I Niedz. Wielkiego Postu

ODWAŻYĆ SIĘ WYJŚĆ NA PUSTYNIĘ

Niedziela, I Niedziela Wielkiego Postu, rok B, Mk 1,12-15

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu Kościół każe nam co roku odczytywać Ewangelię o kuszeniu Jezusa. Sednem tej Ewangelii są trzy elementy – Jezus przebywał przez czterdzieści dni na pustyni, przez ten czas pościł i był kuszony przez diabła. Rozważmy krótko te główne motywy.

Pustynia jest w Jezusowej Ewangelii okresem przygotowania do Jego działalności publicznej. Jest ona oderwaniem się od ciężaru tłumu, jest miejscem odpowiednim na modlitwę, jest źródłem zaspokajającym pragnienie przebywania sam na sam z Ojcem. Jeśli Jezus udawał się na pustynię i na miejsca osobne, jeśli czynili tak jego uczniowie – my też winniśmy od czasu do czasu wyjść na pustynię. Stworzyć sobie pustynię, oznacza zamknąć się w pokoju, pozostać dłużej w pustym kościele, wybudować sobie na poddaszu, czy w końcu korytarza kapliczkę, aby tam umacniać nasz osobisty związek z Bogiem, nabierać oddechu, odnajdywać pokój.

Stworzyć sobie pustynię, to poświęcić od czasu do czasu cały dzień na modlitwę, wyjść na samotną górę, zbudzić się w nocy i modlić. Stworzyć pustynię nie oznacza nic innego – tylko być posłusznym Bogu. Bo jest takie przykazanie najczęściej zapomniane nawet przez gorliwych kapłanów, które nakazuje nam przerwanie pracy, oderwanie od naszych zajęć, dobroczynny bezruch kontemplacji. Mówi ono – pamiętaj, abyś dzień święty święcił! Dobrze przeżyta niedziela może być momentem wyjścia na pustynię – nawet przeżycie nabożeństwa gorzkich żali, czy drogi krzyżowej w piątki wielkopostne. Mocne w tradycji polskiej są również rekolekcje wielkopostne. I one też są doskonałą okazją, aby przeżyć czas pustyni, wyłączyć się od innych ważnych spraw i mieć czas dla siebie i dla Pana.

Kolejnym tropem jest post. Przed swoim publicznym nauczaniem Jezus przepościł aż 40 dni. Ponadto, gdy faryzeusze zarzucają mu – dlaczego Twoi uczniowie nie poszczą – odpowiada, że będą pościli, gdy zabiorą im pana młodego. Przy innej okazji stwierdza, że „ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. Za przykładem Jezusa Kościół również poddaje nam post jako jeden z uczynków pokutnych. Dzisiaj niestety post zszedł na dalszy plan. W dobie daleko posuniętej wolności człowieka, szukania szczęścia, które często utożsamia się z przyjemnościami żołądkowymi, mówienie o poście, o potrzebie odmówienia sobie czegokolwiek, jest bardzo niepopularne. Do tego dochodzi jeszcze lęk o własne zdrowie. On też powoduje, że człowiek panicznie boi się uczucia głodu. A tymczasem Matka Boża w swoich prywatnych objawieniach zachęca do postu o chlebie i wodzie. O dziwo, znane są terapie, tzw. 5+2, które również zachęcają, by przez dwa dni w tygodniu podejmować post. Może zatem warto?

No i wreszcie kuszenie. Święty Franciszek Salezy w jednej z najpopularniejszych książek poświęconych życiu duchowemu, pt. Filotea tak pisze o pokusach: Szatan, świat i ciało, widząc duszę poślubioną Synowi Bożemu (czyli duszę w łasce uświęcającej), posyłają jej pokusy i namowy, które przedstawiają jej grzech; następnie ta namowa podoba jej się albo nie podoba; wreszcie dusza zezwala na tę namowę albo ją odrzuca. Są to zwyczajnie trzy stopnie, po których zmierza się do grzechu: pokusa, upodobanie i zezwolenie na nią. Dalej zachęca: trzeba być bardzo odważnym wśród pokus i nigdy nie uważać się za pokonanego, dopóki nie mamy w nich upodobania. Zgodnie z jego radą, dopóki człowiek nie wyrazi zgody na pokusę, nie popełnia grzechu. Jeśli pokusy są mimowolne, a dajemy im odpór, umacniamy się w dobrym i pomnażamy w sobie łaskę Bożą. Jeśli jednak sami prowokujemy pokusy, to szybko możemy im ulec. Dlatego mówi się, że najlepszym lekarstwem na niektóre grzechy jest unikanie okazji do grzechu.

Podczas Wielkiego Postu znajdźmy nieco czasu, by wyjść z Jezusem na pustynię, aby tam odnaleźć bliskość Boga. Podejmijmy post, czy jakieś umartwienie, aby umocnić naszego ducha, a wtedy, jeśli nawet przyjdą pokusy do złego, z Bożą pomocą potrafimy je zwyciężyć.