W październiku tego roku oglądaliśmy apokaliptyczne obrazy ogromnej powodzi, która nawiedziła południowo-zachodnią Polskę. Olbrzymia fala wody dochodząca do 8 metrów wysokości zmiatała wszystko po drodze. W jednej chwili zabierała dorobek całego życia, jak i samo życie, zostawiając po sobie ponury obraz apokaliptycznego zniszczenia, ludzkie łzy i cierpienie. Niektórzy, nawiązując do biblijnej wizji końca świata mówi, że ta powódź jest jednym ze znaków zbliżającego się końca świata, o którym mówi Biblia. Nie wiem, czy jest to biblijny znak zapowiadający koniec świata w wymiarze globalnym. Ci którzy stracili swoje życie w czasie powodzi na pewno doświadczyli końca świata w wymiarze indywidualnym.
W pewnych okresach historii mnożą się proroctwa zapowiadające koniec świata. Można odnaleźć zbiory przepowiedni współczesnych, jak i starożytnych, które precyzyjne wyznaczają datę końca świata. Magia liczb zaczyna zwyciężać. Tak było przed rokiem tysięcznym. Odnajdywano stare i wymyślano nowe przepowiednie o końcu świata w roku tysięcznym. Bardzo często, przepowiadacze końca świata starali się Biblią uzasadniać swoje proroctwa, nie licząc się z tym, że na pytanie apostołów, kiedy nastąpi koniec świata, Chrystus odpowiedział, że tego nikt nie wie, nawet aniołowie w niebie.
Biblia JEDNAK często mówi o końcu świata, również SAM Chrystus w swym nauczaniu do tego nawiązuje. Ale nie ma tam podstaw do precyzyjnego wyznaczenia daty, kiedy to nastąpi. Biblia bardzo obrazowo opisuje ostatnie dni; gasnące słońce, spadające gwiazdy i szczególe znaki na niebie. Na tle tej scenerii Chrystus zstąpi na ziemię, aby dokonać sądu. Nietrudno wyobrazić sobie taki scenariusz końca świata, czy raczej cywilizacji ludzkiej na Ziemi. Uczeni wykorzystując dane naukowe na temat zmian w kosmosie mogą określić z dużym prawdopodobieństwem, kiedy nastąpi koniec życia biologicznego na Ziemi. Ale także poza wszelkimi przewidywaniami, wystarczy jeden większy meteoryt spadający z nieba, aby zniszczyć życie na Ziemi. Ponadto, sam człowiek może zgotować sobie taki koniec przez uruchomienie zasobów broni atomowej i innych śmiercionośnych systemów. Takie prawdopodobieństwo ciągle wzrasta w miarę doskonalenia i upowszechniania środków masowej zagłady. Sumy wydawane na zbrojenia wskazują, że dużymi krokami zdążymy w tym kierunku.
Zostawmy na chwilę spektakularne obrazy końca świata, a popatrzmy na inny koniec, który na pewno przyjdzie, dotknie nas najbardziej. Każdy doświadczy indywidualnego końca świata. Przyjdzie czas, że w naszych oczach gasnąć będzie słońce i gwiazd nie będzie dla nas na niebie, a cały świat będzie wstrząsany bólami konania, a potem nastanie błękitna cisza na tle, której pojawi się jasna postać Chrystusa i w tej jasności każdy zobaczy siebie, jakim jest naprawdę i wyda o sobie sąd. Nawet wtedy, gdy sąd będzie dla nas niekorzystny, możemy liczyć na nieogarnione Boże Miłosierdzie.
Siostra Faustyna
Biblijny koniec świata to spotkanie z Bogiem w ostatnim momencie naszego życia, do którego winniśmy się przygotować. Pierwsze czytanie z Księgi Daniela mówi: „W owym czasie wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co śpi w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie”. Święty Michał zgromadzi wszystkie narody na sąd Boży w czasie, którego jedni obudzą się ku życiu wiecznemu a inni ku wiecznej hańbie.
Jezus ukazuje nam podobną wizję końca świata i sądu ostatecznego. W pierwszym liście św. Pawła do Tesaloniczan czytamy: „Albowiem sam Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi”. Również w Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi: „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich i wytępią z Jego królestwa wszystkie grzechy i tych, którzy czynią zło”. W dzisiejszej Ewangelii Chrystus mówi o przyjściu Syna Człowieczego w czasach ostatecznych, kiedy to nastąpi koniec świata i sąd ostateczny. Na to wydarzenie mamy być przygotowani, bo od niego zależy czy będzie ono radosne, czy owiane kirem smutku.
Używając obrazu powodzi jako ilustracji przygotowania się na koniec świata możemy wymienić zasadnicze przeszkody w przygotowaniu na to spotkanie. Po pierwsze nie bierze się pod uwagę końca świata w biblijnym sensie. Szkoda na to przygotowanie marnować czas i pieniądze. Po drugie zaślepienie żądzą władzy i wyniesienia, nawet kosztem ludzkiej krzywdy i łamania Bożych przykazań. Po trzecie żądza pieniędzy, którą człowiek potrafi pięknie ubrać fałszywymi słowami miłości, zatroskania o bliźniego i przyrodę. Po czwarte, człowiek można uwić sobie wygodne gniazdko życiowe, często z pominięciem bożych przykazań, a każde wezwanie do jakiegoś wyrzeczenia rodzi sprzeciw. A przecież droga do zbawienie to także niesienie krzyża. Chrystus powiedział: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”
W czasie rozmowy jedną z pań, zauważając zło dzisiejszego świata, odrzucenie wszelkich norm moralnych, łamanie bożych przykazań powiedziała: „To nie może dłużej trwać, musi być koniec świata i sąd boży”. Takie myślenie jest bliskie dzisiejszym czytaniom. Gdy zło zdaje się przebierać wszelką miarę, przychodzi kara i nawrócenie człowieka. Nie wiemy jednak, kiedy nastąpi ostateczna rozprawa ze złem i Szatanem w formie apokaliptycznej. Chrystus mówi: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. Ale nim to nastąpi w takiej formie spektakularnej, możemy mieć wcześniej swoją prywatną apokalipsę. Doświadczymy w sobie zmagania dobra ze złem, może nieraz wydawać się, że zło triumfuje. Jednak, jeśli zwrócimy się do Boga On ześle moc i siłę, która pomoże zwyciężyć zło i zatriumfować dobru, które zjaśnieje pełnym blaskiem wieczności, gdy dopełni się czas apokalipsy. Aby jednak być gotowym na przyjęcie tej mocy musimy być wrażliwi na tykanie zegara wieczności i słowa: „Czas ucieka wieczność czeka”
Św. Jan Paweł II, który już doświadczył tajemnicy końca świata tak mówił: „Potrzebne jest ciągłe, nieustanne nawracanie, które wymaga wewnętrznego oderwania się od wszelkiego zła i przylgnięcia do dobra w jego pełni, a które w praktyce dokonuje się często etapami, prowadzącymi coraz dalej. Rozwija się w ten sposób proces dynamiczny, przebiegający powoli przez stopniowe włączanie darów Bożych i wymagań Jego ostatecznej i najdoskonalszej Miłości w całe życie osobiste i społeczne człowieka. Dlatego też konieczny jest pedagogiczny proces wzrostu, w którym poszczególni wierni, rodziny i ludy, a nawet sama cywilizacja, będą prowadzeni cierpliwie dalej, od tego, co już przejęli z Tajemnicy Chrystusa — dochodząc do coraz bogatszego poznania i pełniejszego włączenia tej Tajemnicy w ich życie”




