Czy można być wierzącym, ale niepraktykującym?

Czy można być wierzącym, ale niepraktykującym?

 

Zapewne każdy chociaż raz zetknął się z takim zdaniem: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”. Kiedy ktoś deklaruje, że wierzy w Boga, ale nie praktykuje, to zastanawia mnie, na czym to tak naprawdę polega?

Wierzę, że jestem mamą

Urodziłam dwoje dzieci, pamiętam doskonale porody, mój mąż może potwierdzić, bo przy nich był. Wierzę, że jestem mamą.

Teraz hipotetycznie – nie angażuję się w wychowanie dzieci, nie rozmawiam z nimi, nie spotykam się. Do czego prowadzi sytuacja po latach? Najzwyczajniej w świecie ich nie znam, chociaż wierzę, że są! Analogicznie – skoro wierzę, że Bóg istnieje, a nie „praktykuję” – nie spotykam się z Nim, nie rozmawiam, nie modlę się, nie korzystam z sakramentów – jak mogę Go poznać? Nie znam Go.

Równie dobrze mogę powiedzieć, że nie istnieje, bo nigdy nie dałam Mu szansy, żeby do mnie przemówił, żebym mogła być bliżej Niego, nie doświadczyłam Jego obecności.

Można modlić się wszędzie

To kolejny argument osób wierzących, niepraktykujących.

Pięknie powiedziane i zgadzam się z tym w 101 procentach! Modlić można się absolutnie wszędzie i to jest fantastyczne, ale nie wszędzie można skorzystać z łaski sakramentów. Każdy sakrament niesie ze sobą ogrom łask, jeśli się na nie otwieramy. W każdą niedzielę (i nie tylko) można otrzymać za darmo wszystkie dobra płynące między innymi z sakramentu Eucharystii. Przy tym bardziej poznać miłość Boga.

Jestem antyklerykalny

Rozumiem, że są osoby, które mogły zostać źle potraktowane przez jakiegoś kapłana, czy to podczas spowiedzi, czy może w innych okolicznościach. Często takie spotkanie może spowodować zamknięcie drzwi kościoła od zewnątrz na długie lata.

Nie chcę tego w żaden sposób oceniać. Natomiast, kiedy słyszę same negatywne rzeczy na temat księży, to nie mogę milczeć, bo ja znam wielu wspaniałych kapłanów, którzy mają swoje słabości, ale w tym wszystkim pomogli setkom osób zbliżyć się do Boga i przez to otrzymać „nowe życie”.

Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprzedają się skandale, ale ja osobiście na swojej drodze spotkałam wielu świętych kapłanów. Świętych nie oznacza idealnych czy takich, którzy nie miewają gorszych momentów, tylko takich, których poświęcenie i służba dla Kościoła jest czymś, co też powinno być pokazywane światu.

Kiedyś miałam podobne wątpliwości co do „natury” księży.

Miałam pewne wyobrażenie, jaki powinien być kapłan, jak powinien się zachowywać, jak i co mówić, i w ogóle wcisnęłabym go w ramki swoich wizji.

Można powiedzieć, że gorszyłam się pewnymi zachowaniami, a to tylko krok od zamknięcia się na Kościół. Miałam jednak wspaniałą rozmowę na ten temat z zaprzyjaźnionym księdzem, który jednym zdaniem rozwiał pewne moje wątpliwości: „Iwona, za czasów Chrystusa, na dwunastu Apostołów był jeden Judasz, w obecnych czasach ilu mamy Apostołów?”.

Wierzę, czy wydaje mi się, że wierzę?

Jeden z polskich raperów, Piotr Kowalczyk (Tau), który wiele lat żył poza Kościołem, szukał sensu życia między innymi w używkach czy w okultyźmie. Po nawróceniu napisał wiele pięknych tekstów o swojej drodze do Kościoła. Droga ta była bardzo zawiła, ale jak już odnalazł prawdziwego Boga, zakochał się w Kościele i śpiewa o tym między innymi w utworze „Bóg rapu”, porównując rapowanie do wiary:

„Po drugie przyjmuj ciało, które daje Jezus
Bez tego dajesz ciała, jesteś słaby, jeszcze nie wiesz czemu?
Nigdy nie wydasz swojej płyty, kiedy nie będziesz siedział przy tym
Nigdy nie będziesz chodził głodny, kiedy zostaniesz nakarmiony
Jeśli wierzysz w Boga, a nie chodzisz do kościoła to jak kocham rap, ale nie kocham rapować, chłopak
Musisz praktykować, żeby zostać królem rapu
Musisz pokutować, aby poznać Boga, rapuj
Chodzi o post, ale nie ten na Facebooku
Choć ma Boga w nazwie on nie umrze za Ciebie Ty zuchu”.

To nie dla mnie

Ja na przykład wiele lat myślałam, że wspólnoty w Kościele są nie dla mnie, dopóki nie poznałam ich od środka. Dziś już mija prawie 8 lat odkąd jestem we wspólnocie wewnątrz Kościoła i dopiero teraz poznając bliżej jej funkcjonowanie, widząc, ile dobrych owoców przynosi w moim życiu i w życiu mojej rodziny, mogę wypowiedzieć się na temat tego, czy to jest dla mnie czy nie, i czy jestem jednak… praktykująca.

Zachęcam osoby, które w jakiś sposób mają trudności w odnalezieniu się w Kościele z różnych przyczyn, by spróbowały może bardziej poznać go od środka, w jakiejś wspólnocie, gdzie jest mnóstwo świadectw działania Boga w życiu człowieka właśnie przez tzw. praktykowanie.

Ja tylko chwilę w swoim życiu byłam niepraktykująca, nie deklarowałam tego jakoś szczególnie, to było może kilka miesięcy bez Kościoła i bez sakramentów. Dziś od wielu lat praktykuję i całym sercem mogę zaśpiewać razem z Tau „Nigdy nie będziesz chodził głodny, kiedy zostaniesz nakarmiony. / Jeśli wierzysz w Boga, a nie chodzisz do kościoła to jak kocham rap, ale nie kocham rapować”.

 

 Iwona Jabłońska