powinna wyrażać się nie w słowach, lecz
w konkretnych czynach. Niepodejmowanie ewangelizacji i zaniechanie składania świadectwa
wiary swoim życiem, to nieposłuszeństwo wobec najwyższego nakazu Jezusa. Znany świecki
ewangelizator, Jose (czyt. Hose) Prado Flores rozumiejąc rangę tego nakazu napisał:
Czy ktoś z nas odważył się wyznać podczas spowiedzi: «Oskarżam się ojcze o to, że nie
ewangelizowałem?». Jeżeli nie ewangelizuję, nie miłuję Pana ponad wszystko. Jeżeli nie
ewangelizuję, nie miłuję brata jak siebie samego. Jeżeli nie ewangelizuję, nie oddaję czci
i chwały Bogu, Ojcu nieba i ziemi. Jeżeli nie ewangelizuję – kłamię, gdy mówię, że jestem
chrześcijaninem. Jeżeli nie ewangelizuję, to tak jakbym kradł dla siebie cenną perłę, którą
powinienem dzielić z innymi. Jeżeli nie ewangelizuję, zabijam dlatego, że nie daję mojemu
bratu szansy na życie w obfitości.
Dodaje również, że wielki nakaz głoszenia Ewangelii zbawienia powierzony przez Jezusa Jego
przyjaciołom zamienił się u wielu katolików w zaniedbanie do tego stopnia, że chrześcijanin,
który nie ewangelizuje stawia pod znakiem zapytania swoje życie wieczne przez to, że nie
wypełnia wielkiego nakazu, od którego zależy zbawienie wszystkich ludzi. Wielkim
nieszczęściem dla Kościoła jest to, że większość katolików nigdy nie słyszała o nakazie
ewangelizacji. Wobec tej perspektywy każdy powinien poczuć strach Pawła: Biada mi bowiem,
gdybym nie głosił Ewangelii! ( 1 Kor 9, 16b).
Zastosowanie
Skoro wiemy już, że mamy ewangelizować i że jest to nasz chrzcielny obowiązek – rodzi się
pytanie: w jaki sposób? To pytanie jest istotne zwłaszcza dla osób świeckich, ponieważ o ile
księża i siostry zakonne wiedzą co i jak mają robić, by głosić Ewangelię, o tyle w przypadku
świeckich, nie jest to już takie oczywiste i może budzić nieporozumienia. W związku z tym,
w najbliższych katechezach wyjaśnimy różne sposoby ewangelizacji w świeckim powołaniu.
Dziś natomiast powiedzmy Panu Bogu: Jeśli chcesz, możesz się mną posłużyć w budowaniu
Twojego Królestwa na ziemi. Nie bójmy się tej decyzji i pamiętajmy, że Pan Bóg nie wybiera
uzdolnionych, ale uzdalnia wszystkich wybranych. Do tego zadania wybrał też Ciebie i Tobą
chce się posługiwać, aby zanieść Dobrą Nowinę do tych, którzy jej nie znają.
Duchu Święty, oto ja, poślij mnie. Jestem gotowy, aby dzielić się moją wiarą i świadectwem
życia. Choć boję się i wydaje mi się, że jestem nieużyteczny do tej misji, daję Ci prawo, abyś
posługiwał się mną. Pokaż mi, co i jak mogę zrobić dla Kościoła. Chcę Ci służyć. Amen
87
41. Misja prorocka – moc świadectwa
Wprowadzenie
Starożytne przysłowie mówi: Verba docent, exempla trahunt, co tłumaczy się „Słowa uczą, ale
przykłady pociągają”. Powiedzenie to pokazuje siłę świadectwa i nam chrześcijanom mocno
uświadamia, że przykład naszego życia może stać się tym, co przyciąga innych do Kościoła,
albo ich odpycha.
Jednym z zobowiązań, które przyjęliśmy w sakramencie chrztu w ramach misji prorockiej, jest
właśnie obowiązek świadczenia o swojej wierze. Spróbujmy zatem dziś odkryć, czym jest
chrześcijańskie świadectwo.
Istota tematu
Niewątpliwą cechą każdego chrześcijanina powinna być spójność jego życia z tym w co wierzy,
a więc świadectwo chrześcijańskiego życia. Ono albo osłabia, albo wzmacnia głoszone słowa.
W wielu przypowieściach Jezus podkreślał, że ludzie nam się przyglądają i albo staniemy się
solą ziemi i światłem świata dla innych, albo będziemy bez smaku, lub – co gorsza – będziemy
dla kogoś powodem zgorszenia.
W dzisiejszej katechezie chcemy sobie zatem uzmysłowić, że naszym chrzcielnym
obowiązkiem jest stać się Ewangelią – Dobrą Nowiną dla drugiego człowieka. Żyjemy w takich
czasach, kiedy wiele osób już nie chodzi do Kościoła, nie modli się i nie czyta Ewangelii. Są to
nieraz nasi sąsiedzi, krewni, koledzy z pracy czy szkoły. Jedyną Ewangelią, jaką mogą
„przeczytać” my sami! Jeśli więc znajdą w nas przykład, który ich pociągnie do wiary – możemy
pozyskać naszych zagubionych braci i siostry dla Boga. Widzimy więc, jak ważne jest nasze
świadectwo życia, o ile faktycznie staramy się żyć zgodnego z wymaganiami Jezusa. Jeśli nie
istnieje spójność pomiędzy życiem i przekazywanymi treściami, chrześcijanin staje się
niewiarygodny i nie ma prawa oczekiwać, że inni uwierzą w to, co głosi..
Co znaczy zatem żyć Ewangelią? To nic innego jak ogłosić panowanie Jezusa we wszystkich
sferach ludzkiego życia. Jeśli Ewangelia nie rządzi naszymi wartościami, zasadami ani
priorytetami, jeżeli nadal pozwalamy sobie na flirt z grzechem, jeżeli żądza władzy i świat
pozorów, albo nadmiar zbędnych dóbr dominują w naszym życiu, oznacza to, że nie jesteśmy
jeszcze zewangelizowani, a więc nie żyjemy tym w co wierzymy. W takim wypadku trudno
będzie przekonać innych do tego, do czego samemu nie jest się przekonanym, a na domiar
złego sam ewangelizator zacznie stopniowo wypalać się i ulegać zniechęceniu.
Wzorem życia dla każdego chrześcijanina ma stać się Jezus, ponieważ On rzeczywiście żył tym,
czego uczył. Był On zarówno Ewangelizatorem, jak i Ewangelią (Mk 1, 1), jednocześnie
przesłaniem i posłańcem. Jego styl życia nigdy nie stał w sprzeczności z Jego słowami, które
jednocześnie rozświetlały sens Jego działań. Ten, kto chce zostać ewangelizatorem musi zatem
nauczyć się na wzór Jezusa łączyć swoje słowa z czynami po to, by jego czyny potwierdzały
88
głoszone słowa. Oba elementy są niezbędne: świadectwo ukazuje wiarę jako żywą jedność,
nauka prawd wiary pomaga w przekazywaniu wiary jako całości, a nie jedynie jej osobistego
doświadczenia przez kogoś. Dzięki temu Słowo Boże nie tylko informuje, lecz działa
i przemienia. Do takiego świadectwa życia zgodnego z Ewangelią zachęca Apostoł Paweł:
Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa (1 Kor 11, 1). Nazywa
sam siebie wzorem do naśladowania zaznaczając wyraźnie, że w ostatecznym znaczeniu to
życie Chrystusa powinno być kopiowane.
Zastosowanie
Posłuchajmy na koniec słów papieża Franciszka (Evangelii Gaudium 121):
W każdym wypadku wszyscy jesteśmy wezwani do ofiarowania innym wyraźnego świadectwa
o zbawczej miłości Pana, który niezależnie od naszych niedoskonałości ofiaruje nam swoją
bliskość, swoje Słowo, swoją moc, i nadaje sens naszemu życiu. Serce twoje wie, że życie nie
jest takie samo bez Niego, dlatego to co odkryłeś, to co pomaga ci żyć i co daje ci nadzieję,
powinieneś przekazywać innym. Nasza niedoskonałość nie powinna stanowić wymówki.
Przeciwnie, misja stanowi stały bodziec, aby nie godzić się z przeciętnością i stale wzrastać.
Świadectwo wiary, do złożenia którego każdy chrześcijanin jest wezwany, zakłada stwierdzenie
podobne do słów św. Pawła: «Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonały,
lecz pędzę, abym też [to] zdobył, […] pędzę ku wyznaczonej mecie» (Flp 3, 12. 14)”.
Zastanów się dziś, czy jesteś dla innych świadectwem czy antyświadectwem. Pomyśl też,
w których dziedzinach Twojego życia możesz już pokazać siebie jako przykład do
naśladowania, a w których musisz jeszcze pracować nad sobą.
Duchu Święty, Ty znasz moje serce i wiesz, że w wielu przestrzeniach nie jestem dobrym
wzorem do naśladowania, dlatego boję się dawać innym świadectwo o swojej wierze. Rozpal
we mnie pragnienie dążenia do świętości i pracy nad sobą, abym stał się dla innych widzialnym
znakiem Twojej potęgi i mocy. Amen
89
42. Misja prorocka – obrona chrześcijańskiej wiary
Wprowadzenie
W rozmowach, które prowadzimy w domu czy w pracy, bardzo często poruszamy wątki
kościelne. Nieraz jest to słuszna debata, mająca na celu dobro Kościoła, lecz chyba znacznie
częściej jest to krytykanctwo zarówno samej wiary, jak i ludzi Kościoła.
Jednym z naszych zobowiązań z chrztu, w ramach misji prorockiej, jest zadanie obrony naszej
wiary. Posłuchajmy w dzisiejszej katechezie, w jaki sposób chrześcijanin powinien bronić
Kościoła i jakie środki otrzymuje, aby tę misję wypełnić?
Istota tematu
Być może zdarzyło się nam otwierać drzwi swojego domu i rozmawiać z wędrownymi
świadkami Jehowy. Bardzo często ich sposób nakłaniania do swojej wspólnoty (a mówiąc
precyzyjniej – sekty) polega na pokazywaniu słabości Kościoła i tych, którzy w nim posługują.
W prowadzonych z nimi rozmowach być może mieliśmy sposobność bronić naszej wiary
i przekonywać, że prawda jest jednak po naszej stronie. Takie działanie, kiedy bronimy
wiarygodności chrześcijaństwa i słuszności prawd w które wierzymy, nazywa się w Kościele
apologią. Zachęcał do tego już św. Piotr: Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto
domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3,15). Autor dodaje,
że należy to czynić z delikatnością, respektem i czystym sumieniem (3,16). To klasyczny tekst
biblijny, który zwraca uwagę, że wiara potrzebuje obrony i uzasadnienia, zwłaszcza gdy
jest kwestionowana. Apologia to właśnie mowa obrończa, odpowiedź na zarzuty, zestaw
rozumnych argumentów, które usprawiedliwiają określoną postawę czy wybór.
Pierwszą autoapologię przeprowadził sam Jezus9. Uzasadniał swoją mesjańską godność Syna
Bożego i posłannictwo wobec własnego narodu. Nastawienie apologetyczne towarzyszyło
także autorom Ewangelii i innych pism Nowego Testamentu. Chcieli oni budzić wiarę w Jezusa
jako Zbawiciela, ale jednocześnie mocno akcentowali historyczność wydarzeń, które opisują,
ich obiektywny charakter. Mówi o tym prolog Ewangelii św. Łukasza: Wielu już starało się
ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci,
którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać
dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł
przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono (Łk 1,1–4). Zwróćmy uwagę, jakie
są intencje św. Łukasza. Chce on „zbadać wszystko po kolei” i przekonać adresata
o „całkowitej pewności nauk”. Wiara chrześcijańska ma racjonalną podstawę, nie jest oparta
na mitach, ale na faktach związanych z Jezusem Chrystusem.
Na przestrzeni wieków Kościół musiał nieraz konfrontować swoją wiarę z różnymi nurtami
religijnymi i filozoficznymi. W dzisiejszych czasach obrona własnej wiary wydaje się być jedną
z najważniejszych umiejętności każdego chrześcijanina. Nie możemy być „letni” i wejść w nurt
9 http://gosc.pl/doc/1303946.Jak-dzis-bronic-wiary/2
90
poprawności politycznej pozwalając, by o Kościele mówiono źle w naszych środowiskach,
rodzinie. Musimy zdobyć się na odwagę obrony wiary. Dobra Nowina nie jest tylko leczeniem
świata, ale także egzorcyzmowaniem. Ewangelia to również walka z mocami ciemności.
To jest ogień, który pali. Sól, która momentami piecze. Postawa krytyczna wobec ciemności w
świecie, jest elementem chrześcijańskiego świadectwa. „To nieprawda, że trzeba szanować
poglądy wszystkich, jak tego chce biblia współczesnego konformisty, który pragnie pozyskać
względy wszystkich i ze wszystkim żyć dobrze. Są idee, którym trzeba się sprzeciwiać, a nawet
zacięcie je zwalczać” – zauważa znany włoski publicysta katolicki Vittorio Messori. Oznacza to,
że powinniśmy jak najbardziej zabierać głos w dyskusjach o Kościele i bronić Go, nawet
kosztem utraty dobrego imienia, kolegów, stanowiska. W przeciwnym razie niczym nie
będziemy się różnić od Piotra czy Judasza, którzy zdradzili Pana: jeden ze strachu, drugi dla
osobistych korzyści. Po tym rozpoznaje się prawdziwego ucznia Jezusa, że umie bronić
swojego Mistrza i swój Kościół, nawet w obliczu prześladowania.
Zastosowanie
Od chrztu świętego mamy być żołnierzami Chrystusa, aby szerzyć Królestwo Boże i bronić go
przed mocami ciemności (por. 2 Tm 2, 3). Być może o tym nie pamiętamy, ale podczas
bierzmowania przyrzekaliśmy bronić swojej wiary i według niej żyć. Otrzymaliśmy również
wtedy pełnię darów Ducha Świętego, aby wypełnić powierzoną nam misję. Prośmy dziś Ducha
Świętego, aby odnowił w nas dar mądrości i odwagi do bronienia katolickich praw. Pamiętajmy
o tej mocy z wysoka, którą już posiadamy, zwłaszcza w chwilach, kiedy musimy się
opowiedzieć za lub przeciw Chrystusowi. Niech Duch Święty wyprasza nam na te chwile
potrzebne łaski.
Duchu Święty, Ty znasz nasze serca i wiesz, jak bardzo boimy się nieraz stanąć w obronie
Kościoła. Umocnij nas darem męstwa i daj nam takie myśli i słowa, aby potrafiły przezwyciężyć
kłamstwo i fałsz naszych przeciwników. Daj nam też serca pełne miłości, abyśmy broniąc wiary,
byli narzędziami pokoju w naszych środowiskach. Amen
91
43. Misja prorocka – rola Ducha Świętego
w ewangelizacji
Wprowadzenie
Jednym z czynników, który paraliżuje wielu wierzących w dziele ewangelizacji czy obrony
swojej wiary jest strach. Boimy się, że opowiadając się za Chrystusem wystawimy się na
śmiech, kpiny czy szyderstwa. Czynimy tak dlatego, że nie do końca wierzymy w obietnice
Jezusa, który powiedział w Ewangelii:
Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie
będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego
będzie mówił przez was. (Mt 10, 19-20) oraz A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle
w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam
powiedziałem. (J 14, 26)
Spróbujmy w dzisiejszej katechezie uświadomić sobie moc Ducha Świętego, którą
otrzymaliśmy w sakramencie chrztu, aby dzielić się Ewangelią i bronić Jej.
Istota tematu
Moc Ducha Świętego jest niezbędna, aby wypełnić wielki nakaz misyjny Jezusa: Tak jak Ojciec
mnie posłał, tak i ja Was posyłam (J 20, 21). W ten sposób uczeń Jezusa może stać się Jego
pełnoprawnym świadkiem i głosić z wielką mocą Ewangelię, z towarzyszeniem właściwych jej
znaków i cudów (Mk 16, 15–18).
Porównując współczesną ewangelizację z ewangelizacją pierwotnego Kościoła, dostrzega się
ogromną różnicę w głoszeniu Słowa Bożego: Apostołowie z wielką mocą świadczyli
o zmartwychwstaniu Pana Jezusa (Dz 4, 22a)10. Ojciec Emilien Tardif z lekką ironią pokazuje
ten kontrast pisząc: „W czasach apostolskich wystarczyło trzyminutowe nauczanie, żeby
nawrócić trzy tysiące ludzi. Natomiast my, wygłaszając trzy tysiące nauk, nie nawracamy
nikogo”11. Aby to zmienić, powinniśmy wracać do doświadczenia pierwotnego Kościoła i uczyć
się owartości na Ducha Świętego od Apostołów, którzy w sali na górze oczekiwali obiecanej
przez Jezusa Mocy z Wysoka (Łk 24, 49, Dz 1–2).
Dzięki takiej modlitwie Duch Święty mógł zstąpić na uczniów i uczynić ich świadkami śmierci
i zmartwychwstania Jezusa. Bezpośrednim owocem tego wydarzenia była pierwsza
ewangelizacja, w czasie której w Jerozolimie nawróciło się ponad 3000 ludzi (Dz 2, 41). Można
zatem zakładać, że nie będzie nowych ewangelizatorów bez wcześniejszego nowego Zesłania
Ducha Świętego12. Jeśli nie zostaniemy porwani przez Ducha Świętego, wszelkie programy
duszpasterskie, mowy teologiczne i próby ewangelizowania nie przyniosą owoców
10 Tenże, Evangelizando con poder, México 2013, s. 62–64. 11 Tenże, Nowi ewangelizatorzy dla nowej ewangelizacji, s. 110. 12 Tenże, Nowi ewangelizatorzy dla nowej ewangelizacji, s. 52.
92
nawrócenia. Dlatego papież Paweł VI pisze: „Nigdy nie może zaistnieć przepowiadanie bez
pomocy Ducha Świętego […]. Techniczne środki ewangelizacji są dobre, ale choćby były
absolutnie doskonałe, nie zastąpią cichego tchnienia Ducha” (EN 75). Duch Święty jest
Ewangelistą w ścisłym tego słowa znaczeniu. To On pociąga każdego do głoszenia Ewangelii
oraz powoduje przyjęcie i zrozumienie słowa zbawienia. Boleśnie doświadczył tego św. Paweł,
gdy na ateńskim Areopagu przekonał się, że skuteczność Ewangelii nie bierze się ze słów
pełnych mądrości i wiedzy, lecz właśnie z działania Ducha Świętego (Dz 17, 22–34). Dlatego
później prosił dla Efezjan o ducha objawienia (Ef 1, 17), który doprowadzi ich do pełnej prawdy
(J 16, 13). Moc ewangelizowania nie pochodzi z krzyków, zdolności sugestii, ani też
z krasomówstwa, lecz ze skutecznego działania Ducha Świętego, czasami dyskretnego,
czasami niesamowitego i cudownego, w wyniku którego ewangelizowany otwiera i poddaje
się głoszonej nauce. Każdy chrześcijanin musi więc przeżyć osobiste zesłanie Ducha Świętego,
ponieważ bez Jego mocy sam usiłowałby przekonać kogoś o prawdzie.
Zastosowanie
Gdy człowiek prosi o Moc z Wysoka, Duch Święty łamie wtedy ludzkie schematy i wszelkie
zabezpieczenia. Każe być dyspozycyjnym i prowokuje do pytania: Co chcesz Panie, abym
uczynił? Daje również odwagę bycia wiernym Ewangelii, bez względu na cenę jaką przyjdzie
zapłacić. Ponieważ Duch wieje tam, gdzie chce (J 3, 8), Jego działanie jest nieprzewidywalne,
pełne niespodzianek, nowe i twórcze. Ten, kto wchodzi w osobistą zażyłość z Trzecią Osobą
Trójcy Świętej jest zaskakiwany wielością darów i charyzmatów, jakie otrzymuje do pełnienia
misji. Powinniśmy zatem codziennie prosić o tak obfite wylanie Ducha, aby można było je
nazwać Chrztem Ducha Świętego (Dz 1, 5). W ten sposób Duch Święty może odnowić cuda
Pięćdziesiątnicy i przywrócić charyzmaty Kościoła pierwszych wieków, odnawiając nas i przez
nas współczesny Kościół.
Pragnijmy więc Ducha Świętego, aby mieć moc i odwagę do mężnego głoszenia Ewangelii
swoim życiem.
Duchu Święty, który jesteś sprawcą ewangelizacji, daj nam Twoją moc z wysoka i uczyń nas
Twoimi świadkami, abyśmy z odwagą i siłą przekonywania potrafili się dzielić z innymi naszą
wiarą. Amen
93
44. Misja prorocka – chrześcijanin wobec świata
Wprowadzenie
Istnieje pewien mit, powtarzany bardzo często przez ludzi wrogich Kościołowi, że wiara jest
czyjąś prywatną sprawą i nie powinniśmy się z nią obnosić. Ten tekst w różnych formach
powtarzają wielcy tego świata mówiąc np., że kiedy ktoś wchodzi do gabinetu politycznego,
lekarskiego czy jakiejkolwiek innej pracy, ma zostawić swoją wiarę przed drzwiami.
Czy rzeczywiście tak jest? Spróbujmy zbadać ten temat i zastanowić się, w jaki sposób
chrześcijanin ma angażować się w życie publiczne.
Istota tematu
Jednym z obowiązków wypływających z chrztu jest misja prorocka, która każe nam być
świadectwami wiary dla innych w każdej okoliczności naszego życia. Nie oznacza to, że mamy
nagle zostawić swoją pracę, swoje powołanie i stać się wędrownym kaznodzieją, tylko chodzi
o to by wiedzieć, że chrześcijaństwo ma być po nas widać: w pracy, w szkole, w rodzinie.
Wzorem takiego postępowania jest dla nas Jezus. Czytamy w Ewangelii, że Jezus bardzo często
przebywał w bramach miast, gdzie koncentrowało się życie ówczesnego miasta: odbywał się
handel, spotkania towarzyskie, rozstrzygały się wszelkie spory i procesy sądowe. Właśnie to
miejsce, tętniące życiem wybrał Jezus na głoszenie Dobrej Nowiny o Bogu i człowieku. Nie
ograniczał jej głoszenia do czterech ścian synagogi ani bliskiego grona przyjaciół. Ewangelia
powinna przekształcać całe społeczeństwo i wzajemne relacje międzyludzkie, dlatego
głoszona była przez Jezusa na forum publicznym, aby wprowadzić tam królestwo
sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym (Rz 14, 17).
Dobra Nowina o zbawieniu, choć stawia na osobistą relację z Bogiem, nie może więc być
zredukowana do indywidualnych praktyk. Nie może być zamknięta również w świątyni
pomimo, że zakłada modlitwę wspólnotową i kult w Duchu i Prawdzie (J 2, 16). Ewangelia nie
ma granic, dlatego Jezus, poruszając się w świecie ówczesnego biznesu i życia handlowego
pragnął uzdrawiać choroby środowiska politycznego i biznesowego, takie jak
niesprawiedliwość, kradzież, łapówkarstwo i oszczerstwa.
Jedną z przyczyn tego, że boimy się publicznie obnosić z wiarą jest komunizm, który walczył
z obecnością Kościoła w życiu publicznym i dążył do rozdzielenia życia religijnego od życia
społecznego czy zawodowego13. Na szczęście nie udało się. Jednak lata indoktrynacji
wywarły pewne piętno. Władzy ludowej udało się zakorzenić u wielu ludzi
przeświadczenie, że wiara jest sprawą prywatną, a Kościół – instytucją, nie zaś wspólnotą.
Niestety, po 1989 r. nic w tej kwestii się nie zmieniło, a nawet ten szkodliwy sposób
13 https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2008/Przewodnik-Katolicki-3-
2008/Rodzina/Wiara-prywatna-czy-publiczna
94
myślenia utrwalił się: Bóg jest, Kościół w zasadzie też, ale moje życie, moje wybory
moralne, moja wiara – to wszystko moja prywatna sprawa.
Takie myślenie jest jednak poważnym błędem! To przekonanie, coraz powszechniejsze
także wśród młodych chrześcijan, nijak ma się do wiary katolickiej, która już ze swej nazwy
jest powszechna. Nie ma takiej dziedziny życia, która mogłaby być wyłączona z życia
religijnego. Wszystko w naszym życiu powinno mieć znaczenie religijne. Chrześcijanin jest
zobowiązany do dawania świadectwa w każdym czasie, w każdej sytuacji, słowem
i czynem. Choćby ze względu na nakaz głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu, który
Pan Jezus kieruje do każdego z nas. To jest właśnie misyjność Kościoła, o której, zdaje się,
coraz mniej chrześcijan jeszcze pamięta. Wiara jest nie tylko osobistym przeżywaniem
relacji z Bogiem, ale także doświadczaniem Go we wspólnocie. Będzie ona zatem zawsze
zjawiskiem głęboko indywidualnym, ale równocześnie bardzo publicznym. Boga nie da się
poznać tylko własnymi siłami. Potrzebna jest jeszcze Jego łaska, której On udziela nam
także przez innych ludzi – swoich świadków.
Wyobraźmy sobie, że odkryliśmy coś unikatowego, coś, czym moglibyśmy uszczęśliwić
innych. Co byśmy z tym zrobili? Zachowalibyśmy tylko dla siebie czy raczej podzielilibyśmy
się z innymi? A przecież Chrystus jest nieskończenie cenniejszy od najbardziej
wartościowych przedmiotów, wynalazków i pomysłów na tym świecie. Mimo to niechętnie
się Nim dzielimy. Chrystus ma wyjątkowo mało świadków, nawet wśród swych gorliwych
wyznawców.
Zastosowanie
Zapamiętajmy dziś, że jako chrześcijanie mamy prawo i obowiązek do publicznego wyrażania
naszej wiary i nikt z tego powodu nie może nas dyskryminować, a tym bardziej zmuszać,
byśmy zamknęli się ze swoją wiarą w czterech ścianach naszych domów. Tu nie chodzi o to,
byśmy zaczęli nagle na siłę manifestować naszą pobożność. Chodzi raczej o to, byśmy mogli
żyć wiarą, wyrażać ją słowem, czynem, gestem, myślą. I by z powodu naszych poglądów nie
odmawiano nam prawa do takiej czy innej pracy. Chodzi tu też o naszą odwagę do dawania
świadectwa. Byśmy nie bali się przeżegnać, przechodząc koło kościoła (ilu z nas pamięta
jeszcze o tym zwyczaju?), nie bali się przyznać, że uczęszczamy na Mszę św., zgodnie z nauką
Kościoła odrzucali antykoncepcję i byli przeciwko aborcji czy eutanazji. Mamy żyć godnie,
w duchu Ewangelii. Prośmy zatem Ducha Świętego o potrzebne siły do dawania takiego
świadectwa.
Duchu Święty, przekonaj nasze serca, że wiara nie jest naszą prywatną sprawą. Daj odwagę,
aby wszyscy, którzy są uczniami Jezusa świadczyli o wierze w swoich środowiskach i czynili
przez to świat lepszym. Amen
95
45. Misja prorocka – ewangelizować „ogniem i
mieczem” czy miłością?
Wprowadzenie
Kiedy napotykamy na swojej drodze jawnych grzeszników i ludzi wrogich Kościołowi, istnieje
pokusa, by zachować się jak Apostołowie Jakub i Jan, zwani „Synami Gromu”. Przypomnijmy
tę historię:
Wyprawił tedy przed sobą posłańców, a ci udali się do pewnego miasta w Samarii, aby Mu tam
przygotować miejsce. Lecz nie przyjęto Go tam, jako że kierował się ku Jerozolimie. Wówczas
Jakub i Jan, uczniowie Jego, widząc to, powiedzieli: Panie; jeśli chcesz, to powiemy, żeby ogień
zstąpił z nieba i pochłonął ich. Lecz On odwróciwszy się zabronił im. 56 I udali się do innego
miasteczka.” (Łk 9,52-56).
Postawa tych dwóch uczniów jest bliska również naszym sercom, zwłaszcza kiedy chcemy
kogoś przybliżyć do Boga, a ta osoba nie chce tego, lub wręcz kpi sobie z nas. Może się wtedy
zdarzyć, że doświadczając zawodu, gdzieś w głębi serca życzymy tej osobie źle, aby
doświadczyła konsekwencji swojego odrzucenia Boga. Czy taka postawa jest chrześcijańska?
O tym będzie dzisiejsza katecheza.
Istota tematu
Przyjrzyjmy się na początek pewnej historii. Rok 2009. Miejsce: przeprowadzający aborcję
Ośrodek Planowania Rodziny w Byan, Teksas. Każdego ranka, gdy dyrektorka ośrodka Abby
Johnonson wysiadała z samochodu i kierowała się do swojego biura witał ją jeden ze
zwolenników ruchu w obronie życia, pikietujących przed wejściem. Nigdy nie padło wobec niej
obraźliwe słowo. Mówił po prostu: „Dzień dobry”, pytał, jak się miewa i dodawał kilka miłych
słów. Z biegiem czasu relacje stały się bardziej przyjacielskie. Gdy w pewnym momencie Abby
Johnson zdecydowała się rzucić pracę w ośrodku miała przyjaciół, do których mogła się
zwrócić. Po dwóch latach, dzięki przyjaźni z tymi chodnikowymi obrońcami życia podjęła
decyzję wystąpienia z we wspólnoty protestanckiej, do której należała od dziecka i wstąpienia
do Kościoła katolickiego, gdzie wkrótce przyjęła swoją Pierwszą Komunię Świętą.
Historia ta pokazuje pewną mądrość i pedagogię w ewangelizacji osób pogubionych. Słowo
Boże mówi, że wiara rodzi się ze słyszenia, a tym, co się słyszy, jest Słowo Boże (Rz 10, 17).
Niestety, w dzisiejszych czasach wiele osób jest zablokowanych na słuchanie Boga czy głosu
Kościoła. Bardzo często wynika to z jakichś nieprzyjemnych doświadczeń, osobistych zranień.
W związku z tym nie chcą słuchać Dobrej Nowiny i wręcz alergicznie reagują na nasze próby
nawrócenia ich. Dlatego pierwszą czynnością, jaką powinniśmy podjąć chcąc ich
zewangelizować, jest otwarcie się na nich i nawiązanie dobrych, przyjacielskich relacji, aby
potem w dobrej atmosferze móc im opowiedzieć o Bogu. Tak czynił Jezus, kiedy chodził
w gościnę do celników i grzeszników. Pamiętamy, że dla wielu było to bulwersujące i gorszące,
96
ale Jezus mówił wyraźnie, że nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci którzy się źle mają (Mt 9,
12), a Jego misją jest zbawić tych ludzi, a nie potępić (J 3, 14).
Takie nawiązywanie serdecznych relacji z grzesznikami, aby „odblokować” ich na Słowo Boże
nazywa się współcześnie preewangelizacją. Chodzi o to, by pozyskać ich dla Królestwa Bożego,
a nie potępić. Nieraz spotykamy się z osobami, które przekreślamy i nie dajemy im po ludzku
żadnej nadziei na nawrócenie. Może warto spróbować być jak Jezus i najpierw okazać im
miłość? Nawracanie metodą ognia i miecza, czy wypominanie czyichś błędów przychodzi nam
dosyć łatwo, ale bardzo często powoduje odwrotny skutek od zamierzonego. Dzieje się tak, że
kiedy ktoś słyszy same złe rzeczy o sobie, zamyka się, blokuje i czuje osaczony. Co innego
natomiast, kiedy komuś w zaufaniu i w duchu miłości mówimy nawet trudne rzeczy o nim
i zapraszamy do nawrócenia. Wtedy taka osoba nasze słowa przyjmuje zupełnie inaczej, bo
wyczuwa naszą autentyczną troskę. Bardzo często poznając tę osobę, historię jej życia,
trudności czy zranienia, zaczynamy rozumieć, skąd pojawiła się niewiara w Boga, jakiś uraz do
Kościoła i możemy wtedy lepiej dostosować metody naszej ewangelizacji.
Zastosowanie
Pomyślmy zatem dziś o osobach, które w naszej opinii są bardzo oddalone od Boga i poprośmy
Ducha Świętego o to, byśmy z tego powodu ich nie przekreślali i nie oceniali, lecz wyszli im
naprzeciw i okazali serdeczną przyjaźń. Niech Duch Święty da nam również odpowiednie
słowa, byśmy potrafili im życzliwie przekazać Dobrą Nowinę i poprowadzili ich do nawrócenia.
Duchu Święty, który poruszasz nasze serca do ewangelizacji, naucz nas mądrze dzielić się naszą
wiarą. Daj nam życzliwość, miłość i przyjazne nastawienie, zwłaszcza do wrogów Kościoła,
aby ich serca były poruszone naszą miłością i Twoim działaniem. Amen
97
46. Misja kapłańska – co to znaczy, że jestem
kapłanem?
Wprowadzenie
W Konstytucji Dogmatycznej o Kościele napotykamy tajemniczy tekst, w którym czytamy, że
każdy z nas na mocy chrztu ma udział w kapłaństwie powszechnych Chrystusa (KK 34). Czy to
nie jest czasem pomyłka? Przecież wiemy, że istnieje w Kościele podział na księży, świeckich
i osoby życia konsekrowanego. Co zatem oznacza to sformułowanie, że każdy chrześcijanin
jest w jakiś sposób kapłanem? O tym opowie nam dzisiejsza katecheza.
Istota tematu
Musimy na początku wyjaśnić trzy istotne prawdy:
Pierwsza – Kapłanem Nowego Testamentu w najgłębszym sensie jest Jezus Chrystus. On przez
krzyż i zmartwychwstanie stał się Arcykapłanem, jedynym pośrednikiem między Bogiem
a ludźmi. W Nim jest podstawa, źródło i uzasadnienie kapłaństwa w Kościele. „Sam Chrystus
jest prawdziwym kapłanem, a inni są tylko Jego sługami” (św. Tomasz z Akwinu).
Druga prawda. Są dwa sposoby uczestniczenia w jedynym kapłaństwie Chrystusa. Istnieje tak
zwane kapłaństwo wspólne, na mocy chrztu wszyscy wierzący stanowią święty kapłański lud.
W tym sensie wszyscy jesteśmy powołani do czynienia życia modlitwą na chwałę Boga,
do składania ofiary ze swojej codzienności, czynienia widzialnym Chrystusa w świecie przez
świadectwo. To powszechne kapłaństwo nie jest urzędem, ale powołaniem do budowania
Kościoła swoją wiarą, nadzieją i miłością.
Prawda trzecia. Istnieje kapłaństwo urzędowe, hierarchiczne, przekazywane przez sakrament
święceń. Różni się ono od kapłaństwa wspólnego co do istoty. Kapłan na mocy święceń działa
„w osobie Chrystusa-Głowy”. To kapłaństwo jest zarazem służbą ludowi i wykonywaniem
świętej władzy. Nie ulegajmy propagandzie, że każda władza oznacza przemoc czy odebranie
wolności. Kapłan reprezentuje Chrystusa, a zarazem reprezentuje Kościół. Brzmi to być może
zbyt „teologicznie”, lecz pokazuje nam, że jedynym zadaniem księdza jest prowadzenie ludzi
do Chrystusa-Kapłana.
Widzimy zatem, że Kościół wyraźnie rozróżnia dwa sposoby uczestniczenia w kapłaństwie
Jezusa Chrystusa: kapłaństwo wspólne i urzędowe. O tym urzędowym opowiemy w kolejnej
katechezie. Dzisiaj spróbujmy zrozumieć, co w praktyce oznacza nasz udział w kapłaństwie
wspólnym. Wyjaśnijmy to na przykładzie obrzędu ofiarowania podczas Mszy św.
Obrzęd ten jest niezwykle ważny, ponieważ pięknie pokazuje prawdę o kapłaństwie
powszechnym. Wybrzmiewa ona jeszcze bardziej we wprowadzeniu do modlitwy nad darami,
kiedy celebrans wzywa wiernych do modlitwy słowami: „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę
przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący”. Ta bardzo jasna formuła pokazuje, że ofiara jest moja
98
(kapłana) i wasza (wiernych), ale istnieje inny stosunek do tej ofiary ze strony kapłana i
wiernych. Tę prawdę o kapłaństwie wspólnym objaśnia św. Piotr: Wy również, niby żywe
kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla
składania duchowych ofiar przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa (1 P 2, 5).
Czym więc są te duchowe ofiary? Najkrócej mówiąc, jest to całe życie chrześcijanina. Życie
rodzinne, małżeńskie, działalność apostolska, praca, modlitwa, wypoczynek, a nawet
utrapienia stają się duchowymi ofiarami dla Pana Boga. Dla Niego ważne jest nasze życie, my
jesteśmy ważni. Życia chrześcijańskiego nie można sprowadzać jedynie do tego, co robimy
w kościele. Pięknie pisze o tym kardynał Joseph Ratzinger, zauważając, że kapłaństwo
powszechne polega na życiu na wzór Boga i urzeczywistnianiu tego posłannictwa, jakim jest
czynienie świata miejscem adoracji Pana tak, aby cały świat stał się świątynią i darem
ofiarnym. Dlatego im lepiej będziemy rozumieli, że nasze życie, radości i cierpienia możemy
włączyć w ofiarę Chrystusa, tym głębiej będziemy przeżywali Mszę św. Również odwrotnie –
zgłębiając misterium Mszy św. jako ofiary Jezusa, będziemy lżej przeżywali nasze cierpienia,
rozumiejąc sens tej ofiary.
Zastosowanie
Zagłębiając się w kapłańską misję każdego z nas spróbujmy przeżyć ten tydzień w postawie
składania ofiar. Gdy ktoś nas zrani, coś nas zaboli, spotka cierpienie, choroba, przykrość – nie
denerwujmy się, ale pomyślmy, że mamy okazję złączyć się z Chrystusem Arcykapłanem.
Wzbudźmy też intencję w jakiej chcemy ofiarować te cierpienia, ponieważ staną się one ofiarą
dopiero wtedy, gdy złożymy je świadomie. Inaczej będą bezsensownym cierpieniem, które
nikomu nie pomoże. Prośmy więc Ducha Świętego o serce otwarte na składanie duchowych
ofiar z naszych radości i smutków dla Pana.
Duchu Święty, który na chrzcie czynisz nas ludem kapłańskim, naucz nas postawy życia
w nieustannym ofiarowaniu się Bogu Ojcu. Niech każda nasza radość i smutek będzie ofiarą
miłą Tobie, którą posłużysz się do zbawiania świata, zwłaszcza do nawrócenia zatwardziałych
grzeszników. Amen
99
47. Misja kapłańska – o kapłaństwie urzędowym
Wprowadzenie
W ostatniej katechezie mówiliśmy, że chrzest włącza nas w kapłaństwo Jezusa Chrystusa na
dwa sposoby: kapłaństwo powszechne i kapłaństwo urzędowe. Dowiedzieliśmy się, że każdy
z nas jest w pewien sposób kapłanem, gdy składa Bogu duchowe ofiary ze swoich radości
i cierpień, ofiarowując je w konkretnych intencjach. Łączymy się wtedy z krzyżem Chrystusa, a
nasze ofiary mają ogromną moc wynagradzającą, dzięki której może nawrócić się wielu
grzeszników.
Wiemy też, że Pan Bóg ustanowił kapłaństwo urzędowe, a więc księży i biskupów, których
mianował sługami i zwierzchnikami powierzonego im ludu. Opowiedzmy sobie dziś więcej o
tym, kim jest kapłan i jakie są jego zadania.
Istota tematu
Warto przytoczyć na początek fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego, który wprowadzi
nas w istotę dzisiejszego tematu (KKK 1547)
Podczas gdy kapłaństwo wspólne wiernych urzeczywistnia się przez rozwój łaski chrztu, przez
życie wiarą, nadzieją i miłością, przez życie według Ducha, to kapłaństwo urzędowe służy
kapłaństwu wspólnemu. Przyczynia się ono do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest
ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół.
Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń.
Kapłan to ktoś, kto przez specjalne święcenia oddaje się na wyłączność Panu Bogu i ma służyć
Kościołowi poprzez sprawowanie sakramentów, głoszenie Ewangelii, modlitwę
i towarzyszenie duchowe. Jest to niezwykłe obdarowanie, do którego Pan Bóg zaprasza
wybranych przez siebie mężczyzn, aby byli szafarzami Bożych tajemnic. Kapłan na co dzień ma
bowiem do czynienia z najświętszymi tajemnicami wiary: dotyka swoimi dłońmi samego
Jezusa w Eucharystii, rozdaje Boże przebaczenie i miłosierdzie w sakramencie pokuty
i pojednania, i jak uczy Kościół, to właśnie w nim sam Jezus w jakiś szczególny sposób przebywa
i uobecnia się, zwłaszcza, gdy sprawuje sakramenty.
Z drugiej strony, wielkość i zobowiązania tego powołania są bardzo wymagające. Mówi o tym
papież Benedykt XVI: Wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr
możemy wołać: “Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8), bo z trudem
przychodzi nam uwierzyć, że to właśnie nas Chrystus powołał. Czy nie mógł On wybrać kogoś
innego, bardziej zdolnego, bardziej świętego? A właśnie na każdego z nas padło pełne miłości
spojrzenie Jezusa, i temu Jego spojrzeniu trzeba zaufać.”
Kapłan jest więc osobą, od której wierni mają prawo wymagać dużo więcej, niż od
przeciętnego chrześcijanina, praktycznie pod każdym względem: modlitwy, moralności,
kultury bycia, zachowania, czy wiedzy. Pięknie wyraził to wspominany już przez nas papież
100
Benedykt: Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania
człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii,
budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia
duchowego (…). Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do
praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie,
otwartości wobec kierownika duchowego i ufności w miłosierdzie Boże.
Aby kapłani byli tacy, jakich oczekujemy potrzeba zarówno osobistego dążenia do świętości
każdego księdza, jak też modlitwy ze strony wiernych. Tylko wtedy będziemy mieli takich
kapłanów, jakich potrzebujemy: mądrych, ojcowskich, rozmodlonych, mających Boże
patrzenie na świat, a przede wszystkim pasterskie serce.
Zastosowanie
Kiedy ostatnio modliłeś się za „swojego” księdza? Krytyka i narzekanie niewiele zmieni, gdy
ksiądz błądzi, ale za to modlitwa i osobista rozmowa tak! Postanówmy sobie dziś stałą
i systematyczną modlitwę za swoich pasterzy. Oni bardzo tego potrzebują, aby dobrze pełnić
powierzoną im misję. W wielu parafiach istnieje piękny zwyczaj tzw. margaretek, zobowiązań,
w których zbiera się grupa osób i codziennie modli się za danego kapłana jednym dziesiątkiem
różańca. Może warto taką modlitwą i troską otoczyć swoich kapłanów.
Duchu Święty, daj nam poczucie odpowiedzialności za naszych kapłanów. Pokaż nam, jak wiele
zależy od naszej modlitwy i rozbudź w nas wielkie pragnienie modlitwy za naszych duchowych
pasterzy.
Duchu Święty, dziękujemy Ci za sakrament święceń i za kapłaństwo urzędowe. Naucz nas
wzajemnej odpowiedzialności za siebie i poruszaj nasze serca do modlitwy za naszych
kapłanów, aby byli święci i aby dobrze prowadzili nas do Boga.
101
48. Misja kapłańska – skąd się biorą księża?
Wprowadzenie
Skąd się biorą księża? To pytanie postawił kiedyś jeden ksiądz na kazaniu do dzieci.
Odpowiedziały mu prosto, po dziecięcemu: z kapusty. Doskonale jednak wiemy, że sprawa jest
dużo bardziej poważna, a w dzisiejszych czasach wręcz niepokojąca. Obserwujemy bowiem
systematyczny spadek ilości powołań kapłańskich.
Zastanówmy się w dzisiejszej katechezie, skąd faktycznie biorą się powołania do kapłaństwa
i życia zakonnego oraz co możemy zrobić, aby tych powołań było więcej.
Istota tematu
Historia każdego księdza jest inna, indywidualna. Mimo wszystko każdy ksiądz w pewnym
momencie swojego życia usłyszał w sercu zaproszenie „Pójdź za mną”. Jedni okryli to
powołanie będąc jeszcze dzieckiem, inni w okolicach matury, a jeszcze inni będąc dorosłą i
dojrzałą osobą. Tajemnica powołania u każdego jest inna, ale zawsze jest to pewien rodzaj
zaproszenia, by pójść za Jezusem tak na 100 % i oddać się Jemu w całości, aby służyć Bogu i
ludziom. Być może nie wszyscy o tym wiedzą, ale jest to tajemnica jakiejś szczególnej miłości,
uwodzący i słodki głos, który każe poświęcić ziemską miłość w służbie większej miłości. Tym
co sprawia, że człowiek chce wejść w to powołanie nie jest więc strach, szukanie kariery i
własnych korzyści, ale właśnie miłość i zakochanie w Jezusie. To jest istota powołania
kapłańskiego i życia konsekrowanego – pytanie Jezusa: Czy kochasz mnie więcej, aniżeli ci? (J
21, 15-23).
Skoro powołanie do kapłaństwa jest powołaniem do szczególnej miłości względem Boga
i ludzi, możemy tu zatrzymać się i spróbować zastanowić się, dlaczego w dzisiejszych czasach
spada liczba księży i seminarzystów? Odpowiedź wydaje się prosta: w wielu rodzinach brakuje
dziś zarówno Boga, jak i prawdziwej miłości. Jeśli młody człowiek nie będzie miał osobistej
relacji z Bogiem, a do tego będzie wzrastał w rodzinie o słabej wierze czy rodzinie rozbitej –
nikłe są szanse, że odkryje ten Boży głos w swoim sercu. Pan Bóg mówi cicho i delikatnie,
a kultura hałasu, konsumpcjonizmu i troski o siebie skutecznie uniemożliwia usłyszenie. Gdy
dodamy do tego jeszcze problemy współczesnych młodych ludzi, którzy nie mają odwagi
i dojrzałości, by oddać swoje życie drugiemu, tak w kapłaństwie, jak i małżeństwie –
zobaczymy klimat bardzo niesprzyjający rozeznawaniu tego powołania. Kapłani rodzą się
i kształtują w naszych rodzinach. To czy odpowiedzą na głos Bożego powołania zależy więc w
znacznej mierze od rodziców i od sposobu wychowania.
Wróćmy jednak do samego powołania. Jeśli ktoś odczuwa, że Jezus zaprasza go do takiej
służby Kościołowi, powinien udać się do seminarium, aby tam przez 6 lat rozeznawać, czy
dobrze odczytuje Boży głos. Jest to czas intensywnej modlitwy oraz formacji: ludzkiej,
teologicznej, duchowej i duszpasterskiej. W każdej chwili młody człowiek może odejść jeśli
rozpoznaje, że nie jest to jego miejsce. Wiele jest pięknych świadectw młodych chłopaków,
którzy potem zakładając rodziny mówią, że ten czas bliższego poznania Boga był im bardzo
potrzebny. Na piątym roku studiów alumn przyjmuje święcenia diakonatu, od których staje się
102
już osobą duchowną. Nosi stułę na jednym ramieniu, może już głosić homilię, sprawować
niektóre sakramenty i zobowiązuje się do życia w celibacie dla Królestwa Niebieskiego. Na
zakończenie formacji diakoni przyjmują święcenia prezbiteratu i stają się pełnoprawnymi
kapłanami. W parafiach, z których pochodzą, odbywają się tzw. prymicje – piękne
uroczystości, kiedy rodzina neoprezbitera i cała parafia cieszą się z nowego księdza.
Niekiedy Pan Bóg przez Papieża wybiera bardziej doświadczonych księży do tego, by
posługiwali jako biskupi. Mogą wtedy udzielać wszystkich sakramentów i troszczą się o sprawy
diecezji. Jedną z najwyższych godności w Kościele jest natomiast nominacja kardynalska.
Kardynałowie, którzy pozostają nadal biskupami są jakby filarami Kościoła powszechnego i
mogą spośród siebie wybierać zwierzchnika Chrystusa na ziemi – papieża.
Na koniec kilka praktycznych wskazówek, jak zwracać się do księży różnych stopni i godności:
– do księdza zwyczajowo mówimy: proszę księdza, a gdy witamy się wypada powiedzieć „Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus” lub mniej formalnie „Szczęść Boże”. Pamiętajmy, by nie
mówić „Szczęść Boże” rozpoczynając spowiedź, tylko „Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus”, ponieważ korzystamy wtedy z sakramentu, który jest święty
– do biskupa zwracamy się „Ekscelencjo” lub „Księże Biskupie”, a do kardynała „Eminencjo”,
lub „Księże Kardynale”.
Zastosowanie
Pomódlmy się dziś za tych, którzy rozeznają swoje powołanie. Sam Jezus nas do tego zachęca
słowami Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, aby
wyprawił robotników na żniwo swoje (por. Łk 10, 1-3). Żniwa są obrazem sytuacji Kościoła.
Żniwo wielkie – miliony ludzi głodnych prawdy, głodnych Boga – takich, którzy nigdy o nim nie
słyszeli, wielu takich, którzy od Niego odeszli. A robotników wciąż za mało, wciąż zbyt mało
święci. Może to zmienić tylko nasza modlitwa…
Duchu Święty, wzbudzaj nowe, liczne i święte powołania do życia kapłańskiego
i konsekrowanego w Kościele. Daj usłyszeć Twój głos w sercach młodych ludzi, którzy ochotnie
i ofiarnie pójdą za Tobą aby służyć Kościołowi. Prosimy o to szczególnie dla naszej diecezji
i naszej parafii. Amen
103
49. Misja królewska – czym jest chrześcijańska
miłość?
Wstęp
Konsekwencją przyjęcia sakramentu chrztu jest również udział w królewskiej misji Chrystusa.
W Starym Testamencie król był pasterzem i opiekunem Ludu Bożego. Jezus z kolei mówił
o sobie: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak
Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie
są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna
owczarnia i jeden pasterz” (J 10, 14–16). Jako chrześcijanin jesteś więc zaproszony do tego, by
uczestnicząc w królewskiej misji Chrystusa kochać drugiego człowieka. Podczas dzisiejszej
katechezy spróbujemy odpowiedzieć na pytanie co powinny znaczyć słowa „kocham cię” w
ustach chrześcijanina?
Istota tematu
Słowo „miłość” to jedno z najbardziej wieloznacznych pojęć używanych w każdym ludzkim
języku. Często mylone jest z pożądaniem, zauroczeniem, potrzebą bezpieczeństwa albo
przynależności do kogoś. Miłość wbrew pozorom nie jest również uczuciem. Emocje
towarzyszą miłości, są jednak krótkotrwałe. Zakochanie nie jest tym samym co miłość.
Miłość jest postawą. Oznacza to, że jest wyuczoną skłonnością do reagowania w określony
sposób. Jest aktem wolnej woli człowieka pobudzonej rozumem – kocham cię, bo chcę, a nie
muszę. Miłość jako postawa nie zależy od emocji, które mogą, ale nie muszą jej towarzyszyć.
Miłość dla chrześcijanina to pragnienie dobra dla drugiej osoby. Mówiąc „kocham cię”
przekazujemy drugiemu człowiekowi informację o tym, że pragniemy jego szczęścia. „Kocham
cię”, czyli: „chcę, żebyś był szczęśliwy”. Co to jest szczęście? Mówiąc najkrócej: to stan
w którym czuję, że mam wszystko czego potrzebuję a moje życie ma sens. A więc miłość jest
zaspokajaniem potrzeb. Potrzeb, ale nie zachcianek. Potrzeb drugiego człowieka ale i swoich
własnych. Jezus powiedział: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Nie mniej nie bardziej,
ale jak siebie samego. Miłość polega więc na takim samym pragnieniu dobra własnego i
cudzego.
Dla chrześcijanina nie ma większego dobra niż bezpośredni kontakt z Bogiem, dlatego
człowiek wierzący w Chrystusa miłość rozumie jako troskę o głęboką, żywą relację z Bogiem.
Mówiąc „kocham cię”, deklaruje chęć pomocy w nawiązaniu i pogłębianiu relacji z Bogiem.
Chrześcijanin uczy się miłości od samego Boga, który pierwszy pokochał człowieka. „Tak
bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego
wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J 3,16). Nowe przykazanie, którego nauczył Jezus
jest najważniejszym przykazaniem i dotyczy właśnie miłości: „Będziesz miłował Pana Boga
swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego
jak siebie samego”.
104
Zastosowanie
Pomyśl dzisiaj o ludziach, których kochasz. W jaki sposób okazujesz im miłość? Gdybyś
mógł powiedzieć im, że ich kochasz bez używania słów, w jaki sposób byś to zademonstrował?
Przypomnij sobie wszystkich, których Bóg stawia w tym czasie na twojej drodze i zastanów się
jak możesz okazać im to, że pragniesz ich szczęścia.
A ty, czy czujesz się kochany? Poproś dzisiaj Boga, by posłał Ci Ducha Świętego, który jest
miłością Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, aby pozwolił ci bardzo konkretnie doświadczyć tego, że
jesteś Jego ukochanym dzieckiem.
Duchu Święty, który jesteś jedyną i prawdziwą Miłością, ustrzeż nas przed fałszywymi
obrazami miłości. Przyjdź dziś zwłaszcza do tych, którzy czują się niekochani i wypełnij głód ich
serca Twoją żywą obecnością. Amen
105
50. Misja królewska – dobroczynność jako
narzędzie ewangelizacji
Wstęp
Realizując królewską misję Chrystusa każdy chrześcijanin jest zaproszony do okazywania
miłości wszystkim ludziom, zwłaszcza tym najbardziej potrzebującym. Miłość do drugiego
człowieka zakłada troskę o wszystkie jego potrzeby, również te materialne. Dlatego każdy
chrześcijanin jest zaproszony do tego, by dzielić się z innymi tym co posiada. Dzisiejsza
katecheza wyjaśni na czym polega właściwie rozumiana dobroczynność.
Istota tematu
Dobroczynność jest niezwykle trudną umiejętnością. Mówi się niekiedy, że ostatnią
przestrzenią w człowieku, która się nawraca jest jego portfel. Dlaczego jako chrześcijanie
mamy problem z dawaniem? W Księdze Aggeusza 1,6 Bóg ustami proroka mówi: „Siejecie
wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie ma go do sytości; pijecie, lecz nie
gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się nie rozgrzewacie; ten, kto pracuje, aby zarobić,
pracuje [odkładając] do dziurawego mieszka!”. Człowiek ze względu na grzeszną naturę
nigdy nie jest w stanie zaspokoić żądzy posiadania i bardzo łatwo ulega chciwości. Trudno
mu przyznać, że posiada wystarczająco dużo.
Dobroczynność jest sposobem, który Bóg proponuje człowiekowi aby ten nie był
zniewolony chciwością i mógł cieszyć się wolnością dziecka Bożego. Wolnością ubogiego,
czyli osoby, która u Boga ma wszystko i która wierzy, że w chwili gdy będzie czegoś
potrzebować Bóg tę potrzebę zaspokoi. Dobroczynność nie dotyczy jedynie finansów, ale
wszystkiego co posiadamy: czasu, sił fizycznych, zdolności, umiejętności.
Dary przynoszą korzyść otrzymującemu, ale według Bożej ekonomii, składane
z właściwą intencją są korzyścią również dla dawcy. Dzieje Apostolskie przypominają, że
„więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20,35). Jakie więc są korzyści
związane z dawaniem?
Przede wszystkim dobroczynność kieruje serce dawcy ku Bogu, od którego
otrzymaliśmy wszystko co posiadamy: Cóż masz czego byś nie otrzymał? (1Kor 4,7).
Wszystko co uznajemy za swoją własność w rzeczywistości należy do Boga. Dzieląc się tym
z innymi wypełniamy jedynie swój obowiązek odpowiedzialnego zarządzania własnością
Stwórcy.
Efektem dawania jest Boże błogosławieństwo, o czym czytamy np. w Księdze Przysłów:
Jeden jest hojny, a stale bogaty, a nad miarę skąpy zmierza do nędzy. Człowiek uczynny
dozna nasycenia, obfitować będzie, kto [bliźnich] napoi. (Prz 11,24-25).
Ile i komu powinniśmy dawać? Dawanie, zgodnie z tym co czytamy w Piśmie świętym,
powinno być proporcjonalne do naszych możliwości, przemyślane i nie na pokaz.
106
W Pierwszym Liście do Koryntian Apostoł zachęca: „Niechaj (…) każdy z was coś odłoży
według tego, co uzna za właściwe” (1Kor 16,2). A w innym miejscu dodaje: „Każdy niech
przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce (2 Kor 9,7). Jezus natomiast wyraźnie
przestrzega, aby uczynków pobożnych nie wykonywać przed ludźmi po to, aby nas widzieli
ale gdy dajesz jałmużnę „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (por. Mt 6,1-4).
Najmocniejszym argumentem przemawiającym za obowiązkiem dobroczynności jest
znajdujący się w Ewangelii opis Sądu Ostatecznego, na którym każdy z nas może usłyszeć
te słowa: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego
aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem
chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.” (Mt 25,41-43).
Zastosowanie
Instytucją charytatywną z ramienia Kościoła katolickiego jest Caritas. Udziela pomocy
doraźnej i długofalowej, materialnej i finansowej osobom bezrobotnym, bezdomnym,
chorym, starszym, dzieciom z rodzin ubogich, a także imigrantom i uchodźcom. Caritas
udziela również pomocy humanitarnej ofiarom wojen, kataklizmów i nieszczęść
naturalnych poza granicami własnego kraju. Zachęcony Słowem Bożym postaraj się
włączyć w pomoc przekazywaną potrzebując przez tę instytucję.
Duchu Święty, otwórz nasze serca na potrzeby naszych braci i sióstr. Pokaż nam, że więcej
szczęścia jest dawaniu, aniżeli w braniu i daj nam czynić to w wolności i radości serca. Amen
107
51. Misja królewska – odpowiedzialność za lokalny
Kościół
Wstęp
Poprzez chrzest stajemy się członkami Kościoła przede wszystkim w wymiarze duchowym,
ale również materialnym. Formalnie każdy z nas należy do określonej parafii, która posiada
konkretne dobra materialne: świątynię, dom parafialny, budynki gospodarcze i cmentarz.
Wszystkie te dobra służą naszemu rozwojowi duchowemu, dzięki nim mamy gdzie sprawować
Eucharystię, modlić się, czy przechowywać sprzęt liturgiczny. Dobra te wymagają jednak
ciągłej troski, dlatego piąte przykazanie kościelne przypomina, że obowiązkiem każdego
katolika jest „troska się o potrzeby wspólnoty Kościoła”.
Istota tematu
Pierwsi chrześcijanie, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, troszczyli się o potrzeby
materialne Kościoła w bardzo radykalny sposób: „Nikt […] nie cierpiał niedostatku, bo
właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze ze sprzedaży, i składali je
u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby” (Dz 4,34-35). Przez kolejne
stulecia, aż do XIX wieku praktykowano dziesięcinę, która polegała na oddawaniu dla potrzeb
Kościoła dziesiątej części dochodu. Obecnie kondycja finansowa każdej parafii zależy w dużej
mierze od ofiar, składanych przez wiernych podczas Mszy świętej na tzw. tacę oraz przy innych
okazjach.
Piąte przykazanie kościelne zobowiązujące każdego katolika do troski o potrzeby
wspólnoty Kościoła. Nie precyzuje dokładnie na czym powinna polegać ta troska oraz jakie
konkretnie są to potrzeby. Pierwsze skojarzenie najczęściej dotyczy potrzeb finansowych
i związanych z tym ofiar pieniężnych. Pieniądze zbierane na tzw. tacę nie są prywatną
własnością księży posługujących w parafii ale są przeznaczane na potrzeby parafii lub na inny
cel (KUL, seminarium duchowne, misje itp.), o czym wierni są informowani podczas ogłoszeń
parafialnych.
Troska o potrzeby wspólnoty Kościoła to nie tylko ofiary pieniężne. Dbałość o potrzeby
Kościoła może być też wyrażona poprzez ofiarowanie własnej pracy przy budowie, remoncie
czy chociażby sprzątaniu świątyni lub cmentarza. Można służyć swoim doświadczeniem czy
radą, np. w kwestiach ekonomicznych czy prawnych. Piąte przykazanie kościelne realizują
także ci, którzy obejmują opieką duchową i materialną rodziny z terenu parafii. Gorliwa
modlitwa w intencji duszpasterzy i dzieł prowadzonych w parafii to też jeden z aspektów troski
o Kościół.
Zastosowanie
Składając ofiarę podczas dzisiejszej Eucharystii przypomnij sobie Ofiarę, jaką złożył Jezus
umierając na krzyżu. Podziękuj Mu za to, że postanowił oddać za Ciebie swoje życie, abyś ty
nie umarł na wieki. Poproś Ducha Świętego, aby pouczył cię w jaki sposób możesz troszczyć
się o potrzeby twojej parafialnej wspólnoty.
108
Duchu Święty, naucz nas odpowiedzialności za lokalny Kościół. Daj nam zrozumieć, że
każdy z nas jest posłany, aby służyć innym. Pokaż nam w jaki sposób możemy się włączyć
w życie naszych parafii i wspólnot, aby Twoje Królestwo mogło się rozszerzać. Amen
109
52. Misja królewska – obowiązek przebaczania
Wstęp
Udział w królewskiej misji Chrystusa ma wyrażać się przede wszystkim w miłości do drugiego
człowieka, chociaż nie trzeba wcale być chrześcijaninem, żeby chcieć i móc kochać innych.
Chrześcijanin tym różni się od innych ludzi, że jego miłość obejmuje wszystkich – nie tylko
przyjaciół. Jezus oświadczył: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego,
a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych
nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; (…) Jeśli bowiem miłujecie tych,
którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli
pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5, 43-44.46-47).
W innym miejscu, w trakcie rozmowy ze św. Piotrem dodał jeszcze dobitniej, gdy „Piotr (…)
zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż
siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt
siedem razy” (Mt 18, 21n). Siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze.
Podczas dzisiejszej katechezy dowiesz się co dla chrześcijanina oznacza przebaczenie.
Istota tematu
Przebaczyć nie znaczy natychmiast zapomnieć, albo udać, że nie było krzywdy. Podobnie
jak w przypadku miłości przebaczenie to nie emocje, a postawa, czyli decyzja naszej wolnej
woli podjęta pod wpływem rozumu. Zachęcając do przebaczania Jezus nie twierdzi, by działać
w myśl powiedzenia „Ktoś mi pluje w twarz a ja mówię, że deszcz pada”. Kiedy doświadczasz
zła i niesprawiedliwości, masz pełne prawo, by czuć się skrzywdzony. Masz również prawo do
tego, żeby w związku z doznaną krzywdą czuć gniew, złość, niechęć i rozgoryczenie.
Odczuwanie emocji, nawet tych potocznie uznawanych na negatywne nie jest grzechem. Jest
naturalną reakcją na przykrość, która spotyka człowieka. Przebaczenie jest postawą, a więc
nie zależy od emocji. W związku z tym możesz przebaczyć natychmiast po doznaniu krzywdy,
czując jednocześnie wiele trudnych emocji.
Przebaczenie nie jest jednorazowym aktem woli. Jest procesem, który trwa przez jakiś
czas, dłuższy lub krótszy, w zależności od dojrzałości osób zaangażowanych w konflikt oraz
różnych okoliczności zewnętrznych. Decyzja o tym, że chcę przebaczyć człowiekowi który mnie
skrzywdził jest dopiero początkiem drogi pojednania. Przebaczenie to decyzja, że nie będę
złorzeczyć mojemu wrogowi. Kiedy jesteś w stanie modlić się za swojego prześladowcę
oznacza to, że proces przebaczenia trwa.
Negatywne emocje towarzyszące poczuciu krzywdy po pewnym czasie znikną, ponieważ
jak wszystkie ludzkie emocje trwają względnie krótko, pod warunkiem że nie są ożywiane.
Kiedy osłabnie gniew i niechęć do tego, który nas skrzywdził, kolejnym etapem przebaczenia
jest próba odbudowania relacji. Przebaczenie nie oznacza jednak akceptowania zła
i pozwalania na to, by ktoś nas wykorzystywał. Jest to darowanie komuś winy, wyzbycie się
110
urazy, rezygnacja z zadośćuczynienia, ale też lekcja na przyszłość. Postawa przebaczania
zakłada, że człowiek używając rozumu przyzna, że doznał cierpienia, przeanalizuje zaistniałą
sytuację, zrezygnuje z zemsty, ale też wyciągnie wnioski na przyszłość, aby na ile to możliwe
ochronić siebie i swojego krzywdziciela przed kolejnymi tego typu sytuacjami.
Zastosowanie
Zastanów się jak do tej pory rozumiałeś pojęcie przebaczenia. Czy przebaczenie kojarzyło
ci się jedynie z brakiem negatywnych emocji wobec osoby, która cię zraniła? Jeżeli tak, to czy
czekałeś, aż minie twój gniew i złość, czy celowo „dolewałeś oliwy do ognia”, żeby nie
zapomnieć wyrządzonej krzywdy? Podczas dzisiejszej Eucharystii poproś Boga, aby pomógł ci
przejść przez proces przebaczenia tym, którzy cię skrzywdzili. Jeśli chcesz, już teraz zacznij
modlić się w ich intencji. Porozmawiaj z Bogiem również o tych, których ty skrzywdziłeś i jeżeli
to możliwe poproś te osoby o wybaczenie.
Duchu Święty, ulecz nasze serca zranione przez krzywdy, jakich doznaliśmy w życiu. Pozwól
nam przebaczyć naszym krzywdzicielom i wejdź w te wszystkie miejsca w sercu, w których nie
potrafimy jeszcze podjąć decyzji przebaczenia i pojednania.
111
53. Misja królewska – sakrament małżeństwa jako
przestrzeń podtrzymania miłości
Wstęp
Dla wielu z nas tu obecnych miejscem w którym jako chrześcijanie możemy realizować misję
królewską Chrystusa, wyrażającą się w miłości do drugiego człowieka, jest sakrament
małżeństwa. Jaką wartość posiada małżeństwo zawarte przed Bogiem? Czym różni się od
związków niesakramentalnych? Czy „opłaca się” przyjąć ten sakrament? Jaki związek ma moja
relacja ze współmałżonkiem z moim stosunkiem do Boga? Próba odpowiedzi na te pytania
będzie treścią dzisiejszej katechezy.
Istota tematu
Różne mogą być powody zawierania małżeństwa. Chociaż niemal wszyscy narzeczeni
deklarują, że główną przyczyną decyzji o ślubie jest miłość, zdarza się że wiodącą chociaż
nieuświadomioną motywacją do zmiany stanu cywilnego jest strach przed samotnością, brak
poczucia bezpieczeństwa, potrzeba uznania w środowisku albo względy finansowe. W sytuacji,
gdy człowiek decyduje się na małżeństwo kierowany w dużej mierze jedynie chęcią
zaspokojenia własnych potrzeb, po pewnym czasie dochodzi do przekonania, że
współmałżonek nie jest w stanie zaspokoić wszystkich jego oczekiwań. Wówczas pojawia się:
rozczarowanie, gorycz, decyzja o rozstaniu i nierzadko poszukiwania nowego, „lepszego”
partnera.
Żaden człowiek, nawet gdyby bardzo się starał, nie jest w stanie w pełni zaspokoić
potrzeb drugiej osoby, dlatego sam Bóg wychodzi człowiekowi z pomocą i udziela swojej łaski
mocą sakramentu małżeństwa. Podczas ceremonii ślubnej, przed złożeniem przysięgi
małżeńskiej, narzeczeni wspólnie z kapłanem przyzywają Ducha Świętego śpiewając hymn
„Veni Creator”. Kapłan wypowiada wówczas prośbę, by „Duch Święty uświęcił ten związek
i dał narzeczonym łaskę wytrwania”.
Dla kobiety i mężczyzny połączonych sakramentalnym węzłem małżeństwa, ich
wzajemna relacja od momentu złożenia przysięgi małżeńskiej do śmierci jednego
z małżonków, staje się podstawowym miejscem realizacji przykazania miłości. „Bóg, który
stworzył człowieka z miłości, powołał go także do miłości, która jest podstawowym
i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej. Człowiek został bowiem stworzony na obraz i
podobieństwo Boga, który sam jest Miłością. Ponieważ Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, ich
wzajemna miłość staje się obrazem absolutnej i niezniszczalnej miłości, jaką Bóg miłuje
człowieka. Jest ona dobra, co więcej bardzo dobra, w oczach Stwórcy. (KKK 1604).
Przyjęty sakrament małżeństwa gwarantuje stałą obecność i pomoc żywego Boga
w związku małżeńskim. Dzięki obecności Ducha Świętego, słaby człowiek pomimo swoich
niedomagań i grzeszności jest w stanie kochać współmałżonka zarówno w czasie pomyślności,
jak i w sytuacjach trudnych, powodujących cierpienie. Duch Święty pomaga również
małżonkom dokonywać wielu właściwych wyborów i decyzji, które przynoszą im szczęście.
Tylko osobiste doświadczenie Bożej miłości przez małżonków może być ponadto źródłem
112
prawdziwej miłości pomiędzy nimi. Jeżeli najpierw nie przekonasz się, że jesteś kochany przez
Boga – nie będziesz w stanie dojrzale kochać innych.
„Miłość małżeńska, którą Bóg błogosławi, jest przeznaczona do tego, by była płodna
i urzeczywistniała się we wspólnym dziele zachowywania stworzenia” (KKK 1604). Dlatego
małżonkowie zaproszeni są do dzielenia się swoją miłością z innymi osobami, które Bóg stawia
na ich drodze – w pierwszej kolejności z własnymi dziećmi – jeżeli zostaną nimi przez Stwórcę
obdarowani , a następnie z innymi osobami potrzebującymi okazania miłości.
Zastosowanie
Miłość do współmałżonka to przede wszystkim towarzyszenie mu w drodze do Boga. Pomyśl
dzisiaj czy o tym pamiętasz? Czy modlisz się w intencji swojego męża lub żony prosząc o łaskę
żywej wiary dla niego? Czy sam będąc blisko Boga nie szukasz możliwości realizacji swojego
powołania poza małżeństwem? Czy nie uciekasz w przesadną pobożność? Czy masz
świadomość, że to właśnie Twój mąż lub twoja żona jest tą osobą, przez którą Bóg chce
przekazywać ci prawdę o tobie i sobie samym? A może uciekasz od relacji ze współmałżonkiem
do kontaktów z osobami, które uważasz za bardziej przyjazne i pobożne?
Porozmawiaj dzisiaj z Bogiem o twoim małżeństwie. Poproś Ducha Świętego aby ożywił waszą
miłość. Jeżeli żyjesz realizując inne powołanie – pomódl się w intencji znanej ci pary
małżeńskiej.
Duchu Święty, który działasz w sakramencie małżeństwa, rozpal na nowo miłość pomiędzy
obecnymi tu małżonkami. Daj im poznać, jak wielką łaską i pomocą na tej drodze jest
sakrament małżeństwa. Tych, którzy żyją w grzechu przekonaj, aby zaprosili Boga do swoich rodzin. Amen.